in punkt zwrotny - szafa

Poszukiwanie własnego stylu (część pierwsza)

styl-poszukiwania

Własny styl ma każdy. Nie jest to kwestią lepszego czy gorszego gustu – styl wiąże się z tym jacy jesteśmy, pracą którą wykonujemy i sposobem w jaki spędzamy czas. Ubranie to zewnętrzny i widoczny wyraziciel naszej osobowości. Każdy z nas jest inną osobą i ma w sobie niepowtarzalne cechy charakteru. Nie zawsze jesteśmy gotowi otworzyć się przed światem i pokazać ludziom swoje prawdziwe ja, ale gdy tylko zdecydujemy się wyrażać siebie w pełni, ze wszystkimi wadami i zaletami, bez obaw co pomyślą inni, odnajdziemy także własny styl ubierania się.  Wszystko zaczyna się w głowie.

Czy każdy ma styl?

Są ludzie, o których mówimy, że mają w sobie coś co przyciąga wzrok. Nie ważne w co się ubiorą – czy jest to bluza od dresu, czy elegancka sukienka zawsze wyglądają dobrze. Wystarczy, że narzucą na siebie cokolwiek w biegu a i tak zawsze wyglądają świetnie. Zdarzało Wam się myśleć, że to jakieś nadprzyrodzone czary? Mi tak! Niestety, nie ma w tym żadnej czarnej magii – te osoby, nie do końca ubierają na siebie przypadkowe cokolwiek. Ten efekt to połączenie kilku kwestii – dobrze skomponowanej szafy i akceptacji własnego wyglądu z jego wszystkimi niedoskonałościami.  Tak jak pisałam wcześniej – styl ma każdy trzeba go tylko odkopać spod hałd niedopasowanych do nas ubrań i uprzedzeń co do własnego wyglądu. 

Zaakceptuj swój wygląd

Dobry wygląd to pojęcie bardzo względne. Żeby dobrze wyglądać nie trzeba mieć figury modelki, nóg do nieba, idealnych rysów twarzy czy określonego koloru włosów. Po pierwsze każdemu podoba się co innego, po drugie masz się podobać przede wszystkim sobie. Nie warto budować akceptacji  przez odnajdywanie zalet w opozycji do innych (ona ma piękną twarz, ale ja mam za to lepszą figurę). Pogodzenie się z tym jak wyglądamy, ze wszystkimi niedoróbkami, które naszym zdaniem oddalają od ideału piękna, tworzonego w głowie to podstawa. Jesteś osobą z którą spędzisz resztę życia, szkoda marnować czas na docinki i kłótnie i ciągłe pretensje. 

To zadanie jest trudne. Zwłaszcza kiedy z każdej strony zalewają nas piękne zdjęcia prezentujące powszechnie uznawany kanon urody i styl ubierania się, może wiesz o czym mówię? Zgodnie z moimi spostrzeżeniami wiosną królowały skórzane ramoneski i spodnie 7/8 – rurki lub boyfriendy. Do tego proste włosy, grube „namalowane brwi”, adidasy superstary. Wcześniej były bomberki i parki z futerkiem. Te elementy widziałam wszędzie – w Internecie i na ulicy.
Ostatnio rozmawiałam o tym z niesamowitą właścicielką klimatycznego secondhandu, miejsca w które trafiłam zupełnym przypadkiem. Ta kobieta codziennie odbywa rozmowy ze swoimi klientkami. Stara się je poznać, doradzić. Dowiedzieć się co lubią, jakie są i na tej podstawie dobrać do nich strój. Sama mówi o swoim sklepie „nie ma u mnie miejsca na jednakowość”. Zagadnęła mnie, bo wybrałam dla siebie przeskalowany, pudełkowy żakiet w kwiaty, jeden z jej ostatnich nabytków – zastanawiała się do kogo trafi i postanowiła ze mną porozmawiać. Opowiedziała o swoim rozczarowaniu ubiorem mieszkańców Wrocławia, którzy dążą do ujednolicenia i dobrowolnie odrzucają własny, charakterystyczny styl. O kobietach, które rozmarzone patrzą na ubrania i ze smutkiem odkładają je na wieszaki twierdząc, że nie mogą się tak ubrać, chociaż bardzo by chciały, bo ta oryginalna bluzka będzie szeroko komentowana przez zastępy sąsiadów czy otoczenie. „Ja, dziecko PRL nie mogę tego pojąć. Czasy w których wszyscy mieli to samo, bo nic innego nie było i robili wszystko, żeby ich ubrania miały w sobie coś charakterystycznego odeszły – teraz dążymy do tego, żeby zlać się z tłumem.”

