Przyznać się do błędu nie jest łatwo – nikt nie lubi mówić o słabościach

Z ostatnim tekstem miałam poważny, typowy blogerski dylemat: publikować czy nie. Przyznać się do jakiejś słabości publicznie to nie jest łatwe zadanie. Gwiazdą blogosfery co prawda nie jestem, ale to zwyczajny ludzkich odruch przed obnażaniem jakiejś wrażliwej części siebie. Ostatecznie pozostaje jeszcze kwestia: co Was to wszystko obchodzi. Każdy popełnia błędy, po co macie czytać o moich. To moje problemy i dylematy. Duże dziewczyny radzą sobie z takimi rzeczami. Chcę szerzyć pozytyw, z dystansem, ale jednak ma to być pozytywna treść, a tu taki klops! Refleksja jest następująca: każdy z nas ma wątpliwości, każdemu trudno przyznać się do błędu. Czasami stanie się coś, co nas podbuduje, innym razem tkwimy w niepewności, miotamy się szaleńczo, nie wiedząc co zrobić. Pora na kolejną porcję prywaty. Potem będzie już więcej konkretów.

Wyzwanie 

W jednej z facebookowej grup, do której należę, pojawiło się wyzwanie. Nazwa bardzo adekwatna — biłam się z myślami przez trzy dni, ale nie odpuściłam. Zadanie było proste: pokazać światu to, co robisz. Najpierw krótką notką, a potem filmem. Ludzie kochani, ile stresu. To był mój pierwszy film w życiu. Przynajmniej pierwszy, w którym uczestniczyłam świadomie (wiecie, nie wliczam tu nagrań moich prześwietnych występów z sielskiego okresu dzieciństwa). Tak się złożyło, że w tym samym czasie dostałam staż. Wszystko do kupy dało następujący efekt: Ten tydzień był szaloną rzeką pochwał i aprobaty. Nie pamiętam, kiedy ostatnio usłyszałam tyle miłych słów w kierunku mojej osoby od obcych ludzi. Podejrzewam, że ostatnie takie natężenie miało miejsce w okresie bobasa, gdy moi rodzice przedstawiali mnie światu. Wtedy każdy pcha wścibsko głowę do wózka, aby sprawdzić, czy ładne to dziecko i ostatecznie, niezależnie od tego czy dziecko uznać można za ładne, mówi to swoje ułożone: Ojej! Jaki cudny bobas!. Było świetnie, kilkudniowa nieustanna tęcza, która nadal trwa. W stażo-pracy też. Jestem tym aż przytłoczona, dlatego uszanujcie ten przydługi wstęp. Poza tą miłą otoczką ciągle gryzło mnie to, że zasypuję Was tu swoim gderaniem, kiedy przecież miało być pozytywnie.

Pozytyw nie zawsze jest oczywisty

Oto nadeszła pora na gwóźdź tego programu. Pozytyw można wyciągnąć też z negatywu. Negatyw może mieć pozytywny wpływ. Pisanie o problemach to nie zawsze narzekanie, a dzielenie się emocjami nie oznacza upadku na kolana i słabości. Im bardziej się przełamuję i piszę do Was ze szczerego serca z tym lepszym odzewem się to spotyka. Cieszy mnie to. Coraz mocniej czuję, że mogę dzielić się z Wami różnymi rzeczami, a im bardziej się otwieram, tym chętniej przybywacie. Cholera, inteligentne z Was bestyjki. No nie dajecie się oszukać.

Zły dzień? Normalka

Co gorsze — zadowalacie się nie tylko pozytywami. To oznacza, że nie zawsze wszystko musi być podane z lukrem i posypane cukrową posypką ideału. Napisałam coś cholernie szczerego, a Wy to przyjęłyście. Dziękuję za te komentarze i prywatne wiadomości. Nie zawsze może być super. Każdy ma zły dzień: Ty, ja i Beyonce też.
Piękne jest to, że możemy sobie w tym momencie przybić siarczystą piątkę. Po upadku dobrze chwilę posiedzieć i zebrać siły do powstania, a z każdego błędu  wyciągnąć coś podbudowującego. Uświadomiłam sobie jeszcze jedną rzecz: łatwiej pisać o rzeczach miłych i ładnych, a nawet o problemach, ale o swoich emocjach i uczuciach mówić jest najtrudniej. Psikus polega na tym, że te najszersze teksty z serducha trafiają najmocniej do serducha.

Czuję się naprawdę dobrze, kiedy zaczynam tworzyć dla Was takie rzeczy. Jak ryba w wodzie, pomińmy karpia
w wannie. On musi czuć się źle. Pora kończyć. Jest mi niesamowicie miło, tak po prostu, po ludzku.


BĄDŹ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO

FACEBOOK  Lekka przesada – standardowa porcja sucharów i wcale niezabawnych sytuacji życia codziennego
INSTAGRAM @lekkaprzesada – zdjęcia, podobno coraz lepsze 

  • Oj tam, to wyzwanie było i dla mnie dużym wyzwaniem, ale dałyśmy radę to znaczy, że można. 🙂 Ja zamierzam w ogóle zacząć nagrywać więcej, żeby przełamać ten swój lęk. Przecież kamera nie może mieć nade mną władzy! <3

    Ja lubię czytać czasami takie osobiste teksty, kurczę sama w tym miesiącu zaszalałam z takimi…

    PS Też mam te skarpetki! <3

    • No to tak samo jak jak ja. Pierwsze koty poszły za płoty. Teraz już możemy zostać gwiazdami youtube 😀 Ja lubię czytać takie teksty, o ile nie jest ich za dużo. Zawsze wydaje mi się, że inni mogą pisać takie rzeczy, a ja nie będę tu wylewała żali, ale to jednak też jest potrzebne.
      Najlepsze skarpetki <3 Uwielbiam je!

  • Pingback: #Środa z książką – „Autentyczność przyciąga”. | lekka przesada()