punkt zwrotny - szafa

Jak pozbyć się ubrań – porządki w szafie dla opornych

by lekkaprzesada-
pozbyc-sie-ubran-porzadki-w-szafie

Jak pozbyć się ubrań kiedy nawet na myśl o wyrzuceniu podartego t-shirtu pęka serce? Pozbywanie się z szafy zbędnych ubrań wcale nie jest łatwym zadaniem. Zwłaszcza jeśli ma się skłonności chomika. Nie wiem jak wy, ale ja chorobliwie bardzo przywiązuję się do swoich rzeczy, a szczególnie do ubrań.
Tak, jestem chomikiem na detoksie i ten tekst mogłam zacząć zdaniem wprowadzającym do odwykowej grupy ubraniowej: Cześć, jestem Magda i od 10 lat mam problem z pozbyciem się ubrań.  Zapraszam Was na ubraniowy odwyk, czyli porządki  w szafie dla opornych. 

Jak pozbyć się ubrań

Nie ma uniwersalnej metody pozbycia się ubrań z szafy.  Proponuję dwa sposoby:

Pierwszy, najprostszy – opróżnij szafę. Wyjmij wszystko co Ci nie pasuje, pozbądź się tego i kup nowe. To niezbyt mądra opcja, a już na pewno nie ekonomiczna. Potraktuj ją jako nieśmieszny żart prowadzącego na rozluźnienie atmosfery i lepiej od razu przejdź do sposobu drugiego – to jemu poświęcę resztę tekstu

Drugi – obiektywna selekcja. Zazwyczaj ludzie potrafią racjonalnie oddzielić ubrania zniszczone, te w których źle wyglądają i te, których nie zakładali przez wiele sezonów od tych okazów sprawiających, że czują się świetnie, ale ten poradnik jest dla trudnych okazów. Dla tych, którym wszystko się przyda i dla tych w cały proces włączają zbyt wiele emocji. Jak dokonać eliminacji? Pojawiają się sugestie trzech pytań, klasyfikacji według częstotliwości, czy selekcji na podstawie poziomu radości z noszenia.Wszystkie wydają się właściwe, ale co zrobić, jeśli jesteś klinicznie opornym przypadkiem (jak ja), kochasz wszystkie swoje ubrania i serce pęka Ci na myśl, że którekolwiek z nich miałoby opuścić Twój dom? Przedstawiam metodę, którą praktykuję na sobie. 

Porządki dla opornych-ustal ramy

Zrób to zanim zaczniesz. Wyznacz sobie przedział czasu, w którym musisz się zmieścić. Ustal, że ogarniesz ten bałagan w kilka godzin albo jeden dzień. Żadnych porządków w skarpetkach na jutro. Jeden dzień to maksimum, a najlepiej ograniczyć czas do kilku godzin. Jeśli coś w środku podkusi się do przerzucenia części zadań na kolejne dni, już do tego nie wrócisz. Jestem tego pewna. To na tym etapie obserwowałam klęskę najczęściej – rozkładanie całego proces na dwa albo trzy popołudnia. Dzielenie na szafy i szuflady. Dzisiaj największa szafa, jutro komoda ze skarpetkami. Nic z tego nie wychodziło. Sztywne reguły sprawią, że cała akcje przebiegnie sprawnie i bezboleśnie. Co dalej?

Zadbaj o oprawę

Oprawa całego procesu jest dla opornych bardzo ważna. Polecam włączyć energetyczną muzykę, taką przy której pośladki same się kręcą (tutaj przykładowa playlista w rytmie latino stworzona przez Agnieszkę z bloga LifeManagerka). To pozwoli uniknąć utraty zapału na etapie opróżniania szafy. Przy zbyt spokojnych kawałkach może dać o sobie melancholijna część duszy i zamiast sprawnych porządków zafundować , nadmierne rozczulanie nad ubraniowym dorobkiem, czy całkowite rozmemłanie. Najważniejszego czego w tym momencie będziemy potrzebować to spora dawka dobrego humoru, dystansu i obiektywizmu. Zadbaj też o to, żeby nikt Ci nie przeszkadzał.  Dobrze zrobić sobie wielki kubek herbaty albo postawić obok szklankę wody – chodzenie do kuchni też rozprasza. Do dzieła –  pora pozbyć się ubrań. 

pozbyć-się-ubrań3

Wyjmij wszystko, co masz.

