Poszukiwanie własnego stylu (część druga)

poszukiwania-stylu

Ten wpis to kontynuacja tekstu o poszukiwaniu własnego stylu. Dzisiaj skupię się na tym co pomaga w określeniu mojego stylu oraz na co zwrócić uwagę przy kompletowaniu garderoby. 

Na co zwrócić uwagę przy kompletowaniu garderoby? 

Po pierwsze – wygoda. Chcesz być piękna musisz cierpieć? Nie! Czy będę piękna w niewygodnych butach, które obcierają mnie przy każdym kroku, w zbyt ciasnej sukience, czy zsuwającej się z ramion bluzce? Nie wydaje mi się, żeby wykrzywiona bólem twarz albo nerwowe podciąganie co pięć minut podsuwających się spódnic komukolwiek dodawało uroku. Oczywiście wygoda to pojęcie względne. Są kobiety, które od rana do wieczora biegają w szpilkach, a za jedyne dopuszczalne miejsce dla butów sportowych uznają siłownię. Są zwolenniczki ołówkowych spódnic i dopasowanych sukienek, które czują się w nich jak w drugiej skórze. Warto wybrać to, w czym czujemy się wygodnie.

Po drugie – materiały. Akrylowe swetry, naprzemiennie wywołujące uczucie zimna i gorąca, czy poliestrowe t-shirty, które można znaleźć w każdym sklepie to dwie pierwsze pozycje na czarnej liście.  Znasz to uczucie, kiedy poznasz co znaczy lepsze i już nigdy, przenigdy nie masz zamiaru wracać do poprzednich rzeczy?  Odkąd zaczęłam świadomie podchodzić do swojej szafy skrupulatnie pozbywam się z niej takich nieoddychających koszmarków. 

Po trzecie – kupuję ubrania na teraz. Nie na przyszłe imprezy, wesela, czy urodziny dalekich kuzynek. Ile razy zdarzyło się Wam kupić coś na jakąś specjalną okazję, która być może nie nadejdzie? Mi przynajmniej kilka. Te rzeczy zalegały potem w szafie przekładane z miejsca na miejsce, a miałam je na sobie może raz. Wcale nie wynikało to z tego, że moje blade nogi muszą zyskać więcej koloru, żeby świetnie wyglądać w tej obłędnej mini. Ja się w niej źle czułam i żadna opalenizna czy niesamowita impreza w klubie nie była wystarczającym powodem do jej założenia.  Wiele osób ma problem z tymczasowością. Odkładamy wszystko na lepszy czas i miejsce. Ładny wystrój na nowe mieszkanie, ładne ubrania na eleganckie wyjścia czy nową pracę. Dbanie o siebie na zimowe wieczory. Pora zacząć z tym walczyć – bardzo oklepane zdanie „życie toczy się tu i teraz” naprawdę ma sens, bo wszystkie wyjątkowe dni i tak powszednieją i tracą aurę wyjątkowości. 

Co pomaga w określeniu stylu? 

Własny styl ma każdy. Trzeba go tylko odkopać  spod hałd niedopasowanych do nas ubrań i uprzedzeń co do własnego wyglądu. Warto zacząć od przyjrzenia się temu, które ubrania wybierasz najczęściej. U mnie dobrze sprawdza się „Test poranka”. Gdy zaśpimy, nasze samopoczucie pozostawia wiele do życzenia albo zupełnie odwrotnie – tryskamy energią i szczęściem, oczywistym wyborem są ubrania w których czujemy się najbardziej komfortowo. Ci nasi ulubieńcy mogą dużo powiedzieć o naszym stylu. U mnie takim wyborem jest prosta bawełniana sukienka, czy t-shirt w paski wykonany z tego samego materiału.

Dobrze czasami podejrzeć jak nasze ulubione elementy łączą inni. Z pomocą przychodzi internetowy katalog pomysłów, czyli Pinterest. Nieskończone ilości zdjęć, można segregować i zapisywać w dowolny sposób. Tworzenie takich tablic inspiracji czy pomysłów daje możliwość przyjrzenia się temu, co najczęściej zwraca naszą uwagę. W moim przypadku są to raczej proste połączenia jeansów z bluzkami na długi rękaw, luźne koszule swetry, czy sukienki o klasycznych krojach. Te elementy faktycznie królują w mojej szafie. Na Pintereście podglądam też osoby, których styl mi się podoba.

Przechadzając się ulicami miasta można spotkać wielu ludzi, których styl przyciąga uwagę. Nie mówię tu o egzotycznych stylizacjach, rodem z modowych magazynów. Osoby, których stylistyka ubioru jest zbliżona do naszego mogą podsunąć nowych rozwiązań, czy stać się inspiracją do wprowadzenia zmian we własnej szafie. 

Moje podstawy

Mój styl jest ciągle jest w fazie precyzowania. Jego odkrywanie daje mi niesamowitą frajdę. Chcę pokazać ten proces od środka i prezentować jak moja szafa i styl ewoluują w kierunku tego idealnego i całkowicie mojego. Stałe elementy mojej garderoby to bluzki z okrągłym dekoltem, w jasnych, stonowanych kolorach. Sporo z nich jest w paski. Noszę je pod swetry, żakiety, marynarki, ramoneskę, do spódnic i spodni – to moja baza. Ciemne kolory, odejmują kilka godzin snu i podkreślają moje sińce pod oczami. Kolejnym filarem są koszule. Wolę luźne fasony, często o męskim kroju.

