Prawdziwa praca to tylko ta na etacie?

praca

Żyjemy w czasach kiedy da się zarabiać praktycznie na wszystkim. Ostatnio zupełnie przypadkiem słyszałam rozmowę, w której padło pytanie: „Czy da się zarabiać na byciu fajnym?”. Spieszę z odpowiedzią – da się. Za bycie fajnym w oczach innych, czyli znanym, lubianym i popularnym, świat płaci całkiem niezłą kasę – wystarczy popatrzeć na celebrytów. Da się zarabiać też na własnej kreatywności, wiedzy i pomysłach – otwieranie jednoosobowych firm nie jest legendą opowiadaną na piżama party, a małe biznesy sprzedają wszystko: od kawy, przez zeszyty po naklejki i mają się całkiem nieźle. Skoro mamy to  wokół siebie na co dzień, wydawać by się mogło, że akceptujemy inne formy pracy niż ośmiogodzinny etat, ale niestety

Prawdziwa praca

Prawdziwa praca, czyli jaka? Opinie na ten temat są wyraźnie podzielone. Obracam się w różnych kręgach i środowiskach, poza tym często stoję w sklepowych kolejkach (lokalne forum dyskusyjne) i każdego dnia podróżuję komunikacją miejską.  Trudno policzyć jak często słyszę pełne oburzenia opinie o ludziach, których praca według mówcy polega na gapieniu się w komputer: „Co oni wiedzą o życiu. W dupach im się przewraca. Siedzenie za biurkiem to praca? Mówią, że są zmęczeni? Wziąłby taki jeden z drugim łopatę w te swoje dwie lewe ręce, to by wiedział jak wygląda prawdziwa praca”.  Zupełnie jakby prawdziwą pracą był tylko fizyczny zapierdziel, a już sam fakt, że ktoś płaci takiemu delikwentowi, który pracuje przy komputerze grube miliony za wystukiwanie cyferek na klawiaturce, zasługuje na oficjalne potępienie, bo to przecież „gówno nie praca jest”. Są też tacy, którzy akceptują pracę biurową oraz inne kreatywne warianty. Wierzą, że można zarabiać na pisaniu tekstów, malowaniu paznokci i robieniu „diłełajów”, ale wszystkie te cuda-wianki muszą się mieścić w ramach etatu. Jak praca, to tylko dla kogoś, na ośmiogodzinny etat, a własna firma to domena wybrańców i grubych ryb biznesu. Wszelkie inne formy, to takie niesforne wybryki natury, które prędzej czy później zweryfikuje życie, a siedzenie w domu, to na pewno nie praca. Praca kilka godzin dziennie, to też nie praca. Praca musi być ciężka, nużąca, męcząca i wysysać  z Ciebie ostatnie poty.

Praca zdalna

Ostatnio zaczęłam komunikować światu swoje odkrycie, z którym oswajam się od dłuższego czasu – zupełnie nie odnajduję się na zabiurkowym etacie. Co słyszę? Że to takie widzimisię młódki. Bujanie w obłokach dwudziestokilkulatki, która jeszcze nie zna życia. Owszem spróbować mogę, poszaleć, a potem przyjdzie czas na etatową stabilizację, bo ostatecznie tak pracować to się nie da, a w ogóle co to za wymysł — praca kilka godzin dziennie i to w domu albo organizowanie imprez, albo jeżdżenie po Polsce i robienie czegoś tam. Przecież takiego czegoś pracą nazwać nie można.

Coś jest nie tak

I wiecie co ja na to? Zaczęłam wątpić, bo serio to brzmi jak bajka: pracować tak jak się lubi, robiąc co się lubi i na własnych zasadach. A życie to nie jest bajka Disneya z happy endem. Ono musi wziąć rozpęd i kopnąć Cię w dupę z takim impetem, że wylądujesz z głową w śmietniku, tak po prostu trzeba. Bo fajne życie nie jest dla ludzi. Po prostu „nie wypada” przyznawać publicznie, że praca sprawia przyjemność, a wykonywanie jej przez niewiele godzin w ciągu dnia, pozwala wieść komfortowe życie. Powodem do dumy jest praca w pocie czoła od rana do nocy połączenia z niskimi zarobkami. Wątpliwa duma, ale tak jest bezpieczniej. Wtedy wszyscy zgodnie poklepując po plecach w duchu myślą „Co za ulga, że masz gorzej ode mnie” , a już szczytem jest przyznanie się, że zarabia się dobrze i można sobie na jakieś tam przyjemności — to się po prostu nie godzi.

