punkt zwrotny - rozwój i myślenie

Zmiana zdania to nie porażka

by lekkaprzesada-
zmiana-zdania

Od zawsze miałam pewne trudności, żeby powiedzieć kim chcę być. Interesowałam się wieloma rzeczami, a większość z nich obracała się w kręgu z dziedziny tych artystyczno-humanistycznych, które podobno raczej dobrze nie wróżyły. Miewałam duże hobby i małe hobbinki, ale zawsze bałam się otwarcie stwierdzić co chciałabym w życiu robić. Przed każdym większym wyborem kolejnej ścieżki edukacyjnej przychodziły tygodnie zastanowień i noce pełne łez. „Ja nie umiem wybrać. Ja, ja nie wiem (tu następował wybuch płaczu)”. Byłam okropną kłamczuchą, bo trochę wiedziałam. Na pewno czego robić nie chcę. Ale te wybory były straszne, bo ja chciałam mieć wszystko od A do Z, jak w słowniku języka polskiego, poukładane. Każdy krok zaplanowany, żadnych odchyleń od normy i bocznych ścieżek. Do tego żelazna konsekwencja: jak powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B, nawet jeśli druga litera alfabetu wymknie się z ust między szlochem a wycieraniem cieknącego nosa chusteczką. Decyzja jest jedna na zawsze, a zmiana zdania nie wchodzi w grę.

Byle była praca

Przez całe gimnazjum i liceum uparcie twierdziłam, że praca nie musi być moją pasją. W ogóle nie ważne jaka będzie, byle tylko była. Zależało mi tylko na tym, żeby mieć pracę. Jakąkolwiek. W końcu to ciężkie czasy dla „humanistów”. Liczyłam rozumem, patrzyłam portfelem i tak oto poszłam na studia, które mnie w ogóle nie interesowały. Najbardziej racjonalna decyzja spośród interesujących kierunków. Tematyka? Zarządzanie kryzysowe, obronność państwa, polityka, uzbrojenie, systemy bezpieczeństwa innych państw. Szło mi to całkiem nieźle, miałam dobre wyniki. Wtłaczałam sobie do głowy, że może spędzę resztę życia w wojsku (sic!) albo ewentualnie za biurkiem w bezpiecznym miejscu opracowując plany, bo to będzie stabilna i bezpieczna praca.  Tak oto zaczęłam wszystkim wokół o tym mówić, żeby samą siebie przekonać, że tak chcę żyć, a wybór jest dobry.

Studia

Gdzieś na drugim roku zaczęła się pojawiać myśl, że ja szczerze tego wszystkiego nie znoszę. No dobra, poleciałam, może nie wszystkiego, ale zdecydowanej większości. Były kwestie, które nadal mnie interesują i potencjalnie mogłabym się nimi zająć. Za to zupełnie nie interesuje mnie na przykład polityka. Na przedmiotach związanych z wojskowością walczyłam ze sobą, żeby nie zasnąć, ale wszyscy mówili, że perspektywa dobra, kierunek niezły, bo konflikt w regionie wisi w powietrzu …
Nie umiałam się wycofać. Nawet teraz, gdy ktoś pyta „Skoro się męczyłaś czemu nie zrezygnowałaś”, nie umiem odpowiedzieć. Zagryzałam zęby i szłam dalej, bo decyzję mogłam podjąć raz i było za późno na zmiany. 

Wyobrażacie sobie takie słowa z ust dziewiętnastolatki? Zupełnie serio, wydawało mi się, że tą jedną złą decyzją przegrałam życie, a czy z przegranym życiem można się tak po prostu pogodzić? 

Zmiana zdania

W międzyczasie zaczęłam pisać bloga. Poznawać nowe dla mnie tematy i branże. Próbowałam odnaleźć to, co naprawdę mnie interesuje, ale gryzły mnie wyrzuty sumienia: tyle gadałam o tym, co będę robić po studiach, roztaczałam przed wszystkimi wizję swojej przyszłej pracy, takie wyniki, tyle starań, praca państwowa, na etacie, wszyscy byli tacy dumni, a mi się nagle odmieniło. Przecież tak nie można. To klęska. W takim przeperfekcyjnym układzie nie było miejsca na żadne potknięcia. Był wyłącznie plan A, jakby alfabet miał tylko jedną literę. I wiecie co stało się potem? ZMIENIŁAM ZDANIE.

Czy zmiana zdania to coś złego?

Denerwuje mnie, kiedy ludzie traktują zmianę zdania jako coś złego. Coś nieodpowiedzialnego, lekkomyślnego, bo kiedyś wszystko się nudzi.  Nawet jeśli, kto zabrania zmienić zdanie po raz kolejny i kolejny.  Wiem, że niektórzy tkwią w nielubianych pracach, bo praca jest konieczna. Pieniądze same się nie zarobią, a zobowiązania nie spłacą.  Okej, każdy ma swoje powody, przyczyny, przemyślenia i racje, ale ogólnie nie ma nic złego w tym, że zmienisz plany albo zdanie. Nic się nie stanie jak zmienisz kierunek studiów, pracę, hobby, czy zainteresowania. To, że kiedy miałeś naście lat wydawało ci się, że  coś lubisz nie znaczy, że musisz się tego trzymać, ani mieć wyrzuty sumienia. Gdy miałam sześć lat mówiłam, że pewnego dnia wyjdę za księcia i nigdy nie zjem warzywa. Jeśli miałabym być wierna temu, co raz powiedziałam, właśnie polowałabym pod pałacem Buckingham na jakiegoś młodego następcę tronu w dziesiątej linii i udawała, że nie lubię zupy dyniowej, bo dynia to warzywo. 

