punkt zwrotny - rozwój i myślenie

Walka z trądzikiem i kąśliwymi uwagami – kiedy ludzie publicznie wytykają kompleksy

by lekkaprzesada-
tradzik-kompleksy

Są takie teksty, które powstają w bólach. Mają w sobie więcej słów niż chce przyjąć internetowy papier, a wyróżniający się w edytorze przycisk opublikuj generuje więcej wątpliwości niż zmieniająca się prognoza pogody na zaplanowany urlop. I takie teksty pisze się trudno, zwłaszcza że nigdy nie ma pewności czy są one komuś potrzebne. Zawsze przed publikacją zadaję sobie pytanie: czy ten tekst może być dla kogoś przydatny, czy komuś coś on da. Czy te słowa wniosą coś do życia, nawet jeśli ma to być chwilowy uśmiech albo ulotna myśl. Tutaj byłam pewna – sama chciałabym przeczytać takie słowa, gdy byłam młodsza, zwłaszcza napisane przez kogoś, kto dalej zmaga się problemem, bo nastoletnia ja miała serdecznie dość wszystkich success story, magicznych rozwiań wieloletnich problemów i cudownych stwierdzeń, że jednak nie było warto się przejmować, warto wypowiadanych z gładkich, uśmiechniętych buź. Dlatego klamka zapadła, tekst poszedł. 


Ludzie mają wady

Ludzie mają wady, wiele mankamentów i niedociągnięć. Są takie, które rażą bardziej, na inne jesteśmy skorzy przymknąć oko, ale czasami gdzieś w głębi odzywa się upierdliwy głosik, który każe nam taką czy inną przypadłość skomentować i o tym komentowaniu trochę chciałabym dzisiaj porozmawiać. 

Trądzik dla niektórych to tylko kilka żarówiastych gul na twarzy. Stan tymczasowy, wywołany burzą hormonów, który szpeci na chwilę, a potem razem z zakończeniem okresu buntu i dojrzewania znika raz na zawsze, niczym pomarańcze przed Bożym Narodzeniem. Zresztą, co ja się tu produkuję, wszyscy wiemy czym trądzik jest, ale czy wszyscy wiemy jak bardzo może wpłynąć na życie?

Każdy kto ma trądzik, wie jak potrafi namieszać w głowie. Dla postronnych może się to wydawać okropnie płytkie: przywiązywać tak dużą wagę do swojego wyglądu? Narcyzm! Faszerować się lekami dla ładnej buzi? Definiować siebie przez pryzmat chrost na twarzy?  Słabe, prawda? Ale ktoś kto nigdy nie miał ropnego trądziku nie wie, jak ta ropa na twarzy może zatruć ducha.  

trądzik

Trądzik

Z trądzikiem zmagam się od ośmiu lat. Może ponad ośmiu. Nie mam zamiaru opowiadać Wam o nieudanych metodach jego leczenia i pokazywać drastycznych zdjęć. Zresztą i tak nie mam ich zbyt wielu, bo umówmy się, pozowanie przed aparatem nie miało szans na stanie się moją ulubioną rozrywką. Nie wygrałam z trądzikiem, cały czas zmagam się z problem i dlatego nie opowiem wspaniałej historii o życiu bez trądziku, złotej metodzie na tę przypadłość, bo na żadne z tych pytań nie mam odpowiedzi.  Nie wiem też co mogę powiedzieć osobom, które źle znoszą problem psychicznie, bo sama źle to znoszę, ale mam kilka słów dla osób, które same nie doświadczają tego, czy innego problemu. Opieram się na przykładzie trądziku, bo to „moje podwórko”, ale tak naprawdę można tu wstawić każde inny temat dotyczący wyglądu, charakteru, stanu cywilnego, czy zasobności portfela, czyli tego, co ludzie z lubością komentują.

Trądzik poza tym, że może być wywołany przez wiele poważnych przypadłości jest chorobą, która niszcząco wpływa na psychikę. 

Kiedyś pisałam o tym jak kompleks na punkcie małego biustu może negatywnie wpłynąć na postrzeganie siebie. Mały biust da się ukryć, trądzik niekoniecznie? Ja nadal nie umiem sobie z tym całkowicie poradzić. Czasami wydaje mi się, że akceptuję stan swojej skóry, ale kiedy przychodzi dla niej gorszy okres (nagły wysyp) uświadamiam sobie, że wcale tak nie jest. Czuję się jakbym mocno się przed wami obnażała z jakiegoś wstydliwego faktu, ale w końcu nie wstydzę się o tym powiedzieć.

Co trądzik zmienił w moim postrzeganiu siebie?

