Siedem powodów, dla których nie powinnaś czytać „Lekcji Madame Chic”

lekcje_madame_chic

Przychodzę dzisiaj do Was delikatnie rozczarowana, z jednym głównym stwierdzeniem, które boleśnie sobie uświadomiłam. Nie jestem „chic„. No dobra, to nie było aż tak bolesne. Dzisiaj przygotowałam coś, czego dawno nie było, czyli recenzję pierwszej książki przeczytanej w tym roku. Jej autorka to Jennifer Scoot –  ex szara myszka, a tytuł: Lekcje Madame Chic. Opowieść o tym, jak z szarej myszki stałam się ikoną stylu.

„Lekcje Madame Chic. Opowieść o tym,
jak z szarej myszki stałam się ikoną stylu”.

Chciałam przeczytać tę książkę, odkąd tylko zobaczyłam ją na półce w księgarni. Słowa: „Chic” i „Francja” osłabiły moją czujność. Już prawie czułam w ustach słodki smak makaroników, a do mojego nosa dolatywał zapach świeżego croissanta. Wiecie, ja naprawdę lubię takie książki i większość z nich mi się podoba. Wydaje mi się, że chcę stać się ikoną stylu. Tylko na tę pozycję było mi dziwnie szkoda pieniędzy, co dowodzi faktu, że moja intuicja jednak działa. Postanowiłam poczekać, aż trafi na biblioteczną półkę. Czekałam dzielnie przez ponad rok, aż tu nagle pewnego dnia pojawiła się na Legimi. Przeczytałam ją w dwa wieczory. Jestem bardzo dumna, że wtedy powstrzymałam się od zakupy

Dlaczego nie powinnaś przeczytać „Lekcji Madame Chic”?
Siedem powodów / z przymrużeniem oka 😉

  1. Dowiesz się, że wcale nie jesteś „chic”, ani nawet trochę. Jeśli masz takie złudzenia i chciałabyś je podtrzymać, lepiej nie sięgaj po tę lekturę, bo możesz się załamać. Daję sobie rękę uciąć, że popełniasz karygodne błędy oddalające Cię od bycia „chic”. Na przykład zdarza Ci się jeść i iść jednocześnie.  Jest jeszcze jedna rzecz, którą na pewno robisz: pytasz swojego rozmówcę, czym się zajmuje.
  2. Nie będziesz mogła podjadać. Od tej  chwili za każdym razem, kiedy pójdziesz do lodówki, nie będziesz myślała: ale to niezdrowe, tylko ależ to nie jest „chic!”. Sama nie wiem co gorsze. Teraz na tym, że podżeram na boku, cierpi nie tylko moje zdrowie, ale też psychika. Bosko.
  3.  Nie będziesz mogła normalnie porozmawiać ze swoim facetem. A już na pewno nie o „przyziemnych sprawach”. Masz być po prostu sobą, a przy tym: skupiać się na tym, żeby nie mówić przy nim głupot, nie informować go o swoich problemach egzystencjalnych i robić wszystko, żeby nie zobaczył Cię w zielonej maseczce z alg.  Nie wtajemniczaj go w proces upiększenia. Niech myśli, że zawsze wyglądasz jak z żurnala.  Staniesz się dzięki temu tajemnicza i czarująca. Będziesz roztaczać wokół siebie magiczną nutkę niepewności, a Twojego mężczyznę szlag w końcu trafi od tego cyrku i chowania się ze wszystkim po kątach.
  4.  Nie dowiesz się niczego o „francuskim szyku”. Francja nadal będzie Ci się kojarzyła z „beretami” i „bagietami”.
  5. Będziesz czuła wyrzuty sumienia, że pozostajesz zamknięta na otoczenie. Poczujesz presję, żeby mówić wszystkim „Dzień dobry” i zapraszać gości, a to oznacza tylko jedno: będziesz musiała otworzyć się na ludzi i zacząć z nimi rozmawiać. No i w przypadku gościu posprzątać dom.
  6. Możesz poczuć się potraktowana jak głupek. Czytając na przykład anegdotkę w której brał udział mąż Madame Chic. Zgodnie z jednym z opisów po wyjściu dziewcząt z domu Pan Chic, leżąc na kanapie przed telewizorem, okropnie się rozluźnił i wyjął koszulę ze spodni. Kiedy niczego nieświadome młode damy, wróciły po zapomniane okulary, biedny mało nie dostał zawału i rąk nie połamał, w takim szalonym tempie ją z powrotem w te spodnie wkładał. Taki wstyd.
  7. Przeczytasz 212 stron i poświęcisz na to wieczór albo dwa, a najważniejszy morał, który płynie z tej książki i który powinnaś wziąć sobie do serca to:
    Nie ma takiej chwili, która byłaby za mało ważna, żeby dobrze ją przeżyć. To jest bardzo ważne zdanie, które masz dobrze zapamiętać.