Wszystkie książkowe poradniki mówią, że to właśnie od tego należy zacząć. Trudno się z tym nie zgodzić. Wbrew pozorom celem takiego początku nie jest zrobienie ogromnego bałaganu, ale uświadomienie sobie co naprawdę skrywa nasza szafa. Teoretycznie wiemy, co się w niej znajduje. Same kupiłyśmy i włożyłyśmy tam nasze ubrania. Tylko czy gdyby faktycznie tak było, to czy przy pełnej szafie ubrań, których obecności jesteśmy świadome wykrzykiwałybyśmy regularnie, ze łzami w oczach: Nie mam się w co ubrać albo odkrywały zaginione przed laty t-shirty gdzieś na dnie? No właśnie. Wyciągaj wszystko: sukienki, marynarki, rajty, majty i zimowe czapy.

Jedna wskazówka: nie ma sensu zrzucania wszystkiego na wielką kupę utworzoną na środku pokoju. To może odstraszyć nawet najbardziej zawziętego porządkowicza. Podzielnie i poukładanie ubrań da lepszy ogląd szafy i pokaże ile tak naprawdę znajduje się w niej rzeczy (czterdziesty t-shirt dokładany na kupkę potrafi dać do myślenia). Wychodzę z założenia żeby traktować całą sprawę jak duży projekt. Cel końcowy: uporządkowanie szafy. Cele cząstkowe – uporządkowanie sukienek, poukładanie spodni.
Małe, nieangażujące zbyt wiele czasu zadania wykonuje się szybciej.  Lubię rozłożyć wszystko wokół siebie, dzieląc garderobę najbardziej jak się da. Sukienki razem, spodnie razem. Góry z krótkim i długim rękawem osobno, grube szale i cienkie chusty osobno itd.

Stwórz kategorie

Przy wyciąganiu zawartości szaf powstają cztery kategorie-stosy, do których przydzielam ubrania:
Zostaje – ubrania w których czuję się dobrze. Lubię je, regularnie noszę.
Do wyrzucenia – podarte, porwane, poplamione, przebarwione, nadgryzione bolesnym zębem czasu, ale nie w sposób czyniący je bardziej vintage.
Do oddania, sprzedania – ubrania w których nie chodzę, które są za małe albo za duże, w których źle się czuję albo źle wyglądam – przez kolor albo fason.
Nie wiem – ciężka kategoria. To wszystkie ubrania z którymi coś jest nie tak. Niby jest dość dobrze, ale nie wystarczająco żeby stanowczo zostały. 

pozbyć-się-ubrań2

Weź każdą rzecz do ręki

Każdą sztukę biorę do ręki, oglądam i obiektywnie oceniam. Rzeczy, które są dziurawe, wytarte albo mają plamy, którym nawet moja mama nie dała rady, szybciutko przechodzą na stertę „do wyrzucenia”. Nie żadne po domu. Ubrania po domu albo na podwórko są moją zmorą. Zdarzały się momenty kiedy miałam ich więcej niż tych „wyjściowych”. Mam teraz jedną czy dwie takie sztuki – korzystam z nich kiedy maluję farbą albo robię coś co może sprawić, że się zniszczą.  Już nie chodzę po domu  w brzydkich, zniszczonych ubraniach (to temat na osobny wpis). Te, których nie zdecydowałam się pozbyć, przymierzam. WSZYSTKIE bez wyjątku. Tu muszę dodać adnotację. Zanim się za to zabiorę, maluję się i czeszę. Tak jakbym miała wyjść z domu. Zazwyczaj wychodzę pomalowana, także tylko w ten sposób mogę rzetelnie ocenić, jak w nich wyglądam.

Przymierz wszystko

O ile z realizacją wcześniejszych punktów nie było pewnie większych problemów, tu mogą pojawić się schody. Dopiero kiedy zaczęłam mierzyć każdą sztukę pozbywanie się ubrań nabrało tempa i łatwości. Mierzę wszystko, oprócz tych rzeczy, które nosiłam w ciągu, powiedzmy ostatnich dwóch tygodni. To męczący punkt, ale warto spiąć pośladki i wykonać go rzetelnie. Oporna na zmiany podświadomość będzie próbowała natrętnie wysyłać  komunikat: po co to robisz, przecież we wszystkim co masz wyglądasz dobrze. Oczywistą, oczywistością jest, że wcale tak nie jest. Najgorsza do przebrnięcia jest kategoria „nie wiem”. O której będzie niżej.

Jak sobie z nią poradzić? Zacznij ze sobą rozmawiać. Tylko bez rozczulania, to ma być zwięzły dialog. Jak na teście, gdzie musisz wybrać jedną odpowiedź spośród ABCD.

jakpozbyćsię

Pytanie nr 9  to delikatne przymrużenie oka. Jest ostateczną deska ratunku na fali absurdalnych uzasadnień dla konieczności pozostawienia danego ubrania, jakie rodzą się w głowie. Skąd takie kryterium? Sklep to miejsce, które przyjmuje każdy outfit. Nie mamy oporów, żeby udać się tam na obcasach, w pięknej sukience, ale też w dresie, czy bez makijażu. Zdarzało mi się bywać w sklepie w brudno-roboczych ubraniach. Skoro rzeczy, które przymierzam, nie ubrałabym nawet do sklepu, jest to znak, że powinnam się ich pozbyć.

Po co to wszystko? Chcę czuć się w moich ubraniach szczęśliwa, a tu nie mogą wchodzić w grę żadne półśrodki. Albo czuję się w tym fantastycznie i jestem gotowa podobijać świat, ewentualnie kupować jabłka, albo wyjazd z szafy. Ubranie ma mi pomagać w życiu, a nie je utrudniać.

Co z kategoriami „nie wiem” i „do sprzedania, do oddania” 

Kategoria „do sprzedania, do oddania”. Mam przy niej taką żelazną regułę – jeżeli chcę coś sprzedać albo sprezentować znajomym, daję sobie na to sztywną ramę czasową. Przykładowo miesiąc. Nie znajdę w tym przedziale chętnego na swoją rzecz? Oddaję ją. Zdarzają mi się odstępstwa – mam kilka perełek które już zbyt długo czekają na sprzedanie. Kategorię „nie wiem” traktuję trochę tak, jakby jej nie było. To wyjście awaryjne, którego lepiej nie nadużywać, bo grozi karą w postaci szafy z wysypującymi się ubraniami. Nie ważne, jakie pytania bym zadawała, zawsze zostanie kilka ubrań, z którymi nie jestem się w stanie rozstać. Składam je wszystkie do kupy, chowam gdzieś, gdzie nie zaglądam i wracam do nich za kilka miesięcy. Jeżeli przez ten czas nie odczułam ich braku i nawet nie przyszło mi do głowy, żeby po nie sięgnąć wylatują.

Po wszystkim sprzątam szafę i wrzucam do niej jakiś ładny zapach. To daje poczucie świeżości i nowego początku. Ubrania dokładnie składam i porządkuję według własnego systemu. Każda „wisząca” rzecz ma mnie osobny wieszak. Dzięki temu widzę wszystkie ubrania.

pozbyć-się-ubrań4

Samodzielnie czy z pomocą?

Czasami trudno spojrzeć na siebie krytycznym okiem albo podjąć odważną decyzję o wyrzuceniu ubrań. Może zdarzyć się też tak, że kiedy ubrania zapakowane w worki, czekają w korytarzu, gdy nagle dopada nas chwila zwątpienia i z powrotem przenosimy je do szafy, upychając w wolny kąt. Jeśli przypuszczamy taki scenariusz, warto zaprosić do porządków kogoś, kto pomoże doprowadzić sprawę do końca, jeśli mamy problem z podjęciem decyzji, czy dane ubranie zostawić, czy oddać też możemy poprosić o pomoc 😉  Nie zapominajmy jednak, że to przede wszystkim my mamy czuć się dobrze w rzeczach, które mamy nosić na co dzień. Nie nasza mama, przyjaciółka, albo chłopak. Jeżeli oczy świecą Ci się na widok danego swetra i mogłabyś nosić go po prostu codziennie, nie pozbywaj się go tylko dlatego, że ktoś tak uważa 😉 Ja mam w szafie wiele ubrań wywołujących pobłażliwy uśmiech na twarzach ludzi wokół, ale absolutnie mi to nie przeszkadza. Wystarczy, że ja czuję się w nich świetnie 🙂 

Pozbyć się ubrań jest trudno. W ogóle trudno rozstać się z przedmiotami, do których obecności się przyzwyczailiśmy, zwłaszcza kiedy mamy przesadną skłonność do gromadzenia rzeczy. Łatwo ulec też przekonaniu, że warto zostawić te, czy inne ubrania „na kiedyś”, ale da się tego oduczyć.  Mi najbardziej pomaga powtarzanie sobie, że chcę się czuć w ubraniach dobrze, mają mi pomagać w każdej sytuacji, dawać komfort i wspierać pewność siebie. Nie chcę nosić rzeczy, które ubieram z poczucia winy albo dlatego, że szkoda mi je wyrzucić, czy oddać. Szafa ma wspierać codzienności, a nie ją utrudniać! 


Macie jakieś sprawdzone sposoby na pozbywanie się ubrań z szafy? Podzielcie się nimi w komentarzach. Jestem bardzo ciekawa jak Wy podchodzicie do porządków
w szafie, czy przychodzi Wam to łatwo, czy może jesteście opornymi egzemplarzami i jest to ogromna trudność. 

  • pia

    Dużo dała mi wyprowadzka za granicę, nie mogłam przecież zabrać wszystkiego i selekcja – chcąc niechcąc – była konieczna. Zostawiłam kilka tiszertów, żeby nie zawsze musieć wozić ze sobą ubrania, a reszta ubrań poszła precz.
    Teraz przypadkiem mam idiotycznie wielką szafę, ale moje sukienki zajmują tylko połowę. Jestem dumna.
    Tyyylko. Mam taki tiszert konferencyjny, który jest absolutnie obrzydliwy, ale ciągle u mnie jest. Zabawna sprawa. Ja jestem z tych dziewczyn, które nie lubią słodkich piżamek, a najchętniej śpią w kolorowych majtkach. Mimo to raz na ruski rok nachodzi mnie ochota na założenie workowatego tiszertu do łóżka. I spodni od dresu. Nie rozumiem, ale walka ze sobą na tym polu nie ma sensu.

    • Zaintrygowałaś mnie swoim tiszertem konferencyjnym, jak wygląda ta absolutna obrzydliwość? 🙂
      Przez większość swojego życia spałam w „sklejanych” piżamach, a teraz ciągnie mnie do takich z prawdziwego zdarzenia, stworzonych z myślą o spaniu, Zabawne, bo kiedyś uważałam to za zbędny wydatek. Stara ja, patrząc na sprawę moimi obecnymi odczuciami pewnie pukałaby się mocno w głowę.

      Jeśli czujesz taką potrzebę i jest Ci z tym dobrze, to nie ma sensu tego zmieniać 🙂

      • pia

        Słabej jakości, za duży, biały, ale taki że nowy już wpadał trochę w szary, i małe, baaardzo brzydkie logo na lewej piersi. Fuj fuj. Serio, muszę go wywalić. Tylko najpierw kupię jakiś porządny męski tiszert.