Jestem raczej introwertykiem, ale trądzik wpędził mnie w coś co nazywam chorobliwą nieśmiałością. Zaczęłam się garbić. W najgorszych okresach chodziłam z opuszczoną głową wciśniętą w ramiona i nerwowo odwracałam wzrok, gdy tylko napotkałam czyjeś spojrzenie. Wydawało mi się, że każdy, kto na mnie patrzy widzi tylko trądzik i patrzy tylko przez trądzik. Teraz zastanawiam się jak ludzie zapamiętywali moją twarz, skoro widzieli ją tylko z perspektywy czoła 😉 Nie umiałam też patrzeć ludziom w oczy – dopiero się tego uczę. Patrząc komuś w oczy prowokujemy go do skupienia uwagi na naszych oczach a więc i twarzy, a takiego efektu absolutnie nie chciałam osiągnąć. Przez trądzik potrafiłam odwoływać spotkania, nie wychodzić z domu (nawet do sklepu), wycofywać się od ludzi, wyręczać się bliskimi przy załatwianiu wielu spraw, stronić od spotkań twarzą w twarz. Z wielu rzeczy rezygnowałam, bo przekonanie, że mój wygląd uniemożliwia podjęcie działania było silniejsze niż chęć spróbowania. Zupełnie jakby stan twarzy definiował poziom wiedzy i kompetencji. Nienawidziłam zdjęć. Wpadałam w chorobliwą panikę, kiedy ktoś w pobliżu wyciągał aparat i próbował zrobić zdjęcie, a kiedy takie już powstało, wypłakiwałam oczy patrząc na cyfrową odbitkę dobitnie podkreślającą każdą bruzdę na mojej twarzy.  Nie umiem pozować, ani uśmiechać się do zdjęć. Odkąd założyłam bloga to się zmienia, polubiłam występy przed aparatem, ale to dla mnie strasznie trudne zadanie. Zresztą nie widzicie na zdjęciach zbyt często mojej twarzy, prawda? Już wiecie dlaczego. Poza tym, skoro jestem do głębi szczera – czasami robię to z obawy. Ciągle z niepokojem wypatruję wiadomości, czy komentarza oceniającego stan mojej cery. To silniejsze ode mnie. 

trądzik

Piszę o tym, bo chcę uczulić wszystkie osoby, którym wydaje się, że trądzik to nie tragedia. Pewnie są tacy, które dobrze sobie z tym radzą, ale każdy jest inny i trzeba mieć tego świadomość. Nasze słowa, czy zachowania wobec osób zmagających się z trądzikiem, otyłością, każdą inną wadą, czy chorobą mogą być czasami bardziej dotkliwe niż to co każdego dnia widzą w lustrze. Oto kilka przykładów komentarzy, które mogą być taką nieświadomie wbijaną szpilą.

  1. Ojej, ale masz trądzik!

Miałam taką głupią myśl — dopóki ktoś głośno nie powie, że widzi problem, to może jednak go nie będzie. Dlatego czułam się ze sobą znośnie dopóki ktoś nie powiedział tego na głos. Wtedy moja samoocena spadała do poziomu największej depresji świata. Każdy kto ma trądzik, o tym wie i uwierzcie mi – wcale nie trzeba mu o tym przypominać. To często reakcja rodziny czy bliskich, którzy nie widzą nas przez dłuższy czas i czują się w obowiązku zauważyć zmianę, która zaszła, nawet jeśli jest to zmiana na gorsze.  Serio, nie trzeba nikomu tego uświadamiać, każdy ma w domu lustro. 

  1. Powinnaś to, powinnaś tamto

Wysmaruj się tym, użyj tego kosmetyku, użyj tamtego kosmetyku. W oriflame jest cudowna maść, a synowi przyjaciółki pomogło natarcie się korą południowego dębu ze środkowej części lasu. Wiem, jesteście kochani, chcecie pomóc, ale nie da się zastosować wszystkiego. Wypróbowanie każdego magicznego polecanego sposobu jest  niemożliwe, a robiąc wszystko na raz można po prostu zwariować. To, że coś się u kogoś sprawdziło może być nawet pomocne, ale nieproszone wciskanie złotych rad na siłę, wypytywanie o problemy, objawy, czy leczenie przy okrągłym stole podczas imienin cioci to, no nie wiem — brak kultury? 

  1. Gdyby nie trądzik, byłabyś ładniejsza

Wiem, że te ropne chrosty raczej nie dodają uroku.  Nie zliczę ile razy to słyszałam : „Gdybyś nie miała tego trądziku, byłabyś ładniejsza”. Tak, wiem, że nikt nie chciał źle, ale uwierzcie nawet bez takich komentarzy człowiek czuje się brzydki, a okrętne stwierdzenie „jesteś brzydka” nie pomaga zupełnie w niczym. Chyba, że w podkopaniu samooceny. To rani szczególnie nastolatków, którzy i tak mają tę samoocenę mocno zachwianą. 

  1. Zobacz, jaki ma okropny trądzik, a jakoś udało jej się znaleźć chłopaka, ty też znajdziesz

Pomimo tej brzydkiej buzi udało jej się znaleźć chłopaka. Szok, niedowierzanie. Zobacz, ona jest taka brzydka, a jakoś udało jej się znaleźć chłopaka. Nawet nie najbrzydszego! Jak jej z taką buzią się udało, to Tobie też na pewno się uda. Takie komentarze się zdarzają, ale ja zostawię je bez komentarza.

  1. Masz już ponad 20 lat. Kiedy w końcu Ci to przejdzie?

Też chciałabym wiedzieć. Trądzik jest nie tylko młodzieńczym wybrykiem. Często może być tylko zewnętrznym objawem bardziej złożonych problemów. Widzisz trądzik, a wiesz, że osoba, która ma ten niepozorny skórny defekt może zmagać się z poważnymi problemami zdrowotnymi, może być np. bezpłodna.

  1. Dlaczego się malujesz?

Makijaż pewnie pogarsza stan Twojej cery, jak możesz być tak nierozważna i zapychać twarz tymi mazidłami tylko po to, żeby ładniej wyglądać. Przecież to bezdennie głupie marnować zdrowie dla wyglądu! Oczywiście makijaż nie pomaga, ale czasami jest jedynym ratunkiem. Nikt nie chce się pokazywać z najgorszej strony, a twarz zdecydowanie przyciąga uwagę. Tutaj chodzi tylko o komfort własny. W momentach najgorszego wysypu wyjście bez grama korektora chociaż odrobinę zakrywającego rażące czerwone gule to po prostu brak tego komfortu.