Zrozum

Żebyśmy się dobrze zrozumieli — nie krytykuję standardowego zabiurkowego etatu. Pozwólmy każdemu realizować się zgodnie z jego odczuciami. To, że Jolka woli pracować w domu, a Maryśka odnajduje się w rozmowach z ludźmi i przeprowadzaniu szkoleń i w ten sposób dobrze zarabia, to nic złego, ona ma po prostu inny pomysł na siebie. Nie upatruję zła koniecznego w pracy dla kogoś, a  jedyną słusznością nie jest dla mnie freelance. Po to ludzie wymyślają różne formy zatrudnienia, żeby każdy mógł wybrać odpowiadający mu wariant. Pozwólmy każdemu popełnić swoje błędy i dajmy przyzwolenie na odnalezienie własnej drogi oraz tego czegoś, czego wykonywanie sprawia nam prawdziwą przyjemność – bez względu na to jaka forma zatrudnienia za tym stoi.

Zamiast krytykować cudze plany, pomysły i po cichu zazdrościć usiądźmy i spokojnie ze sobą pogadajmy, bo to, że nie pozwalamy ludziom iść inną drogą niż my sami— to tylko nasz wewnętrzny problem.

Mam wrażenie, że nie wszyscy zrozumieli to, co chciałabym przekazać tym tekstem. W żadnym razie nie miał on na celu krytyki pracy na etacie. Chciałam zwrócić uwagę na większą tolerancję różnych form zatrudnienia, gdyż w moim otoczeniu zapanowała moda na hejt nieetatowców.

Zgadzacie się ze mną, że nieważna jest forma umowy, a to żeby praca sprawiała nam po prostu radość? Czy też uważacie, że nieważne jest czy ktoś prowadzi własne biuro rachunkowe, czy pracuje w banku na umowę – najważniejsze żeby to co robił sprawiało mu satysfakcję? Mam nadzieję, że zarówno ja, jak i Wy będziemy mogli robić w życiu to co daje nam frajdę, bez względu na rodzaj zatrudnienia oraz nie słuchając hejtów od osób, dla których liczy się tylko ich racja 😉

 



Dołącz do mnie w społecznościówkach.
O tutaj: INSTAGRAM  FACEBOOK


 

  • „Marzę o tym, żeby w majtkach pracować w domu i zarabiać w ten sposób na czynsz” – wczoraj usłyszałam ten cytat w serialu, i jak się domyślasz, ja się z nim zgadzam! 😀 Chociaż tylko w majtkach nie pracuję. 😛

    Niestety praca na freelansie nie jest traktowana poważnie. Tak samo rzucanie etatu na rzecz zakładania własnej firmy, nie jest traktowane poważnie. Takie czasy. Ale warto robić swoje i ja jestem tego najlepszym przykładem. 😀

    Co do pracy fizycznej. Pracowałam na produkcji, ale pracowałam (uwaga!) także z łopatą w ręku! Naprawdę! Całe 6 godzin kopałam rowy z łopatą w ręku! Pomagałam w wakacje grupie archeologów, gdzie szukaliśmy poza miastem kopalisk. O 6 już stałam z łopatą w ręku, a o 4 wstawałam, żeby dojechać na miejsce. I wiesz co? Świetnie wspominą tą pracę! Ja naprawdę to lubiłam. Byłam zmęczona fizycznie, ale psychicznie miałam luz.

    Dzisiaj jest odwrotnie. Fizycznie musze się zmęczyć na siłowni, ale praca biurowa, nawet na własnym etacie (nie wiem czy nie bardziej, bo masz sporo spraw i zmartwień, przynajmniej na początku) męczy psychicznie. Jak dla mnie wieczne zmęczenie psychiczne jest gorsze od fizycznego. I czasem chciałabym po prostu złapać za łopatę i kopać…

    • Właśnie o to „Warto robić swoje się rozchodzi”. Nie ważne co się robi — ważne żeby dawało to satysfakcję. Też miałam okazję pracować fizycznie, to nie były łatwe prace. Nie mogę powiedzieć, że bardzo je lubiłam, bo dały mi porządnie w kość, ale wcale nie żałuję, że ich spróbowałam. Każda praca czegoś uczy. Fakt, masz rację, że czasami zmęczenie psychiczne jest gorsze od fizycznego — regeneracja trwa dłużej, ale najważniejsze, żeby robić w życiu to, co się lubi. Zupełnie nieistotne co i w jakiej formie 🙂

  • Cóż, trudno jest rozumieć coś czego się nie zna. Jeszcze te 20 lat temu obstawiam/zgaduję praca freel.nie była tak popularna jak teraz, a młodzi chodzili na praktyki, staże, pracowali – by pomagać rodzicom. To były inne czasy i nie oszukujmy się. Syty głodnego nie zrozumie.