  • Super wpis! Przeczytałam od deski do deski i zaraz zabieram się za porządki! Dzięki! 🙂

    • Proszę bardzo, mam nadzieję, że okazał się przydatny i pójdziesz z porządkami w szafie jak burza 😀 Daj znać jak Ci poszło 🙂

  • Ostatnio zrobiłam selekcję i pozbyłam się całej walizki ciuchów, uff ulga!

    • Gratuluję! Masz jakiś sprawdzony sposób na pozbywanie się ubrań? Trudno Ci się z nimi rozstać, czy raczej nie stanowi to dla Ciebie problemu? 🙂

      • Po prostu musi nadejść taki dzień, w którym będę mieć dosyć nieporządku w garderobie. Rozstanie z ciuchami jest ciężkie, ale najlepiej raz zadecydować i więcej już nie zaglądać do wora z ciuchami na oddanie 🙂

        • Zdecydowanie! Zawiązać i wynieść, bo inaczej może skończyć się powrotem kilku sztuk na swoje miejsce w szafie 🙂

  • agrafka

    Pomocny wpis. U mnie połowa rzeczy w szafie to jest właśnie kategoria „Nie wiem” – mam morze ubrań, które są bardzo ładne i porządne, ale w nich nie chodzę, bo kupiłam je na przyszłość, gdy „kiedyś do nich schudnę” i które „będę miała w nagrodę, gdy zrzucę 5 kg”. Bardzo ciężko mi się z nimi rozstać.
    Ogółem mam naturę ubraniowego chomika, tak jak moja mama, i w sumie jedyny motywator, który skłania mnie do porządkowania szafy, to są przeprowadzki raz na dwa/trzy lata. Wtedy nie ma sentymentów, bo najzwyczajniej w świecie nie chce mi się targać tych ciężkich worów 😀

    • Skoro zalegające rzeczy są ładne i porządne. Może spróbuj je sprzedać? Moim zdaniem nie ma sensu gromadzić rzeczy dla przyszłej siebie. Chyba, że działają jak motywator do działania. Niestety mam wrażenie, że częściej wywołują poczucie winy i obwinianie siebie za brak działania, pretensje do wyglądu i nerwy za każdym razem, kiedy próbujemy się w nie wcisnąć i znowu nie dajemy radę dopiąć zamków, czy guzików. Ja zbierałam w ten sposób rzeczy dla zasady „są ładne, są w dobrym stanie – może kiedyś się do nich przekonam”. Jeśli szkoda je wyrzucić albo oddać dobrym rozwiązaniem jest sprzedanie ich i uzupełnienie szafy rzeczami, w których będziesz się świetnie czuła już teraz, nie kiedyś 🙂

      Moja mama te jest ubraniowym chomikiem i to ona mnie tym zaraziła, a teraz ja próbuję ją zarazić przejrzystą szafą, która zawiera ubrania noszone z przyjemnością 🙂 Mam nadzieję, że Ciebie też chociaż trochę przekonałam 🙂

      • agrafka

        W sumie racja, częściej zamiast motywatora powodują poczucie winy – jakoś nigdy o tym nie myślałam, dzięki 🙂
        Chyba zrobię sobie taki test, że dam sobie określony, rozsądny czas na to, aby spróbować schudnąć. A jeśli się nie uda, to wtedy zrobię w szafie ostateczne porządki.

        • Świetny pomysł, takie deadliny potrafią zagonić do roboty 🙂 Daj znać jakie to przyniosło efekty 🙂

  • agrafka

    PS: A tak z innej beczki, to podoba mi się Twój blog – z jednej strony trochę technikaliów związanych z programowaniem, a z drugiej strony treści kobiece i urodowe. Fajny miks.