Takie jest życie. Pełne zmian i odwidzeń. Kiedy pomyślisz ile było rzeczy, które wydawało Ci się, że lubisz pewnie chwycisz się za głowę. Chcemy coś zrobić, gdzieś pojechać, uznajemy jakiś zwód za wymarzony, a potem okazuje się, że część z tych rzeczy to był totalny niewypał. I nie ma w tym nic złego. 

Wyrzuty sumienia

Na początku bolało mnie, kiedy ludzie krytycznie oceniali, dlaczego podejmuję takie, a nie inne decyzje, dlaczego nie chcę wiązać swojej przyszłości z dotychczasowym kierunkiem i skąd te wszystkie dziwne pomysły na miejsca pracy. Kto w ogóle słyszał o takich zawodach, za takie bzdury ktoś w ogóle płaci? Bolało też, kiedy podsumowywali moje zagorzałe przekonywania stwierdzeniem „Dobrze, że chociaż twój Chłop zajmuje się czymś poważnym. Ktoś przynajmniej będzie w stanie utrzymać dom.” Ale nie przestaję szukać. Realizuję kolejne plany, robię kolejne próby. Pozwalam sobie na zmianę zdania i testuję kolejne rozwiązania.

Niewypały po drodze się zdarzają

W zeszłym tygodniu nie dostałam się na studia, o których wspominałam kilka wpisów wcześniej. Nic się nie stało. Mam wrażenie, że wszyscy dookoła przejmują się tym bardziej ode mnie. Nasze plany nie zawsze się spełniają i czasami „zmiana zdania” nie jest usłana różami. Może przy pierwszym podejściu nie uda się dostać pracy marzeń, ktoś powie, że się nie nadajesz, a wiele drzwi zatrzasną przed nosem. Warto wyciągnąć z tego wnioski, ale iść dalej, bez załamania i poczucia klęski. Wierzę, że wszystko dzieje się z jakiejś przyczyny, więc nie rozpaczam — równocześnie zaczynam inną przygodę, która na razie jest tajemnicą poliszynela. Wyjawię ją pod koniec października 😉 Może profesja marzeń, która jest tajemniczą przygodą okaże się fiaskiem. Może się w tym wszystkim odnajdę, a za kilka lat znowu mi się odmieni, może jednak kiedyś wrócę do kwestii bezpieczeństwa? Kto wie. Na pewno jednak nie będę miała żalu do siebie i swoich wyobrażeń. 

Po co ten tekst?

Może odnieśliście wrażenie, że czekam teraz na klepanie po główce i słowa otuchy. Nie, zupełnie nie. Napisałam ten tekst zupełnie z innego powodu. To nie jest wpis skierowany do studentów. Oni byli tylko inspiracja 😉 Zbliża się październik, wiele osób zaczyna studia, w tym kilka osób z mojego bliskiego otoczenia. Widzę ich wątpliwości i przerażenie w oczach spowodowane niepewnością, czy dobrze wybrali. Odrętwiałą reakcję na słowa „możesz rzucić studia”. Napisałam to wszystko trochę z nadzieję, że niektórzy z Was zobaczą i zrozumieją, że każdy ma prawo do zmiany zdania. W dowolnej kwestii. Nieważne, czy chodzi o relacje z ludźmi, hobby, pracę, studia, gust muzyczny, czy kolor włosów. Nie każdy wybór i decyzja muszą być na całe życie, a nawet jeśli poświeciliśmy na to kupę czasu i energii zmiana nie świadczy o klęsce.

Możesz zawsze możesz stwierdzić, że to jednak nie jest to. I to absolutnie nic złego, bo jak ktoś kiedyś oryginalnie mi powiedział „tylko krowa nie zmienia zdania” 😉 

  • Właśnie, tylko krowa!

    Cała moja kariera to historia zmian zdania. Rzucenie studiów. Nierzucenie kolejnych (!). Wyjazd do Krakowa. Powrót z Krakowa. Wyjazd za granicę, zamiast do Warszawy, a w dodatku do innego miasta niż planowałam. Takie tam. Ale jako że jestem człowiekiem wędrownym z natury, to jakoś to przemieszczanie się – psychiczne i fizyczne – było zupełnie w porządku.

    Bo na to można patrzeć dwojako. Albo że coś nie wyszło, albo że ulepszyło się dawny plan. Trzeba patrzeć w ten drugi sposób.

    • Sporo mieszkalnych zawirowań masz za sobą! Takie zmiany mogą wydawać się straszne, ale to wszystko nadaje życiu kolorów. Podoba mi się stwierdzenie „ulepszenie dawnego planu” – to dobry sposób patrzenia na wszelkie zmiany 🙂