Zaakceptuj siebie

O ile w kwestii wyglądu nie można ukryć wszystkiego (nie da się oszukać długości nóg czy wzrostu) charakter i osobowość daje szerokie pole do popisu. Przecież nikt nie widzi jaka jesteś w środku. Akceptacja swojego charakteru, poglądów, przekonań i hobby oraz pokazywanie ich światu jest równie ważna co akceptacja wyglądu zewnętrznego. Ciężko mówić o niepopularnym hobby albo odwrotnie: o tym, że lubi się robić dokładnie to co inni. Mam wrażenie, że ostatnio cały czas próbujemy iść ze wszystkim pod prąd i szukać albo zupełnie pospolitej aktywności albo  bardziej spektakularnej alternatywy – jak spacery to w zapomnianym lesie albo nad brzegiem oceanu. Spacerowanie po centrum miasta odpada. Jak książki to albo klasyka gatunku albo nieznany szwedzki twórca kryminałów z przełomu lat 80. żadne popularne poradniki czy romanse nie wchodzą w grę. Albo super motywacja albo super demotywacja – ze skrajności w skrajność, brakuje złotego środka. Tymczasem i robienie czegoś tak jak inni, i robienie inaczej niż inni jest w porządku. 

Jestem niemodna

Kiedy byłam nastolatką wydawało mi się, że nie mogę być modna, skoro nie idę z modowym duchem sklepowych trendów. Trochę zajęło mi dojście do wniosku, że posiadanie własnego stylu nie oznacza konieczności podążania za trendami. Posłużę się wałkowanym wszędzie i w kółko cytatem legendarnej Coco „Moda przemija, styl pozostaje”. Warto pamiętać też o drugiej stronie medalu – jeżeli coś z bieżących trendów jest zgodne z naszym poczuciem estetyki i chciałybyśmy dodać taki element do naszej szafy nie oznacza to, że utracimy własny styl. Ważne, żeby robić to w zgodzie ze sobą. Nie widzę większego sensu w kupowaniu i noszeniu ubrań tylko dlatego, że są modne w tym sezonie. 

Własny styl

Własny styl niesie za sobą pewne ograniczenia. To fakt, który zdecydowanie najtrudniej mi zaakceptować. Długo opierałam się konkretnemu zdefiniowaniu tego, co lubię nosić. Wolałam zostawić  otwartą furtkę, gdybym jednak zmieniła zdanie. Przez to, w ramach  „furtki” często do szafy wpadały rzeczy zupełnie do mnie niepasujące, których jak łatwo się domyślić nigdy nie ubrałam. Strasznie mnie to denerwowało, bo miałam nieustanne wrażenie, że to wszystko jest takie nie moje. Zawsze podziwiałam uniformy kobiet i mężczyzn uznawanych za ikony stylu. Wiele z tych osób można rozpoznać widząc jedynie ich ubranie. Zresztą ta prawidłowość dotyczy też wielu blogerek i kont na Instagramie. Uwielbiam patrzeć na ludzi, którzy mają zdefiniowany styl i tworzą swoje szafy czy konta pozostając w nim w zgodzie. To wymaga rezygnacji z innych możliwości, które wydają się bardzo kuszące, ale jest niezbędne. Dopóki nie zdecydujesz w którym kierunku chcesz podążać, co lubisz i co do Ciebie pasuje będziesz czuła się niezdefiniowana i zamotana. Będziesz wybierać przypadkowe elementy, które wpadną Ci w oko, a potem wyląduję na dnie szafy, bo nie będzie do czego ich założyć. Nieskończona ilość możliwości jest ograniczająca, a rozwijanie i dokładanie cegiełek do własnego stylu może być dużo ciekawsze niż lawirowanie między skrajnymi stylami. 

Tekst wyszedł bardzo długi, dlatego postanowiłam podzielić go na dwie części. W drugiej części napiszę Wam o moim stylu i tym co jest dla mnie ważne przy kompletowaniu garderoby.
Zastanawiam się jak wy podchodzicie do tworzenia własnego stylu? Uważacie, że styl ma każdy? Jak była albo jest Wasza droga do budowania stylu? 

Jeśli chcesz być na bieżąco z kolejnymi tekstami możesz dołączyć do mnie na Bloglovin, a jeżeli chcesz widzieć i wiedzieć więcej obserwuj mnie w społecznościówkach. O tutaj: Instagram  i Facebook.