Bo wszystko przed nami

autobusPochmurny dzień. Z nieba spada coś balansujące pomiędzy śniegiem, gradem i zwykłym pospolitym deszczem, jednak w ilości znacznie mniejszej, niepozwalającej jednoznacznie określić co na mnie pada. W każdym razie jestem przemoczona. Głodna i zmęczona też. To pewne i sprecyzowane.

Zła wciskam się do zatłoczonego autobusu. Docieram do swojego ulubionego miejsca stojącego i tępo wgapiam się w przestrzeń za oknem. Na następnym przystanku wsiadają Panowie Menele. Pociągam zatkanym nosem i dochodzę do zdumiewających, choć właściwie oczywistych wniosków. Przemoczeni śmierdzą dużo bardziej niż zwykle. Dyskretnie odsuwam się, odstępując im z niechęcią swoje miejsce. Ciągle jednak słyszę ich przepite głosy. Wymieniają się spostrzeżeniami gdzie najlepiej sprzedać złom i ile ostatnio znaleźli butelek przy akademikach aż tu nagle pośród niejasnego bełkotu Stachu głośno i z uśmiechem wyrzuca ze swoich ust myśl. Myśl? Co tam myśl! Sentencję, której nie powstydziłby się wygłosić żaden filozof. „Mieciu, jeszcze wszystko przed nami”.

Tak pochłonęła mnie jej głębia. Że prawie się utopiłam. O ile można utopić się w kałuży. Podobno można nawet w łyżce wody.

Często mówimy, że już nic nam się nie uda, że najlepsze lata przeszły nam koło nosa. Rozczulamy się nad sobą, rozmyślając nad tym, ilu szans nie wykorzystaliśmy, ilu złych ludzi spotkaliśmy na swojej drodze, ile przyjęliśmy zbędnych kalorii. Roztkliwiamy się, myśląc o latach straconych z byłymi partnerami, psioczymy na niewygodne łóżka, za miękkie i za twarde poduszki. Denerwujemy się na sąsiadów, kierowców na drodze, padający deszcz, na to, że kręcą nam się włosy, kiedy powinny być proste, a potem spotykamy takiego Stasia, który ma tylko tą swoją obsikaną butelkę bez nalepki i wierzy, że najlepsze jeszcze przed nim.

Całe misterne narzekanie szlag trafił.

Czy Wam też zdarzyło się usłyszeć takie złote myśli od Panów Meneli?

Obrazek : https://www.pexels.com/