książki i filmy

Psia dupa, Maciej Zakościelny i Owca, czyli Listy do M.2

by lekkaprzesada-
psia-dupa-maciej-zakoscielny-i-owca-czyli-listy-do-m-2

Kocham świąteczny klimat. Uwielbiam Listy do M. i to na tyle, że co roku je oglądam. Mówcie sobie co chcecie, o kiczowatości takich filmideł, ale ja po prostu uwielbiam oglądać wszystkie te przesłodzone ekranizacje  o miłościach i romansach, prezentach reniferach i innych cudach. Uwielbiam nastrój, który jest w nich stwarzany: biała śnieżna otoczka, migające lampki, pięknie ozdobione choinki, kolędy i świąteczne piosenki. Magia.

picjumbo.com_HNCK3392

Kiedy w kinach pojawiły się „Listy do M. 2” jako fanka świątecznych produkcji  poleciałam je obejrzeć. Przybyłam, zobaczyłam, polubiłam. Za klimat, prostotę, prawdziwość ,postać wykreowaną przez Panią Agnieszkę Wagner, która zrobiła na mnie spore wrażenie. Sposób bycia, wygląd, ubiór, perfekcjonizm w połączeniu z chłodnym dystansem i delikatnością. Wspaniałe. Pokochałam też. Za  piosenkę w wykonaniu Anny Karwan „What  the Word needs now”.

Naturalnie, kiedy do kin weszły „Listy do M. 2” musiałam je zobaczyć. Nie czytałam recenzji, nie oglądałam trailerów. Nie chciałam wiedzieć czego mam się spodziewać.

1.  Pan Maciej

Siadam na tyłku, patrzę, patrzę i co? Widzę Macieja Zakościelnego! Panie Macieju, był Pan bardzo miłą niespodzianką. Ahhhh, to Pana przeszywające spojrzenie w połączeniu z owcą  w różowej kokardzie na rękach.  No i  sprzedaje  Pan suchary mojego pokroju. Ten o kupowaniu przez Matyldę swetra był zdecydowanie w moim typie. Tak jak Pan.

2. Listy do M. 2

Pan z kościołowym nazwiskiem nie przysłonił mi jednak całego filmu. Widziałam codzienne sytuacje, problemy z którymi każdy z nas się styka.

Zdrady, rozwody, przelotne romanse, które stały się czymś więcej. Kłótnie. Ojca, który olewał swoje dziecko i w końcu zrozumiał co traci, rozstania i powroty, dziecięce tęsknoty. Usłyszałam  swoje ulubione „psia dupa” , zobaczyłam Agnieszkę Dygant w akcji. Jakbym widziała siebie. „ W dupie jesteśmy sobie zapisani”  było tak bardzo w  moim stylu, że aż mi się łezka w oku zakręciła.  No i była moja ukochana piosenka.

Potem płakałam. Przy pierwszej części mi się to nie zdarzyło, więc albo się zestarzałam i rozczulam się nad czym się da albo to było takie poruszające. Myślę, że oba po trochę. Wyszłam spokojniejsza, oczyszczona ze złych emocji, lepiej nastawiona do świata. Było mi jakoś tak lżej. No i ten świąteczny klimat, miód na moje serce.

Polecam serdecznie wszystkim. Myślę, że każdy w tym filmie odnajdzie coś dla siebie, a przede wszystkim ze względu na emanujące z niego ciepło i miłość w przeróżnych rodzajach, a „What the World needs now is love, sweet love”.

 

Obrazek : https://picjumbo.com/

Share: