Ubrania i szafa, czy to połączenie musi wywoływać ból głowy?

ubrania_i_szafa

Biegnę, krzyczę, miotam się, podnoszę i rzucam, znowu podnoszę, po raz kolejny odkładam. Biegnę do lustra, znowu do pokoju i tak kilka razy. Głos więźnie mi w gardle, osuwam się na na kolana i zrezygnowana opuszczam głowę – nie mam się w co ubrać, a szafy domknąć nie mogę – to odzwierciedlenie mojego stanu przed niemal każdym wyjściem. Cała masa ubrań, dziesiątki koszulek, sumiennie przekładanych z miejsca na miejsce. Zgrabnie odsuwane na tylne półki spódnice, które miałam na sobie tylko raz, wykrochmalone bluzki pamiętające czasy szkoły – dramat? Nie, to tylko moja szafa. 

Pełna szafa, a nie mam co ubrać

Nie jestem osobą, która często coś sobie kupuje. Zanim wydam złotówkę oglądam ją dziesięć razy, a zbyt długie przebywanie w galeriach handlowych przyprawia mnie o ataki mdłości. Brzmi zupełnie jakby obraz przeładowanej szafy był poza zasięgiem, ale żebyście miały pełny obraz muszę dodać ważny szczegół — straszny ze mnie chomik, w dodatku sentymentalny. Fatalne połączenie cech, które zrodziło chaos.

Były próby zażegnania ubraniowej klęski, a owszem. Gotowa za wszelką cenę osiągnąć cel — uporządkowaną szafę, kilka razy zaprosiłam przyjaciółkę i otworzyłam przed nią swój mały świat. Jednak po kilku pełnych oburzenia frazach typu: Magda, to chyba jeszcze z podstawówki, jak możesz to trzymać!” Nadąsana zamykałam drzwi i kończyłam przygodę… tak przepękałam do matury.

Wyprowadzając się na studia, poza toną niepotrzebnych gratów,, przywiozłam do Wrocławia także wory niepotrzebnych ubrań, które ostatni raz miałam w dłoniach podczas wypakowywania przeprowadzkowych kartonów. Wiecie, że stworzyłam nawet osobną półkę na rzeczy, które najbardziej lubię i najczęściej noszę? Naprawdę!

Znasz to uczucie? Cała szafa ubrań, a i tak w kółko, i w kółko nosisz to samo. Niektóre sprane, inne za małe, ale są też takie, które po prostu same przez się mówią stanowcze: nie. Cały ten bałagan niekoniecznie do siebie pasuje — dlatego masz sweter do noszenia z konkretną sukienką i buty, które w każdym innym połączeniu wyglądają źle. Też tak miałam. Właśnie w jednym z takich krytycznych momentów biegowych i poszukiwania „czegokolwiek co jest dobre na już” trafiłam na blogi dziewczyn, które mówiły o tworzeniu przemyślanej garderoby. Coś takiego istnieje? Przecierałam oczy ze zdumienia. 

Przemyślana szafa

Taki początek miała moja przygoda z tworzeniem przemyślanej szafy. Ciągle nad nią pracuję i wiem, że do ideału jeszcze długa droga, ale największą przyjemność daje mi sam proces odgruzowywania mojego ubraniowego przybytku i odkrywania swojej ubraniowej drogi. Z tą długością to żadna przesada — ciągle zdarzają mi się cięższe chwile. Wtedy kupka rzeczy, z którymi trudno mi się rozstać rośnie, ale pracuję nad tym. Przy wybieraniu nowych rzeczy stawiam na wygodę, wysoką jakość materiałów i wykonania oraz kroje, które wykorzystam przy różnych okazjach przez długie lata. Poszukując takich rzeczy: przetrząsając Internet i odwiedzając przeróżne targi, i jarmarki, zaczęłam trafiać na polskie marki -to była miłość od pierwszego wejrzenia, która trwa i nabiera rumieńców. Ciągle odkrywam nowe perełki, śledzę rozwijający się rynek i z wypiekami na twarzy poznaję niesamowite historie ludzi je tworzących. Często trafiam na różne zarzuty w kierunku rodzimych producentów — drogie, staromodne, nijakie jakieś takie. Tyle pieniędzy za prosty t-shirt? Kpina. Faktycznie, cena czasami potrafi zwalić z nóg, ale znajdą się też marki oferujące całkiem przystępne ceny. Zresztą, od czego są promocje?

