punkt zwrotny - rozwój i myślenie

Wszyscy wszystko o wszystkim, czyli jak wygląda życie na wsi w praktyce?

by lekkaprzesada-

picjumbo.com_IMG_9998Od jakiegoś czasu wieś stała się modna. Jakkolwiek dziwnie to brzmi panuje moda na wieś, i to nie wieś typu „ale wiocha”, tylko wieś typu „wsi spokojna, wsi wesoła, który głos Twej chwale zdoła”. Niedawno pojawiły się programy typu „Rolnik szuka żony” i „Chłopaki do wzięcia”. O (bardzo) dziwo cieszą się dużą popularnością, chociaż do najwybitniejszych nie należą. Widzę tu pewną wyraźną analogię do ”Wesela” Stanisława Wyspiańskiego i całego tego młodopolskiego zachwytu nad ludowością.

 

Jako, że sama na wsi się urodziłam i wychowałam postanowiłam dorzucić swoje pińć groszy.

Sprawa wydaje się piękna, wszyscy się znamy. Tworzymy taką jedną, dużą rodzinę. Czujesz się częścią czegoś większego. Cudownie, prawda?

Nie.

Tak, kobieta zmienną jest. Wszyscy się znają, a właściwie, to wszyscy znają Ciebie. Szczególnie kiedy żyjesz na wsi w której mieszkali też Twoi: pradziadkowie, dziadkowie i rodzice. Wspaniałe uczucie kiedy podążając przez swe sioło nie powiesz komuś „dzień dobry”. Nie wiesz kto to, nie mówisz,  a potem słyszysz, że jesteś złem wcielonym, bo notorycznie nie mówisz „dzień dobry” starej znajomej swojej babci. Co z tego, że kobity nigdy na oczy nie widziałaś. Powinieneś wiedzieć.

Rada? Mówić dzień dobry z promiennym uśmiechem wszystkim jak leci.

Dlaczego z promiennym? Ludzie są tak dobrzy, że się o Ciebie martwią. Spróbuj przyjść gdzieś ze smutną miną, to już Cię do psychologa wyślą. Pamiętam jak kiedyś odwiedzając dziadków, przeszłam poważną rozmowę na temat mojej kondycji psychicznej, ponieważ Pani X widziała mnie na cmentarzu i kurcze, miałam jakąś taką smętną minę. Prawdopodobnie coś mi jest. Mam depresję i jestem na skraju załamania.

Mieszkając na wsi musisz dostosować się także do jej uniwersalizmu. Wiecie, żadne kapelusze, zakolanówki i inne cuda nie wchodzą w grę. Zbyt rażące kolory też nie. Szczególnie na paznokciach. Czerwień kolorem szatana!

Pewnego razu będąc w kościele, miałam pomalowane na czerwono paznokcie. To była piękna czerwień, taka krwista i rażąca. Klęczę i czuję na sobie czyjś wzrok. Odwracam się w lewo i napotykam wzrok bazyliszki. Łypie raz na mnie raz na moje dłonie. Chyba chciała im się lepiej przyjrzeć, więc ładnie wyprostowałam dłonie, aby jej to umożliwić. Po wyjściu usłyszałam wiele cennych uwag na temat mojej rozpusty. Żebym słyszała i wiedziała, jaka ze mnie przez te paznokcie ladacznica.

A jak to jest  z tym zakątkiem tylko dla siebie? Piękna sprawa. To kocham we wsi. Możesz sobie wyłożyć leżaczek i się opalać. Zjeść śniadanie na dworze, w piżamie, żeby złapać pierwsze promienie słońca. Możesz wyjść na boso, przez okno, do ogrodu po świeże owoce z drzewa albo krzaczka i wpakować je prosto do dzioba. Uwielbiam to. Zdecydowanie.

Jednak pojęcie tylko dla siebie jest względne, tak jak prywatność. Był taki chłopak, który się do mnie zalecał. Był moim sąsiadem, ale takim dalszym. Takim, że nasze płoty się stykały, ale od nich do domów był kawał drogi.

Pewnego dnia, siedzę sobie w krzakach. Siedzę w krzakach i wyrywam jakieś chwasty, szczęśliwa, że świat mnie nie widzi. Tak przynajmniej sądziłam, do czasu. Oto kilka dni później spotkałam owego amanta, a on już na starcie zagadnął: „A co to tam robiłaś sobie w tych krzaczkach w sobotę?”

Jak kurde? Uwierzcie, że nie było opcji dojrzenia mnie tam. Do dzisiaj nie wiem jak dokonał tego niemożliwego. Za to zastanawiam się nad skalą prywatności moich eskapad w samym staniku i spodenkach, śpiewaniu na podwórku na cały głos oraz innych takich.

Wspominałam już, że wszyscy wiedzą o wszystkich wszystko, prawda? Wiedzą z kim jesteś, ile zarabiasz. Jakie majtki nosisz. Wszystko, nawet gdy się nie znacie.

Jeśli chodzisz do szkoły na wsi, nie ma czegoś takiego jak wagary. Zdążysz wyjść za bramę szkoły i dostajesz telefon od rodziców z zapytaniem gdzie się szlajasz, bo koleżanka, Pani od geografii, dzwoniła, że wcześniej byłeś i już Cię nie ma. Lepsze niż GPS i inne cuda techniki, prawda?

Ostatnia kwestia. Wieś wsi wrogiem najgorszym. Tak, to prawda, że są międzywiejskie bójki. Jesteś z innej wioski? Jest to wystarczający pretekst do tego żebyś dostał w ryja. Tak po prostu, bo jesteś obcy. Masz dziewczynę w naszej wsi? Kolejny pretekst. Jakiś buc z Zadupiewa nie będzie nam tu naszych dziewczyn wykradał.

Jeszcze jedno! Jak mogłam tego nie napisać wcześniej. Zdecydowany plus wsi? Imprezy w remizie. Takie z disco polo na full, litrami alkoholu i tańcami. Tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć, a przeżycie niepowtarzalne.

Jeśli wytrwaliście do końca bardzo mnie to cieszy.

Za zbędne przedłużenia serdecznie żałuję.

Tagi: ,
Share:
  • Moja rada – mieć nisko i głęboko. Widocznie ludzie mają zbyt nudne życie, to interesują się życiem innych 😉

    • Złota rada ! Oj tak, ludzie mają zdecydowanie zbyt nudne życie a do tego jeszcze zbyt bujną wyobraźnię 🙂