    Ja nie potępiam ani takiej ani takiej pracy. Mówisz, że praca na etacie nie jest dla Ciebie. Ja pracuję na etacie i szalenie lubię moją pracę. Mam dużo obowiązków, jest to praca mega odpowiedzialna i czasem się boję, że nie podołam – ale rozwijam się w tym, co mnie interesuje. Wracam po 8h do domu, bo pisania bloga i też się rozwijam ale w innej dziedzinie. Z tym, że etat daje mi comiesięczne, pewne, stałe źródło dochodu.
    Fajnie jest zarabiać na blogu, fajnie jest zarabiać na swojej pasji. Ale czasem praca 8h za służbowym biurkiem też daje satysfakcję.

    Według mnie nieważne czy pracuje się za biurkiem, pracuje u kogoś czy u siebie – najgorzej jest, gdy robi się to co nas drażni, nie satysfakcjonuje, nie rozwija. To co się robi – musi dawać korzyść.

    • Asiu, ja też nie potępiam ani jednej, ani drugiej pracy. Szalenie zależy mi na tym, żeby wszyscy tolerowali różne formy zatrudnienia i powstrzymywali się od krytyki. Nie ważne czy pracuje się na etat, zdalnie, czy jest się freelancerem, liczy się tylko to, żeby ta praca dawała satysfakcję i pozwalała znaleźć swoją drogę. Bardzo się cieszę, że masz to szczęście wykonywania pracy, którą lubisz i Cię rozwija. To najważniejsze!

  • pia

    Ja się dość niespodziewanie dla mnie odnalazłam w pracy na uczelni. Niespodziewanie, bo ojezu-uniwersytet, ale kiedy o tym myślę, to łączy w sobie sporo dobrych stron pracy na etacie i freelance’u. Mam biurko i ekspres do kawy w biurze, mam spotkania grupowe (i te nieoficjalne w kuchni i na lunchach), mam pensję co miesiąc, a jednocześnie mogę przychodzić o 11, mogę zostać w domu, jeżeli jest taka potrzeba, mogę przestawić się na pracę 12-20, jeśli tak mi dobrze.

    Tylko, właśnie: to męczy głowę. Dlatego co jakiś czas łapię coś fizycznego, to też sprawia frajdę.

    • Nie przestajesz mnie zaskakiwać! Praca naukowa wyjątkowo męczy umysł, ale zdecydowanie ma swoje zalety! Świetnie, że możesz pracować w takich godzinach, w jakich chcesz. Też muszę się fizycznie zmęczyć, wtedy głowa zupełnie inaczej pracuje 🙂

  • Ponownie – tak bardzo się zgadzam! <3 Z wyboru pracuję imając się różnych rzeczy, bo nie wyobrażam sobie siedzenia za biurkiem przez 8 h. Ostatni miesiąc przesiedziałam – co prawda nie za biurkiem – ale dość podobnie i nie ma opcji, że wytrzymałabym dłużej…Optymalnie 5-6 h pracy dziennie byłoby ideolo, czas dla siebie i życie tez jest mega ważny i najlepiej kiedy praca to pasja, bo wtedy nie czujesz, że jesteś w pracy 🙂

    • Nie wyobrażam sobie Lisa za biurkiem 🙂 5-6 h to zdecydowanie idealny czas pracy, bo kiedyś też trzeba żyć, ale kiedy robi się coś zgodne z zainteresowaniami sprawa wygląda zupełnie inaczej – pasja potrafi dużo wynagrodzić – nawet całe dnie pracy 🙂

  • Paulina

    Rozmawiałam wczoraj o tym tekście z Martą i musiałam do niego czym prędzej się zabrać. To co piszesz jest mega prawdziwe, dla ludzi nie na etacie panuje jakieś powszechne potępienie. Ja sama pracuję chwilowo w księgarni i planuję się wynieść na freelance ale wiem z jakim odbiorem wśród rodziny się spotkam i to mnie przeraża. Wszyscy dookoła powtarzają że świat się zmienia i to jak postrzegamy innych ludzi i inne zawody też, ale w Polsce jakoś tego nie widzę. Długo potrwa zanim zaakceptują freelance jako normalną pracę. Wszak tatuaże w miejscu pracy też jeszcze nie są do przyjęcia. A szkoda

    • Trzymam kciuki, żeby rodzina jednak dobrze przyjęła całą sytuację! Po cichu liczę, że im więcej ludzi będzie otwarcie o tym mówiło i w ten sposób pracowało, tym „normalniejsza” stanie się w oczach innych 🙂