Strefa komfortu, mury, granice i wyjazd do Poznania

strefaStrefa komfortu. Czy wiesz co to? To takie miejsce, w którym czujesz się dobrze. Tworzysz sobie w głowie pewien mały światek, decydujesz, gdzie będzie stało drzewo, dom, spożywcza. Czy będzie tam kot,
czy pies, a także o rzeczach „dobrych” i „złych”. Złe to te, których robienie przyprawia Cię o stres, zawroty głowy, mdłości (zmierzamy w złym kierunku) i inne takie. Pomiędzy pierwszymi i drugimi jest granica. Nie, nie ta Nałkowskiej.

1.Przekraczanie granic

Granic nie przekracza się łatwo. Nie wierzysz ? Pogadaj z migrantami. Pytanie brzmi, czy ryzyko się opłaci. Nigdy nie ma pewności, w końcu to ryzyko. Jeśli go nie podejmiesz, nigdy nie dowiesz się, co mogłeś zyskać albo stracić. Kiedyś usłyszałam takie jedno zdanie: Nigdy nie pozwól,
aby strach przed działaniem wykluczył Cię z gry.
O ile dobrze pamiętam, pochodzi z komedii romantycznej, prawdopodobnie niezbyt wysokich lotów, ale przyznaj. To całkiem mądre.

Przypomnij sobie sytuację, kiedy bardzo czegoś chciałeś, ale nie mogłeś się przełamać, żeby to zrobić albo wydostałeś się poza swoje utarte granice tylko częściowo. Pełen zdeterminowania wyruszyłeś, ale kiedy przyszło co do czego, spanikowałeś i uciekłeś w podskokach, albo nabrałeś wody w usta.

2.Wszyscy budujemy mury

Wychodzenie poza strefę komfortu nie jest łatwe. Lubimy bronić granic. Nasi przodkowie budowali wysokie mury, otaczali się fosami i palisadami, my staramy się ograniczać do żywopłotów i ozdobnych metalowych płotków, ale z niedosytu tworzymy dużo solidniejsze mury w głowie. Czasami warto przeskoczyć ten mur. Nie musisz zaczynać od największego. Na początek wystarczy średniego rozmiaru krawężnik. Może nie będzie to milowy krok, bardziej kilkumetrowy na pewno. Wskakuj w buty i do dzieła.

Ja w ten weekend mocno zawiązałam sznurówki i zabrałam się za przełażenie przez nie mały mur. Wyruszyłam do Poznania.
Na Blog Conference Poznań. Sama. Szykuj się na relację. Będzie na dniach.
  • Autorka Hityikity

    Też mam swoją strefę komfortu, ulubioną, bezpieczną której nie lubię opuszczać 🙂 czekam z niecierpliwością na relację z wyjazdu!

  • marta

    Kiedyś to wyrażenie kojarzyło mi się z nadużywanym przez coachów frazesem, który jest pusty w środku. Myślą tak zazwyczaj osoby, które nigdy nie porwały się na coś wykraczającego poza to, co znają, lubią i się tego nie boją. Było tak ze mną do momentu, w którym postanowiłam zwalczyć swoją nieśmiałość, otyłość brzuszną i lenia. Bez wyjścia z tej wygodnej, lecz koszmarnej strefy komfortu nie pisałabym tego komentarza zza biurka w pracy, w której moim zadaniem jest m. in. odbieranie telefonów, prawdopodobnie też cycki opierałabym na solidnej postawce z brzusznej oponki, a w sumie nawet nic bym nie napisała, bo by mi się nie chciało… więc chyba naprawdę warto. Czekam na relację z wyjazdu!