  1. Dlaczego się nie malujesz?

Wyglądasz okropnie! Jak możesz tak wychodzić do ludzi. Spróbuj to jakoś przykryć i nie strasz otoczenia. Sytuacja odwrotna do poprzedniej. Makijaż szkodzi, brak makijażu razi. Jak żyć? Pół twarzy z makijażem, a pół bez? 

  1. Jak będziesz jeść czekoladę, to będziesz wyglądać tak brzydko jak X

Każdy z nas jest inny i u każdego inne rzeczy mogą wywoływać wypryski. Słodycze i pokarmy podnoszące poziom cukru we krwi mogą zaostrzyć trądzik, ale nie u każdego muszą to zrobić. Czy to wina czekolady? Ile badań i lekarzy tyle opinii, często sprzecznych. Trzeba obserwować jak nasz organizm reaguje na poszczególne pokarmy. Ale straszenie dzieci okropną buzią tamtej Pani, żeby bały się zjeść czekoladę? Serio? 

  1. Gdybym wyglądała tak jak ty wstydziłabym się wyjść na ulicę

To akurat usłyszałam kiedyś od lekarza. Oczywiście, że nikt nie chce pokazywać się światu w złym stanie. Zawsze z politowaniem patrzyłam na zapłakane nastolatki w amerykańskich filmach, które wydzwaniały do przyjaciółek w środku nocy, że właśnie pojawił im się JEDEN pryszcz na czole, a one jutro mają przed sobą randkę z największym przystojniakiem w szkole. Jasne, jeśli ktoś nie ma na co dzień problemu nawet jeden pryszcz będzie dramatem, ale z wysypem na całej twarzy trzeba żyć. Nie można zamknąć się w domu i schować przed światem, chociaż czasami wydaje się to najlepszym rozwiązaniem …

trądzik

Tu nie chodzi tylko o trądzik

To takie główne sytuacje, które przyszły mi do głowy. Może niektóre słowa są wypowiadane z troską, smutkiem albo po to żeby kogoś „pożałować”, ale uwierzcie mi – efekt zawsze jest odwrotny. Tak jak wspomniałam: oparłam te przykładowe komentarze na temacie trądziku, bo sama ich doświadczyłam, ale to nie jest tak, że dotyczą tylko osób z trądzikiem. Weźmy inny przykład. Czysto teoretycznie wyobraźcie sobie sytuację: Siedzicie przy stole, w gronie dwudziestu osób, obcych lub bliskich i nagle ktoś zaczyna dyskusję pt. „Ojej! Ależ ty masz wielki nos!”. Oczy wszystkich obecnych kierują się na wasz, może faktycznie odrobinę większy nos, po czym jakaś zupełnie nieznajoma kobieta zaczyna mówić o cudownym preparacie z Rossmanna, który ten nos ma zmniejszyć, a inna włącza się, że jej kuzynce w trzeciej linii pomogło przygniatanie go do poduszki. Dyskusja wrze w najlepsze, wy przybieracie barwę dojrzałego buraka, bo wszyscy mówią o tym mankamencie, który wolelibyście ukryć. Na koniec podsumowują, że gdyby nie ten nos bylibyście całkiem ładni i szeptem dopowiadają sąsiadce z boku : „jak dobrze, że moja wnuczka ma ładny nos”. To taka sama dyskusja jak inne drażliwe tematy: kiedy ślub, kiedy dziecko, kiedy znajdziesz chłopaka.

Brak kultury

Nieproszone wtrącanie się we współżycie, relacje, czy wszelkie sprawy intymne to po prostu brak kultury. Nigdy nie wiadomo z jakimi problemami zmaga się dana osoba. Wciskanie komuś nosa, czy w portfel, czy w majtki, czy w kartę zdrowia jest nietaktowne i niegrzeczne, a takie komentarze i publiczne zwracanie uwagi na „defekty” i rozprawianie o nich jest po prostu ciosem poniżej pasa, a takie komentarze są zwyczajnie nie na miejscu. 

Ten post nie ma być siarczystym policzkiem wymierzonym w komentatorów, nie twierdzę, że wy tak robicie (mam ogromną nadzieję, że nie!), ale chciałam zasygnalizować jak ten problem wygląda z drugiej strony.  

Zastanawiam się, czy też macie takie doświadczenia? Jak reagujecie na takie komentarze? Wiem że są osoby, które dobrze sobie radzą z problemami są takie wśród was? 

Zdjęcia wykonała Paulina Studzińska

  • Jak dobrze, że to napisałaś. Ja nie mam trądziku, ale mam atopię. I czasami wydawało mi się dziwne, że mi nieswojo, jak ludzie dawali mi miliony złotych rad, no bo przecież chcą dobrze, ale no właśnie. Albo jak wiedzą, że mam alergię i podczas nawrotów choroby przypominają mi, że przecież nie mogę jeść tego albo tego. Co z tego, że w ogóle nie to było powodem, wtrącić się trzeba.
    Nie chcę, żeby to brzmiało jak tchórzostwo, ale najlepszym sposobem jest niezauważanie problemu albo udawanie, że go nie ma. Te wszystkie komentarze, o których piszesz, wpędzały mnie często pod kołdrę. I tak jak w sumie zawsze miałam siłę psychiczną, żeby walczyć z krytyką moich związków i ogólnie pojętego prowadzenia się, tak do niedawna nie miałam siły trzymać się w kupie cały czas, kiedy moja twarz była czerwona, rozpalona i z łuszczącą się skórą. A nawet jak się z tym jako tako pogodziłam, to i tak: mózg jedno, serce drugie, i w najlepszym wypadku kończyło się na bolesnym ukłuciu w środku.
    Trzymaj się, Magdo, obyśmy obie miały siłę w takich momentach.