    • Dziękuję bardzo za miły komentarz. Niesamowicie cieszę się, że podoba Ci się blog, to największa pochwała – wiedzieć, że to, co się robi ma sens i ktoś z tego korzysta! 🙂
      Zastanawiają mnie jedynie te technikalia związane z programowaniem, bo takich treści tutaj nie ma. Kompletnie się na tym nie znam! 🙂

      • agrafka

        O niee, jestem zakręcona jak słoiczek – mam Twój blog podpięty pod Feedly razem z kilkoma innymi blogami i to stamtąd do Ciebie zaglądam, za każdym razem klikając bezpośrednio w posty, zamiast wchodzić na stronę główną bloga – i kojarzyłam Cię z wpisów kobiecych, ale tak jakoś ubzdurało mi się, że wpisy o tematyce nauki programowania z innego bloga też są Twoje i są na Twoim blogu (chyba zmylił mnie podobny styl szablonu i pisania), przepraszam za zamieszanie.

        Ale swoje zdanie odnośnie treści kobiecych jak najbardziej podtrzymuję! 🙂

        Życzę miłego dnia i mniej takich zakręconych czytelników jak ja 😛

        • Haha, dziękuję bardzo, Tobie też życzę miłego dnia. Nie przepraszaj, bo żadnego zamieszania nie było. Uwielbiam moich czytelników, a zwłaszcza takich zakręconych jak Ty (P.S. sama czasami bywam zakręcona jak słoik na zimę):)

  • Już od jakiegoś czasu skłaniam się w stronę miminalizmu (wpis o tym, ile mam par butów leży prawie gotowy w projektach!), więc bardziej się rozwinę, niż odniosę do wpisu 😉
    Zawsze lubiłam układać ubrania. W podstawówce już wszystko leżało kolorystycznie, do dziś się śmieje z niektórych zdjęć – o, tu cała za zielono, tam na czarno, taki wstępny etap „niech wszystko do siebie pasuje”.
    Nigdy nie miałam masy ubrań, ale w pewnym momencie dostrzegłam, że bez sensu zbieram wszystkie „bo siostra już nie nosi, może się przyda” czy podomowe… Pierwszy etap minimalizmu w szafie wyszedł dość bezboleśnie. Wyrzuciłam, posegregowałam, coś w między czasie przybyło i tak miałam jakieś 120 sztuk – ciuchy razem z okryciami wierzchnimi, torbami, butami. Od tamtego momentu stawiałam na jakość, doedukowałam się trochę o składach, chociaż nadal zdarza mi się kupić coś „gorszego”. Jest to jednak zazwyczaj działanie celowe – np. dziś kupiłam plecak za 60 zł i wiem, że się szybko zniszczy, ale chce spróbować, czy faktycznie będę w nim chodzić, czy będzie mi wygodnie. Po tym „pierwszym” etapie odgruzowania sporo w mojej garderobie się zmieniło – czyli sporo rzeczy wymieniłam. Jednak jak zaglądam to szafy – uwielbiam ją. Jeszcze parę rzeczy czeka na wymianę, ale dobijam to, co mam. Nie mogę się doczekać, aż będzie idealnie. Nie wiem, czy potrwa to rok, dwa czy trzy, ale jestem coraz bliżej! 🙂

    • U mnie było trochę inaczej – od dziecka zbierałam rzeczy, bo wszystkiego było mi szkoda. Nawet kiedy już się w to nie mieściłam. Widzę, że jesteśmy na podobnym etapie – uzupełniania szafy. Minimalizmem się interesuję, ale mam trochę zastrzeżeń – planuję na ten temat tekst 🙂 Dziękuję, że podzieliłaś się swoją szafową historią 😀

  • odwlekam w nieskończoność porządki w szafie… 🙂

    • Mam nadzieję, że ten post chociaż trochę Cię zmobilizował do działania! Mogę przesłać Ci też wirtualnego kopa w dupę, co Ty na to? 🙂