Tyle tematów 

W głowie wirują mi kolejne wątki. Gdybym wszystkie tu umieściła powstałby tekst tak długi, że do rana nie dalibyście go rady skończyć. Jestem zapalona jak zapałka- chciałabym Wam powiedzieć o wszystkim już teraz, ale powoli. Od porządków w szafie dla bardzo opornych, po pozbywanie się ubrań, kupowanie kolejnych i walkę z wątpliwościami, wskazówki o poszukiwaniu własnego stylu oraz ubraniowe inspiracje. Będą też polskie marki okraszone historiami twórców — niektóre naprawdę są niesamowite.

Chcę obalić mit, że stworzenie przemyślanej garderoby, wypełnionej dobrej jakości ubraniami pochłonie całe oszczędności. Może brzmi to strasznie wydumane, zwłaszcza kiedy jest się studentem i posiada bardzo ograniczony budżet. Też borykam się z tą studencką przypadłością, ale naprawdę się da — w myśl zasady „Najlepsze, na co możesz sobie w tej chwili pozwolić.” Chętnie pokażę Wam na swoim przykładzie jak to robię 🙂 

Jeżeli jest jakiś temat, o którym chcielibyście poczytać napiszcie mi to w komentarzu albo wyślijcie e-maila 🙂 Dzięki temu będę mogła wrzucać treści, które bardziej Was interesują 🙂 

 

Zdjęcie wykonała wspaniała Paulina Studzińska z Paulina Studzińska fotografia <3 

 

  • Ja tez mam problem, aby rozstać się z niektórymi rzeczami. Co prawda ubrań z podstawówki nie mam, ale są takie
    Rzeczy w mojej szafie, których nie nosiłam kilka lat….ach te sentymenty 🙂

  • Marta

    No ba, że problem zagruzowanej garderoby dotyczy i mnie. Zalegają tu głównie rzeczy zakupione w okresie mojego modowego blogowania, które wspaniale wpisywaly się w trendy, niestety niekoniecznie w mój typ sylwetki, karnację czy osobowość. Myślę, że każda z nas przechodziła okres takiego ślepego poszukiwania swojego stylu, co akurat u mnie przyniosło świetne rezultaty, bo np. Wiem już, że przy twarzy nie mogę mieć ciemnych kolorów. Super, że będziesz o tym pisać, bo może wielu czytelniczkom uda się uniknąć wydawania zawrotnych sum na ogromną ilość rzeczy słabej jakości! Bardzo wyczekuję kolejnych tekstów 🙂

    • Każdy błąd czegoś nas uczy. Szczerze mówiąc, dla mnie zawsze wyglądasz świetnie, a wszystkie Twoje blogowo-modowe stylizacje wspominam jako bardzo udane! Może zaciekawię Cię tekstami o polskich markach i odkryjesz coś nowego dla siebie 🙂

  • pia

    Ja jestem jednym z tych dziwnych ludzi, którzy nie mają problemów z ubraniami. Co prawda mam ich sporo, ale mają dobrą właściwość, którą zauważyłam, robią ostatnio pranie. Patrzyłam się w okno pralki i okazało się, że każdy kolor mogłabym nosić z tym, który do niego przylega. Co prawda jest jeszcze kwestia kroju itd, ale mam dobrego nosa do kupowania ubrań.

    A te ubrania noszone rzadziej i mniej chętnie (bo np kupiłam je w czasach, kiedy jeszcze nosiłam spodnie albo coś tam) trzymam we wrocławskiej szafie moich rodziców. Ciągle są spoko, więc noszę je, kiedy ich odwiedzam i w ten sposób nie muszę zabierać dużego bagażu.

    • Niesamowita kobieto, jestem pod wrażeniem! Test pralki to dobre rozwiązanie dla sprawdzenie stanu szafy, że też wcześniej o tym nie pomyślałam. Gratuluję dobrego nosa i wyczucia. Piszesz „w czasach, kiedy jeszcze nosiłam spodnie”, rozumiem, że teraz chodzisz w spódnicach/ sukienkach? 🙂

      • pia

        Od niemal 4 lat. Zaczęło się tak, że rozwaliłam ostatnie jeansy i postanowiłam kupić nową parę, kiedy zrzucę trochę z ud, żeby się więcej nie przecierały. Nic nie zrzuciłam, ale bardzo szybko przekonałam się, że tak jest o WIELE wygodniej. Oczywiście nie każdemu pasuję, ale zdecydowanie polecam.

        • Wow, naprawdę wielkie Wow. Ciągle przewijają mi się wyzwania typu tydzień w spódnicy, miesiąc w spódnicy. Ostatnio widziałam nawet 365 dni w spódnicy, ale nie znam osoby, która by wytrwała w regularnym noszeniu spódnic. Zachęciłaś mnie do podjęcia wyzwania!

  • Pingback: YesWeekend#2- niedoczas, jeden tekst i dużo linków | lekka przesada()