    • Ogromnie dziękuję Ci za ten komentarz i za to, że podzieliłaś się w nim swoimi odczuciami. Dla mnie to wcale nie brzmi jak tchórzostwo. Takie udawanie, że problemu nie ma, albo wcale nie jest tak widoczny jak się wydaje pomaga przejść nad tym do porządku dziennego. Dobrze powiedziane — mózg jedno, serce drugie. Są takie dni, kiedy serce bierze górę i bolesne ukłucie staje się nie do zniesienia — dziękuję i Tobie też życzę ogromnej siły w takich momentach 🙂

  • Joy

    Po raz pierwszy komentuję u Ciebie tekst, ale jak już tylko zobaczyłam tytuł wiedziałam, że nie obędzie się bez komentarza. Więc po pierwsze DZIĘKUJĘ, ujęłaś w słowa wszystko to, co czuję. Jestem od ciebie trochę młodsza, ale z trądzikiem walczę podobną ilość czasu. Ilość pieniędzy, łez i złości jaka poszła na moją twarz jest nie do opisania. Szczególnie nienawidzę właśnie takich „złotych rad”, potrafiły mi je prawić nawet przypadkowe osoby!, kiedyś pokornie kiwałam głową, ale nauczyłam się już radzić z takimi ludźmi bardziej ostrymi sposobami. Tego nieprzyjemnego uczucia w takich sytuacjach nie życzę nikomu, dlatego mam nadzieję, że jak bardziej stanowczo potraktuję osobę doradzającą to zastanowi się dwa razy zanim spróbuje coś takiego z kimś innym 🙁 Zgadzam się z Tobą, że to po prostu brak kultury 🙂
    Trzymaj się i jeszcze raz dziękuję za tekst, bo mam wrażenie, że o ludziach z trądzikiem trochę się zapomina :*

    • Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że postanowiłaś napisać ten komentarz. Każdy komentarz ma dla mnie ogromne znaczenie — to dla mnie namacalny sygnał, że ktoś, że czyta i ta cała pisanina ma jakiś sens. Mam nadzieję, że będziesz się jeszcze odzywać! 🙂

      Koszty są trudne do wyobrażenia a najgorsze, kiedy wykładasz kolejne setki, a nie ma żadnego efektu. Zastanawiam się, co odpowiadasz, kiedy ktoś wyskoczy z taką złotą radą? Jak na to reagujesz? Ja często po prostu zapominam języka w gębie. Może masz jakiś sprawdzony sposób na poradzenie sobie z takim komentatorem? 🙂

      Dziękuję za wszystkie miłe słowa :*

  • Natalia

    Znam ten problem doskonale, w zasadzie od jakiś 14 lat. Każde wyjście na imprezę wiązało się z płaczem, że nie mogę wyglądać normalnie, tak jak inni. Na szczęście w liceum miałam paczkę znajomych, którzy nie poruszali tego tematu, bo wiedzieli jak bardzo mnie to boli. Poznawanie nowych ludzi było dla mnie katorgą, bo tak samo jak Ty myslalam, ze widzą tylko moją twarz. Oceniają mnie ze względu na pryszcze. Dopiero na studiach okazało się, że jeden z hormonów mam za wysoki, przez co mam trądzik. Cały czas lecze sie hormonalnie, ale gdy przestanę brać leki prawdopodobnie wszystko wróci do punktu wyjścia. Czasami o tym zapominam, staram się żyć normalnie, ale mam dni, gdy chciałabym zrezygnować z hormonów, ale bardzo się boję tej masakry na twarzy. Zostało mi bardzo dużo blizn na policzkach, może usunę je w najbliższym czasie, ale zdaje sobie sprawę, że jeśli będę chciała żyć bez trądziku, to będę musiała zawsze brać leki. Nie jest to zbyt optymistyczna wersja wydarzeń, ale dzięki temu mogę jakoś normalnie funkcjonować. Więc doskonale Cię rozumiem i wiem przez co przechodzisz, ale musimy jakoś dać radę :*

    • Przede wszystkim dziękuję Ci bardzo za komentarz i za to, że podzieliłaś się swoją historią 🙂 Świetnie, że masz wokół siebie ludzi, którzy rozumieją problem. Mogę powiedzieć to samo o moich znajomych. Nawet w najgorszych okresach nie usłyszałam od nich słowa na temat tego jak wyglądam. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Mój trądzik też ma podłoże hormonalno-chorobowe i nie wiem, czy kiedyś na dobre się go pozbędę. Także bardzo dobrze rozumiem Twój dylemat — perspektywa brania leków przez resztę życia nie jest ani trochę kusząca. Kiedyś w życiu nie opublikowałabym tekstu poruszającego temat trądziku, teraz jestem z tym już na tyle pogodzona, że po prostu nie mam problemu, żeby o tym mówić, ale jasne, gorsze dni się zdarzają. Tak jak mówisz — musimy jakoś dać radę!