Książka to lekki poradnik, który może być wprowadzeniem do świadomego życia. Tylko wprowadzeniem, bo ma się wrażenie, że autorka porusza poszczególne tematy, takie jak jedzenie, ubrania, wygląd, czerpanie radości z codzienności, ale tylko delikatnie, a potem nagle przeskakuje dalej i dalej. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że książka Jennifer Scoot może być inspirująca, ale zdecydowanie bardziej przypadnie do gustu młodszym czytelniczkom, które dopiero poznają tajniki uważnego życia. Jeśli jednak takowe wśród Was są, apeluję, informuję: dama czasami w dresie do sklepu wyjść musi.
Tak po prostu, dla równowagi.

  • Marta

    Jak widzę w tytule książki „Chic” albo „paryski szyk” albo „bądź stylowa Francuzka” to robi mi się słabo :D. W potrzebie odmozdzenia się wolę już czytać romanse lub kryminały z taniej książki znad Bałtyku. Żadnych więcej porad w stylu „nie wychodz z domu bez perfekcyjnego makijażu”! Nie, nie, nie! Znacznie lepiej odnajduję w byciu doskonałą w niedoskonałości. Polecam wszystkim :D!

    • Ja niektóre lubię, ale mam wrażenie, że większość z nich powstaje na siłę. Takim jak ta, które krzyczą na mnie, brutalnie nakazując i zakazując mówię stanowcze nie. Niedoskonałości to nieodłączna część doskonałości. Tania książka znad Bałtyku, jak ja dawno tam nie byłam 😀

  • Jak to mawia moja ukochana Beata Tyszkiewicz – prawdziwa dama pije, pali i przeklina 😉 Zdecydowanie ta definicja podoba mi się bardziej, niż to, że nie mogą rozmawiać o problemach egzystencjalnych ze swoim mężem! To o czym mam z nim niby rozmawiać?

    • Właśnie tego cytatu użyłam w następnym wpisie! Z mężem? Może na przykład o estetyce w sztuce albo nieszablonowym kinie, bo zakupy w spożywczym i korki na mieście to rzecz zdecydowanie za bardzo przyziemna dla damy 😀

      • Haha nie dziwię się, to genialny cytat 😀 O kurcze, nie wiem jak on to zniesie. Ja też na sztuce niezbyt się znam, ale cóż, jak to mówią – chcesz być damą to cierp 😉

        • Przygotuj go, przeczytaj mu ciekawsze fragmenty. A randki od teraz tylko w muzeum 😀

  • Popieram! „Dama w dresie czasem do sklepu wyjśc musi” 😀 Powiem Ci, że kiedyś zamierzałąm juą czytać, zaczęłam i nie skończyłam.. wiele książek stoi „w korku” u mnie, bo albo za mało mnie zaciekawią, albo sięgnę w międzyczasie po ciekawszą..no i tak jest też z tą książką 😀 Ale chyba nie będę konynuować, nie przekonuje mnie do końca, a dzięki Tobie poznałam najważniejszą lekcję, która z niej płynie i tyle mi do szczęścia wystarczy 🙂 Dlatego uczę się uważnie żyć i korzystać z chwili, wychodzi mi coraz lepiej <3

    • Cieszę się, że dzięki mnie zaoszczędziłaś trochę czasu, który możesz przeznaczyć na coś innego. Super, czekam na raporty z postępów 😀

  • Ja zakupiłam tę książkę zaraz po jej premierze. Skuszona dokładnie tym samym co Ty: Francja, croissant, makaroniki – poczuć ten niesamowity klimat 🙂 Odczucia, co do niej miałam podobne. Chętnie bym do niej wróciła, ale pożyczyłam ja komuś (najlepsze, że nie pamiętam już komu) i do mnie nie powróciła 😉 Ale może dzięki temu więcej osób nauczy się jak być „chic” 😛

    • W przyrodzie nic nie ginie, tylko zmienia właściciela. Może komuś przyniesie coś dobrego. Gdybym ja miała do niej wrócić, to przeczytałabym ponownie te historyjki opisujące banalne problemy, jak ta z profesorem, który nie mógł się skoncentrować na rozmowie ze studentką, bo ta miała wielki pryszcz na środku nosa. Takie bzdurki na poprawę humoru i nabranie dystansu 😀 Do których fragmentów Ty wróciłabyś najchętniej?

      • To straszne, bo ja mam tak jak ten profesor – jak ktoś ma pryszcz na twarzy, nie mogę się skupić na rozmowie 😛

        Przytaszczyłabym ją raz jeszcze w celu wyłapania najlepszych cytatów. Lubie wyłapywać takowe z książek 🙂

        • Ja też zawsze wypisuję cytaty, nawet założyłam w tym celu zeszyt, a odkąd czytam w Legimi stworzyłam całą cytatową bazę, która liczy już ładnych kilka stron 🙂
          Lubię do tego wracać, bo widzę na co w danym momencie zwracałam uwagę.

          • To ładnie! Ja może nie mam tego tak dużo, bo w ostatnich latach czytam głównie literaturę i prasę branżową, ale zawsze fajnie jest do takich cytatów powrócić 😉

  • Pingback: „Furia mać!” – książka bez kompromisów | lekka przesada()

  • Pingback: Bez przesady#1— Greenery i słowa, które nie istnieją i list do przyszłości | lekka przesada()

  • Pingback: #Środa z książka – „Milion cudownych listów”. Pomaganie listami | lekka przesada()