in punkt zwrotny - rozwój i myślenie

#styczenwdziecznosci – styczeń wdzięczności w 2018 roku podsumowanie

styczenwdziecznosci-podsumowanie-wyzwania-wdziecznosci-w-2018-roku

Uwielbiam ten pomysł Agnieszki. To moje najulubieńsze wyzwanie w całej blogosferze i od dwóch lat pod koniec grudnia zacieram ręce z radości, bo wiem, że styczeń, nawet jeśli nie będzie łatwy, będzie przyjemny. Pora na małe podsumowanie #styczenwdziecznosci2018. 

W ogromnym skrócie: styczeń wdzięczności polega na zapisywaniu codziennie jednej rzeczy, za którą jesteśmy wdzięczni. Początek roku to dobry moment, żeby skupić się na poszukiwaniu pozytywów i dobrze przygotować się na resztę roku. Dokładne wyjaśnienie założeń akcji i więcej o samej wdzięczności znajdziecie w tym wpisie Agnieszki: 
>> Styczeń wdzięczności – wyzwanie

Pozwolę sobie wkleić też link do swojego tekstu o wdzięczności. Jeśli zastanawiacie się, o co właściwie chodzi z tym ciągłym dziękowaniem za wszystko, odsyłam tutaj:
>> Wdzięczność? Czy to ma w ogóle sens?

styczenwdziecznosci
Pusta ulica w niedzielny poranek. Jak w starym filmie <3 Tylko te samochody…

Styczeń wdzięczności 2018

W tym roku w wyzwaniu znalazło się pewne utrudnienie – znaleźć coś, za co jesteśmy wdzięczni „tu i teraz” w ciągu dnia, na jego początku, środku lub pod koniec. To znacznie trudniejsze niż wieczorny wybór najlepszej rzeczy z całego dnia.  Myślicie, że to mimo wszystko łatwe? Zdecydowanie nie. 

Co to daje?

Styczeń nie dla każdego zaczyna się dobrze. Czasami można odnieść wrażenie, że cały świat przeżywa w tym miesiącu czas wzmożonej produktywności. Z każdej strony plany, cele, postanowienia i podsumowania dotychczasowych sukcesów. Cały internetowy świat jest  zmotywowany, pozytywny i chętny do działania,  i dobrze! Osobiście uważam, że fajnie szerzyć pozytywną energię, pokazywać miłe wspomnienia i plany na przyszłość. Sama tworzę takie teksty i chętnie się nimi dzielę, ale jednocześnie mam świadomość, że niektórych takie coś może przytłoczyć. W obliczu ciągłych i spektakularnych sukcesów, wycieczek w coraz dalsze zakątki świata i widocznych postępów innych, nasze życie zaczyna sprawiać pozory pasma nudy. Z inspirowaniem się innymi nie można przegiąć.

styczenwdziecznosci
Molo w Sopocie i morze za mgłą.

Nudna codzienność

Codzienność będzie nudna, jeśli ją za taka uznamy. Każdego dnia dzieje się dużo rzeczy, które tak bardzo wrosły w rutynę dnia, że w ogóle nie zwracamy na nie uwagi. Sprawne ciało, zdrowie, bliscy ludzie dookoła, dostępność wszystkiego o każdej porze dnia i nocy. Tylko, czy na pewno możemy być tego wszystkiego tak bardzo pewni? 

Jestem osobą, która z dystansem podchodzi do takich rzeczy. Wszelkie praktyki, afirmacje i sekwencje bacznie obserwuję z boku, żeby z czasem powoli się do nich przekonać. Dopóki nie  uznam czegoś za wartościowe i sama tego na sobie nie przetestuję, po prostu o tym nie mówię. Okazywanie wdzięczności, czy codzienne dziękowanie może brzmieć patetycznie, ba! Nawet się takie wydaje i ja to tak odbierałam, ale zamiast odrzucać  i oceniać postanowiłam spróbować. Co mi to dobrego dało? Przede wszystkim solidną lekcję pokory i szerszą perspektywę patrzenia na świat. Okazało się, że szczęście to nie tylko rzadkie ciastko w kawiarni, ale też wspólny spacer i ciepły koc, zwłaszcza że tego drugiego czasami potrzebuję bardziej niż ciastka (od leżenia pod kocem zadek podobno nie zwiększa gabarytów, z kolei niepewne źródła mówią, że po ciastkach takie rzeczy się wydarzają!). 

styczenwdziecznosci
Ostrów Tumski w świetle świątecznych dekoracji. Skondensowana magia.
Za co byłam wdzięczna w tym roku? 

Nie znajdziecie tu nic spektakularnego, serio. Otwieram kalendarz na stronie z wypisanymi wdzięcznościami i wiecie co tam widzę?  Same drobnostki, bo to one składają się na szczęście w ogóle.  
– dziękuję za spokojny sen – poprzednie trzy noce miałam koszmary i budziłam się ze łzami w oczach i łomoczącym sercem. Przespana w spokoju noc była jak kostka czekolady podczas napadu słodyczowej chcicy 😉

– dziękuję za spokojną podróż – podróże nie zawsze kończą się szczęśliwie. Odkąd w październiku w ciągu dwóch tygodni znalazłam się kilka metrów od dwóch wypadków, dziękuję w duchu za każdą szczęśliwą podróż, nawet dwa przystanki przejechane tramwajem.

– dziękuję za dobry związek – tego dnia, gdy jechaliśmy na spacer, widzieliśmy na przystanku pobitą dziewczynę z partnerem, który co jakiś czas ją szarpał. Ubrana w skąpą spódniczkę, cieliste rajstopy i krótką kurtkę odsłoniła wszystkie siniaki. Zresztą, opuchniętej, zsiniałej twarzy i tak nie udałoby się zakryć. Wybiło mnie to z rytmu na cały dzień. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś podniósłby na mnie rękę, ale takie rzeczy się dzieją. 

– dziękuję za możliwość decydowania o sobie – nie każda kobieta ma tyle szczęścia. Chociaż nie wszystkie decyzje, które podejmuję, spotykają się ze zrozumieniem i aprobatą MOGĘ robić wszystko po swojemu. 

dziękuję za możliwość odetchnięcia pełną piersią – tygodniowe przeziębienie z zatykającym katarem, chyba wszystko jasne 😉 

styczenwdziecznosci
Jaglane placuchy i kawa inka w ulubionym kubku.

yesweekend#16 Ktoś kiedyś powiedział, że najpiękniejsze rzeczy w życiu są dostępne za darmo, naprawdę trudno się z nim nie zgodzić. To takie drobiazgi czynią naszą codzienność piękną, nie wielkie wydarzenia od wielkiego dzwonu. 

Jestem ciekawa, czy też praktykujecie wdzięczność w ogóle i co o tym myślicie, a może też brałyście udział w wyzwaniu Agnieszki?