  • Jakbyś czytała w moich myślach. Walczę z trądzikiem od zawsze, nawet już nie pamiętam kiedy to się zaczęło. A jestem już w takim wieku że powoli do mnie dochodzi, że on mnie już nie opuści i muszę nauczyć się z nim żyć. Tym bardziej że mam alergie, i skórne i pokarmowe, więc mogę nigdy nie mieć ładnej buzi. Wszystkie złote rady, opinie, komentarze mam już chyba przerobione. Sama jestem introwertyczną i wiele razy nie radzę sobie w takich sytuacjach, jak np. pójście gdzieś ze znajomymi, ile to ja już razy odmawiałam spotkania… Boli mnie właśnie to, że wielu ludzi komentuje, pokazuje palcami, patrzą z odrazą. Jakby nie wiedzieli, że to nie jest miłe.
    Co do zakrywania makijażem – mogłabym robić go codziennie, mogłabym chować się za maską, tylko jestem uczulona na salicylany, a one są prawie we wszystkim, więc dużo rzeczy wywołuje u mnie reakcje alergiczne albo powoduje jakieś zmiany na skórze. Dlatego się nie maluję i niestety musiałam się przyzwyczaić tak żyć – odsłonięta na wszystkich. Na szczęście wiele razy zapominam o trądziku, staram się nie myśleć o nim, funkcjonuje normalnie, wychodzę jak gdyby nigdy nic, staram się być normalna. Tylko czasami jest tak, że wolę przeleżeć cały dzień w łóżku =]

    • Jesteś dzielna i odważna. Nie miałaś wyjścia, skoro makijaż szkodził, ale to wymagało wielkiej odwagi. Najgorsza jest ta perspektywa, że trądzik może nigdy nie zniknąć. Nie wiem, czy tak do końca da się z tym pogodzić:( Mam wrażenie, że ludzie komentują w ten sposób, bo wydaje im się, że stwierdzają coś oczywistego. Zawsze drażnią mnie komentarze typu „Ale jest gruba!” i odpowiedź po zwróceniu uwagi „No a co, nie wie, że jest gruba?”. Zupełnie jakby nie mieli świadomości jak takie komentarze bolą.
      Powtórzę jeszcze raz, ogromnie podziwiam Cię za to, że przeszłaś nad tym do porządku dziennego.
      Dziękuję za komentarz i za opowiedzianą historię. Czasami trzeba spędzić taki dzień w łóżku, żeby zebrać siły na kolejne poza nim 🙂

      • Dziękuję =] Nie mogłam przejść obojętnie wobec takiego tematu. Czasami mam wrażenie że ludzie myślą iż osoby z trądzikiem nie dbają o siebie, że jest im „wylane”. Nie zdając sobie sprawy, iż my walczymy z tym jak najlepiej potrafimy, a niektórzy po prostu przez jakieś choroby nie wygrają z nim – i muszą się przyzwyczaić do tego, do uwag, do komentarzy.
        Życzę wszystkim kto ma problem z trądzikiem aby mniej się przejmował, bo inaczej się po prostu nie da, poza tym życzę więcej odwagi, pewności siebie, trzeba korzystać z życia pomimo problemów z cerą, życie mamy tylko jedno – szkoda je zmarnować na takie głupie przejmowanie się. A ja jak mam cięższe dni zawsze sobie tłumaczę „na pewno masz bardziej interesujące życie, fajniejsze hobby, coś ciekawego do powiedzenia niż niejedna perfekcyjna „lala””, jak na razie działa 😀

        • Tak, taki tekst też zdarzyło mi się usłyszeć. Może nie myjesz twarzy, jest brudna i stąd takie niespodzianki. Tak jak piszesz: z życia trzeba korzystać mimo problemów. Dołączam się do życzenia tego wszystkim , którzy borykają się z problemami 🙂

  • Ostatnio spróbowałam o tym napisać. Było mi strasznie trudno. Ale Twój tekst jest świetny – ja o wielu rzeczach nie napisałam bo to byłoby dla mnie po prostu…zbyt wstydliwe. A niby taka ze mnie ekshibicjonistka ;))

    Ja wyleczyłam się retonoidami. Od tamtej pory nadal się zdarzają, ale mniej więcej tak, jak u przeciętnego Kowalskiego. Z tym, że ja mam blizny – duuużo blizn.

    Trudno wyjaśnić to ze trądzik ma ogromny wpływ na życie i twoja psychikę. Ludzie ci piszą „najważniejsze to zaakceptować siebie” a Tobie zbiera się na cyniczny śmiech bo nie mają pojęcia co mówią.

    • Dziękuję za miłe słowa. Chętnie przeczytałabym Twój tekst — myślę, że każde przemyślenie na ten temat jest cenne 🙂 Oczywiście rozumiem trudności, mój przeleżał swoje w szkicach, ciągle szlifowany i poprawiany.
      Masz rację — zaakceptować siebie w ogóle jest trudno, a zaakceptować siebie z trądzikiem? Ogrom pracy, a i tak nie wiem, czy to do końca możliwe.

      Super, że podzieliłaś się swoją historią, trzymam kciuki, żebyś szybko pozbyła się wszystkich blizn 🙂

  • Jest mi tak strasznie smutno. Nie dlatego, że opisałaś moją historię i teksty, które słyszałam, ale dlatego, że Ty musiałaś przejść przez to samo. Przez trądzik odcięłam się od wszystkich bliskich mi ludzi w liceum. W moich blogowych szkicach jest tekst pt. „Jak to jest być trędowatą?”. Nie odważyłam się go opublikować, zbyt dużo moich znajomych ze starych czasów obserwują blog. Wstydzę się. Ciągle się wstydzę, a jestem dorosłą kobietą. Wiesz, że ja też wstydziłam się wyjść do sklepu? Chowałam za chustami w autobusach… Jej, jak mi teraz smutno!

