Przepraszam, będę popełniać błędy

Nie lubię przyznawać się do tego, że popełniłam błędy. Niby wiem, że każdemu się zdarza, ale przecież ja nie jestem każdym. Jak już coś robię, to ma być to robione dobrze, a jak mam robić źle, to wolę wcale. Niestety, nie zawsze wszystko od początku może być zrobione dobrze.

Na błędach człowiek się uczy, ale lepiej, żebyś uczyła się na cudzych

Wiadomo, cieszę się, że ktoś przede mną dotknął gotującego się czajnika i wsadził rękę do kontaktu. Tylko ja tak bardzo obserwuję błędy innych, że sama z obawy przed ich popełnieniem, odraczam działanie, a najczęściej z niego rezygnuję. To już nie jest normalnie. Są sytuacje, w których czuję się pewnie, ale kiedy muszę zrobić coś, nowego często odpadam, bo boję się publicznych błędów.

Chory perfekcjonizm

Niby mam świadomość, że to, co robię i tak nie jest idealne. Tłukę to sobie do głowy każdego dnia, ale podświadomie działam jak zaprogramowana maszyna. Nie mogę tego przeskoczyć. Sama sobie komplikuję życie. Wiecie, na przykład: chcę zacząć tworzyć rzeczy techniką decoupage. Na start wystarczy kupić farbę, serwetkę, klej i coś, co można będzie ozdobić. Tak robi większość ludzi. Co w tym momencie robię ja? Kompleksowy reaserch twórców decoupage i wszystkich technik, nawet tych najbardziej skomplikowanych! Przecież wszystko musi być dobrze przygotowane. Zapisuję kartki zeszytu listą niekończących się produktów i dziwacznych nazw. Prowadzi to do tego, że zanim wszystko kupię, już jestem zniechęcona. Ogromnymi kosztami, poziomem trudności i w ogóle ilością czasu, jaki już na to poświęciłam, a przecież nawet nie zaczęłam malować! Może ma to swoje dobre strony, ale przecież, żeby zacząć wystarczyłoby  tylko głupie pudełko, serwetka i farba. Jeśli złapałabym bakcyla, mogę dokupić kolejne potrzebne rzeczy. To samo przeżywam z tym blogiem. Nie jest idealny, wiem o tym. Widzę milion rzeczy do zmian, które jednak muszą zaczekać, ale mnie już to odpycha. Powinno być idealnie cały czas. Skoro nie jest, to nie powinno tego być wcale.

Nie cierpię bylejakości

Nie mogę patrzeć na powyciągane t-shirty z niektórych sieciówek, dostaję drgawek, słysząc o niekompetentnych lekarzach, którzy odklepują kolejnych pacjentów, żeby wyrobić normę i dostać kasę. Nie godzę się na taką bylejakość. W swoim życiu prywatnym czy zawodowym nie chcę skupiać się na półśrodkach i dawać od siebie wymuszonego minimum. Zupełnie nie o to chodzi. Jednak dla własnej higieny psychicznej czuję, że muszę uparcie powtarzać sobie jak mantrę zdanie: „Zrobione jest lepsze od doskonałego”. Będę dawać z siebie najlepsze, co mogę w danej chwili dać. Bo to moje ciągłe „doskonałe” blokuje mnie przed każdym działaniem. Boję się wypuścić efekty swoich działań, a często jest to „doskonałe” urojone. Wydaje mi się, że coś, co zrobiłam, jest najwyżej przeciętne, a tymczasem dla kogoś jest naprawdę dobre.

Oficjalnie informuję i postanawiam, że będę popełniała błędy, a Wy będziecie ich świadkami. Na blogu będą pojawiały się różne teksty, nafanpejdżu” zagoszczą nieśmiesznie historie z życia codziennego. Będę starała się tworzyć coraz lepsze rzeczy, ale muszę się tego nauczyć. Na błędach, własnych. Możecie mi dać znać, które rzeczy wymagają poprawki. Czego chcielibyście widzieć więcej, a co powinny stąd zniknąć raz na zawsze. Nie będzie idealnie. Chociaż bardzo bym chciała, żeby było. Może kiedyś będzie. Na razie jednak po prostu będzie.

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

FACEBOOK  Lekka przesada
INSTAGRAM @lekkaprzesada