    Mój trądzik leczę od 11 lat. Dużo czasu minęło, zanim dowiedziałam się, jak muszę na niego działać. Teraz nie jest idealnie, pogodziłam się z tym, że nigdy nie będzie. Wystarczy jeden pryszcz, by moja chwiejna samoocena legła w gruzach. Płytkie, nie? Ile razy słyszałam, że to płytkie tak się przejmować wyglądem.

    Jedną z moich broni przeciwko trądzikowi było wprowadzenie zdrowej diety. Widziałam poprawę, zwłaszcza gdy odstawiła tłuste, słone przekąski, ale niestety nie udało mi się wyeliminować problemu. Wpadłam w obsesję diety, nawet na świętach u Babci nie jadłam niczego, żeby przypadkiem coś mi nie wyskoczyło. I wtedy usłyszałam od jednego z członków rodziny: „Po co się tak męczysz? Ja mam nadwagę i korzystam z życia, a ty i tak będziesz mieć pryszcze”. Zabolało.

    Dziękuję Ci za ten wpis, jest bardzo potrzebny. Cieszę się, że znalazłaś odwagę, żeby o tym napisać. Mam nadzieję, że trafi do Ciebie jak najwięcej osób, które mają podobny problem. Zobaczą, jak wiele nas jest. I że warto zacząć sobie radzić z problemem.

    Kurczę, ściskam Cię mocno! Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się zobaczyć <3

    • Mi też smuto z powodu tego wszystkiego, co mnie omijało przez trądzik i stresu, jaki sobie przy tym fundowałam ciągłym besztaniem się za stan twarzy. Rozumiem Twoje obawy przed publikacją, ten tekst przeleżał sporo w szkicach, ale w końcu mogę powiedzieć, że nie wstydzę się o tym otwarcie mówić. Chociaż jeszcze rok temu te słowa nie przeszłyby nawet na wirtualny papier, nie mówiąc już o wypowiedzeniu ich publicznie…

      Cóż czasami rozsypuję się tak samo. Jedna zmiana, a ja rozpadam się jak domek z kart, na szczęście coraz rzadziej się to zdarza. Też działałam dietą, działałam czym się dało. Czasami słyszałam, że wydziwiam, ale jak to mówią: tonący brzytwy się chwyta? Mam wrażenie, że w tym wypadku niezależnie od podjętego działania zawsze będzie źle.

      Dziękuję Ci za wszystkie miłe słowa i za opowiedzenie swojej historii i odczuć. Mam nadzieję, że pójdzie w świat i pomoże chociaż jednej osobie poczuć się lepiej. Jest mi niesamowicie przykro, że przeszłaś przez to samo i przesyłam ogromne przytulasy, za wszystko czego doświadczyłaś.

      Też mam nadzieję na spotkanie, czuję że nasze drogi kiedyś się skrzyżują 🙂

  • wera

    Dzięki za Twoje podzielenie się, takie otwarte. Też mam problemy ze skórą od kilku lat, jestem po 30 + i nadal moja twarz błyszczy, mam zaskórniaki i wypryski itd. Nabawiłam się też blizn, a laser, który miał pomóc jeszcze zniszczył mi cerę- po prostu oszpecił dodatkowo…Wiem, że trudno zaakceptować siebie, swój wygląd, zwłaszcza, gdy na okładkach gazet, w social media piękne, gładkie twarze…:) Mnie było ciężko po tym laserze, który zamiast pomóc zaszkodził…Jednak podjęłam decyzję, że chcę cieszyć się z życia, korzystać z niego…Nie muszę być podrywana i adorowana przez facetów, może będę żyć w samotności długie lata…Wiem jedno, ode mnie zależy jak będe się czuć we własnym ciele i ze sobą. Nie chcę spędzić reszty życia w domu, uciekając przed innymi z powodu cery. Chcę zyć szczęśliwie i wiem, że mogę tak żyć! Nie pozwolę, aby taka presja nienagannego wyglądu obniżała moje samopoczucie. Zyczę Wam i sobie takiej samoakceptacji i pasji z życia! To jest naprawdę możliwe i to w naszych rękach!

    • Łezka mi się zakręciła, kiedy czytałam Twój komentarz. Podjęłaś wspaniałą decyzję. Ogromnie cieszę się, że korzystasz z życia i cieszysz się nim. Pewnie, że możesz tak żyć, nie ma do tego żadnych przeciwwskazań. Życzę wszystkim osobom zmagającym się podobnymi problemami takie wspaniałego i zdrowego podejścia jak Twoje <3
      I oczywiście dziękuję za miłe słowa. Super, że mogłam dołożyć swoją cegiełkę na temat problemu. Może dzięki temu, chociaż jedna osoba ugryzie się w język, zanim wygłosi taki komentarz.

  • Wlazłam tu po storisie, który nagrałaś 🙂 Ja już teraz nie mam tak dużego trądziku jak kiedyś, ale ciągle mam. Tyle że już nie chodzę po dermatologach, bo wiem, że to bez sensu. Moim ulubionym tekstem był właśnie od osoby z rodziny tuż po tym, jak weszłam do niej do domu. Brzmiał on „ale cię wypryszczyło!”. Ma się ochotę odpowiedzieć, no tak, dziękuję, że mi powiedziałaś, sama wcześniej nie zauważyłam 😛 A tak serio to zbaraniałam. Bo co można na takie coś odpowiedzieć? Dlaczego ludzie uważają, że mają prawo coś takiego mówić? I skąd u nich taka potrzeba?

    • Super! Bałam się, że odstraszyłam wszystkich słuchaczy długością nagrania 🙂 Ja dermatologów na długo odstawiłam, po kilku latach przekonałam się do kolejnej próby i to była super decyzja, bo w końcu znalazłam źródło problemu, ale byłam gotowa do końca życia nie odwiedzić żadnego lekarza, po tych wszystkich upokorzeniach i faszerowaniu wszystkim, którego doznałam.
      Matko, drastyczna odmiana „ale masz trądzik!” 🙁 Ja nie jestem lepsza, też zawsze baraniałam i zapominałam języka w gębie. Po prostu mnie zatykało. Nie mam pojęcia skąd taka potrzeba i poważnie zastanawiam się nad występowaniem empatii u komentujących w ten sposób.

      • Mira

        Dobrze mi się wydaje, że jesteś z Wrocławia? Jeżeli tak to mogłabyś podać nazwisko dermatologa, który ci pomógł? Ja byłam u jednego i po prostu dał mi antybiotyk do smarowania buzi i nic więcej.

        • Tak, mieszkam we Wrocławiu, ale dermatolog, do którego teraz chodzę, przyjmuje w Nowej Soli (województwo lubuskie). We Wrocławiu byłam tylko u jednego dermatologa, którego z całego serducha nie polecam, ale nie mogę sobie przypomnieć nazwiska tej Pani. Przyjmuje w okolicach Biskupina, przy przystanku Piramowicza lub Chełmońskiego.

  • Kamila

    Ewentualnie komentarz moim zdaniem najgorszy „Ty w ogóle o siebie nie dbasz”.
    Sorry, ale tyle co przez moją szafkę przeleciało płynów, maści od dermatologa to nie zlicze. Kupa kasy poszła na to. Co najgorsze kilka maści tak mnie wysuszało, że tłumaczyłam się jak wąż.

    • Zupełnie o nim zapomniałam! Zdecydowanie powinien znaleźć się w czołówce zestawienia. Dziękuję, że dopisałaś 🙂 Oj tak, jak moi bliscy zobaczyli ile takich cudów przewija się przez moją szafkę, łapali się za głowy, bo im wystarczy zwykłe krem Nivea 🙁
      Tyle dbania, chodzenie jak koło jajka, a efekty niewspółmierne 🙁

  • Marta K.

    Z całego serca gratuluję odwagi i chęci podzielenia się swoją historią! 🙂 Czytam Twojego bloga od dłuższego czasu, ale dopiero teraz komentuję. Ludzie potrafią być bardzo bezczelni. Czasem wydaje mi się, że komentują innych ludzi, by odwrócić zainteresowanie od własnych problemów. Osobiście nie zmagałam się z trądzikiem, ale od dziecka mam problem z sporą niedowagą. W tej sprawie także nasłuchałam się sporo komentarzy i porad co powinnam zmienić i zacząć jeść.

    • Hej Marta! Każdy komentarz ma dla mnie ogromne znaczenie — to taki namacalny sygnał, że ktoś, że czyta i ta cała pisanina ma jakiś sens, super, że zdecydowałaś się skomentować i podzielić swoimi odczuciami. Tekst był głównie o trądziku, ale komentowanie dotyczy nie tylko tego problemu.
      Coś w tym jest, ktoś kto sam ma kompleksy bardzo dokładnie analizuje wygląd, czy zachowania innych. Takie porównywanie się – o mam lepiej, mam gorzej nie przynosi nic dobrego. Przykro mi, że musisz słuchać takich komentarzy na temat swojej wagi. Wyobrażam sobie jakie to dokuczliwe 🙁 Od dziecka byłam „chudzielcem” i też wszyscy mieli milion sposób na to jak mnie „utuczyć”. Przesyłam uściski, trzymaj się! Mam nadzieję, że komentujący zaczną się gryźć w język 🙂

  • Niestety znam zdecydowaną większość tych tekstów… Szczególnie 3 pierwsze słyszałam bardzo często, głównie od troskliwych ciotek. To było naprawdę dobijające, choć one oczywiście nie mówiły tego w złej wierze… Ludzi trzeba uświadamiać, żeby pewne komentarze zostawiali dla siebie.

    • Przykro mi, że Ty też musiałaś słyszeć takie komentarze. Właśnie komentarze ze strony bliskich potrafią być szczególnie dobijające. Oni nawet nie myślą, że sprawiają tym przykrość, uważają, że w ten sposób pokazują zainteresowanie problemem i uwagę, ale efekt jest niestety zupełnie odwrotny. Ja nie umiałam powiedzieć otwarcie moim bliskim, żeby tak nie mówili, nawet nie przyznawałam się jakie budzi to we mnie odczucia. Zrobiła to kiedyś moja Mama i wszyscy otworzyli usta ze zdumienia. Dlatego, tak jak mówisz, ludzi trzeba uświadamiać, że takie komentarze sprawiają przykrość i lepiej nie wygłaszać ich na głos.

  • Jeju, jak bardzo cię rozumiem… Lekarz mi powiedział, że „może jak zajdzie pani w ciążę to przejdzie”, rodzina radzi smarować się śmietanką, a babcia wnikliwie obserwuje moją twarz przy każdej wizycie pytając czy się pomalowałam, bo wyglądam lepiej 😀 . Już się pogodziłam z trądzikiem, żartuję sobie z wyglądu, aby umniejszyć w moich oczach tego wroga, ale i tak pamiętam kompleksy i brak samoakceptacji jako nastolatka. Najgorsza sytuacją jaka mnie spotkała: koleżanka poprosiła mnie o towarzystwo do biura Oriflame, bo musiała „coś załatwić”. Okazało się, że spotkanie było umówione i kilka pań po wielu komentarzach na temat stanu mojej cery zaczęły polecać te cudowne kosmetyki z Oriflame… Naprawdę z trudem powstrzymywałam się, by nie wybuchnąć płaczem, bo miałam juz za sobą kilkumiesięczną terapię antybiotykami, które nic nie pomagały. Dziś problem dalej jest, ale nauczyłam się z tym żyć i kompleksy na tym punkcie prawie zniknęły.Odstawiłam maści i leki, bo miałam wrażenie, że lekarz na mnie testuje coraz to droższe specyfiki. Łagodzę wszlekie wysypy naturalnymi kosmetykami i dobrym żywieniem. Wiem, jakie to frustrujące, ale mogę powiedzieć jedno: patrzę na twoje zdjęcia i widzę piękną dziewczynę, emanującą pewnością siebie i spokojem, w życiu nie pomyślałabym, że masz taki problem. Dobrze temat poruszać, bo mam wrażenie, że ludzie nawet nie zdają sobie sprawy jak takie komentarze moga ranić. 🙂

    • Oj tak, ciąża na trądzik, znam to rozwiązanie. Mojej znajomej kiedyś lekarz otwarcie powiedział, żeby znalazła sobie faceta, zrobiła co trzeba i problem trądziku zniknie 🙁 Cieszę się z tych wszystkich komentarzy, ale ogromnie mi przykro, że tyle osób musiało usłyszeć takie bolesne słowa. Szkoda, że też przez to przeszłaś.Ta historia z ukartowaną wycieczką do Oriflame to cios poniżej pasa, naprawdę. Nie pomogły leki, nie pomogły silne kuracje antybiotyki, ale oriflamowe kosmetyki rozwiążą Twój problem. Ja odstawiłam wszystkie leki na prawie dwa lata i też łagodziłam sprawę naturalnymi kosmetykami i dietą. Efekty były podobne jak po tych wszystkich specyfikach, a czułam się o niebo lepiej. Teraz ponownie wróciłam do leczenia, bo trafiłam na rozsądnego lekarza.

      Dziękuję Ci, że podzieliłaś się swoją historią. Świetnie, że nauczyłaś się żyć z trądzikiem, akceptować go i szerzysz takie podejście 🙂 Teraz też już się znacznie ze sprawą pogodziłam, inaczej ten tekst nigdy by nie powstał, ale czasami wracam na starą drogę braku akceptacji. Dziękuję Ci za miłe słowa, aż łezka mi się zakręciła w oku, kiedy je czytałam <3

      • Mi lekarz też zalecił faceta i tabletki antykoncepcyjne, a później trądzik zniknie. Nie pomogło ;). Pomogły dopiero doustne retinoidy, a kilka lat później była słynna ciąża, czyli kolejny magiczny sposób na trądzik, po którym wszystko wróciło. Ja już nawet nie chcę liczyć, ile lat z tym walczę, ale teraz mocno przerzuciłam się na walkę dietą i obserwacje organizmu pod tym kątem.

        • Aniu, w życiu nie powiedziałabym, że zmagasz się z trądzikiem. Przykro mi, że też męczysz się z tym od lat. Dieta i obserwacja organizmu to chyba jedno z najmniej inwazyjnych i skutecznych rozwiązań. Znajomość jedzenia, które nam szkodzi bardzo ułatwia sprawę 🙂 Trzymam kciuki, żeby walka dietą przyniosła dobre efekty 🙂

  • Mam nadzieję, że właśnie po takich tekstach niektórym zapali się ostrzegawcza lampka i powstrzymają się od komentarza. Bo nie tylko o trądzik chodzi, tylko o wiele innych spraw, także o wciskanie nosa w związki na przykład. Za stara na jeżdżenie busami do Wrocławia! Matko.
    Dziękuję Ci <3 Teraz jestem z tym pogodzona w pewnym sensie, inaczej ten tekst nigdy by nie powstał, ale tak sobie pomyślałam, że warto się tym podzielić 🙂

  • Enthia0

    Masz racje w 100%. Też to przechodziłam, teraz nie ma już takiego dramatu i akceptuje siebie jako tako, ale to co przeszłam jako 19-latka, to było straszne. Można powiedzieć, że byłam o krok od depresji z powodu pryszczy. Nie wychodziłam z domu, wstydziłam się nawet domowników, czułam się strasznie ze sobą. Wspominam to jako jedne z czarniejszych dni w moim życiu. Myślę, że zamknęłabym się w sobie zupełnie, gdyby nie moja kochana mama, która wspierała mnie jak mogła, a najlepszym co mogła zrobić, było zaproszenie do nas do domu mojej przyjaciółki na miesiąc. Razem mnie z tego wyciągnęły i pokazały, że mogę z tym żyć.
    I tak – były komentarze od kochanych ciotek, po których płakałam całe dnie. Ale mimo wszystko z pryszczami znalazłam sobie chłopaka, nie wstydzę się zupełnie pokazać mu bez makijażu, chociaż kiedyś byłoby to dla mnie nie do pomyślenia. Żyję dalej, chociaż mam czasem gorsze dni i czuje się zwyczajnie brzydka. Leki mi nie pomagają Teraz stosuję dietę i jest lepiej.

    • To ogromne szczęście, że miałaś w swoim otoczeniu wspierające Cię osoby <3 Przykro mi, że Ty też musiałaś przez to wszystko przechodzić, rozumiem co czujesz. Też mam czasem gorsze dni i mam zamiar wtulić głowę w poduszkę i schować się przed światem.

  • Pingback: Tu i teraz | wrzesień 2017 | lekka przesada()

  • Pingback: YesWeekend#11- gruby warkocz, jeżdżąca szafa i wyzwanie dla skromności | lekka przesada()