Kolejny niezbędnik w mojej szafie to swetry. Mogłabym im poświęcić kilka osobnych wpisów. Uwielbiam swetry – są moją nieuleczalną miłością od kiedy pamiętam. Lubię te wkładane przez głowę, także z okrągłym dekoltem. Mają stonowane kolory, w większości są jednolite. Kilka  jest w … paski. Odkąd pozbyłam się akrylowych koszmarków posiadam tylko wełniane i kaszmirowe egzemplarze. Mam też jeden grubaśny swetro – płaszcz w ciemnym odcieniu różu, przytykany kremową nitką i kilka cieńszych rozpinanych swetrów. Swetry kojarzą mi się z  wygodą i przyjemnym ciepłem. 

Sukienki i spódnice. Przez wiele lat zarezerwowane na specjalne okazje dzisiaj powoli wracają do łask. Tę część garderoby często odsuwałam na bok, bo wydawała mi się nieporęczna i czułam, że będzie mi w niej zimno. Noszenie ich często wiązało się z założeniem szpilek, a  że nie jestem aż tak wielką fanką tego rodzaju obuwia, by  zakładać je częściej niż raz w miesiącu, cały czas czekały na lepsze dni.  Miałam dość zadzierających się, przykrótkich, obcisłych kiecek, i zimnego wiatru na nogach..  Teraz w mojej szafie gatunek „obcisła spódnica” nie istnieje. Wybieram rozkloszowane modele o różnej długości, ale przeważnie przed lub do kolana. Wybieram rzeczy do noszenia na co dzień – to najlepsza okazja. Moje życie stało się piękniejsze odkąd nie muszę zastanawiać się przy każdym kroku, czy nie pokazałam światu za dużo swojego tyłu. 

Buty. Zdradziłam się już wcześniej – nie przepadam za wysokimi szpilkami, a że odstraszyły mnie szpilki na niskim obcasie, praktycznie wcale w nich nie chodzę. Zimną zakładam kozaki z wysoką cholewką lub krótkie. Posiadam też botki na grubym obcasie. Poza tym posiadam ukochane brązowe, niezniszczalne trzewiki, które towarzyszą mi jesienią. Lubię też mokasyny i obuwie sportowe – to obowiązkowa pozycja w mojej szafie. 

To najważniejsze elementy i baza mojej szafy. A co znajduje się w Waszej szafie? Jak określacie swój styl? 


Jeśli chcesz być na bieżąco z kolejnymi tekstami możesz dołączyć do mnie na Bloglovin, a jeżeli chcesz widzieć i wiedzieć więcej obserwuj mnie w społecznościówkach. O tutaj: Instagram  i Facebook.

  • Marta

    Święte słowa z tą wygodą! Jak wspomnę, ile razy szłam po mieście, poprawiając super modną bluzkę-hiszpankę albo szorty o złym dla mojej figury kroju… To naprawdę nie ma prawa się obronić, jeśli tego nie czujemy. Być może pani na zdjęciu wygląda w czymś ładnie. Trzeba jednak pamiętać, że a) ma inny typ sylwetki, b) ma inny styl, c) na zdjęciu tylko stoi i nie widać, jak ubranie prezentuje się w ruchu. Trzeba zawsze brać to pod uwagę, bo w gąszczu internetowych zdjęć można przepaść bez reszty.

    Miło się czytało o Twoim stylu! Wyobraziłam sobie Twoją szafę i to zarówno wizualnie, jak i namacalnie! Jeśli chodzi o to, co buduje mój styl to na pewno buty sportowe i dżinsy. We wszystkich kolorach tęczy, różnych marek, o różnych krojach. Do tego t-shirty z napisami lub ciekawymi grafikami (uwielbiam je!), sukienki, ale noszone tylko z płaskimi sandałkami lub sneakersami, klasyczna ramoneska, wełniany płaszcz na zimę i oczywiście swetry… W ogóle fajna sprawa z wypisaniem wyznaczników własnego stylu. To na pewno ułatwi nam przyszłe zakupy, których dokonamy z większym rozsądkiem! Super, że podjęłaś temat na blogu 🙂

    • Łatwo poddać się złudzeniu, że to co wygląda świetnie na modelce na nas będzie wyglądało równie dobrze. Tak samo wygląda sprawa ze sklepowymi manekinami. Niby nigdzie nic nie odstaje, wszystko idealnie, a wystarczy obejść wystawę i zerknąć z drugiej strony – wszystko pospinane szpilkami i klamerkami. Cieszę się, że określiłaś swoje wyznaczniki. To bardzo ułatwia zakupy i pozwala sprecyzować własny styl. Widzę, że współdzielimy miłość do swetrów 😀

  • agrafka

    Poka te swetry 🙂

  • pia

    Zimno?! W sukience?! 😉

    Ja jestem jedną z tych kobiet, które adidasy tylko na siłownię, a całą zimę przechodziłam na 9cm obcasach. Często wspomina się o wygodzie, ale dla mnie bardziej pasuje słowo „komfort”, bo zawiera w sobie zarówno komfort fizyczny, jak i psychiczny. Co z tego, że wygodnie, jak mnie serce boli, jak patrzę w lustro – trzeba znaleźć równowagę. Jeżeli nie czuję się atrakcyjna, nie ma mowy, żebym się czuła komfortowo.

    • Jestem okropnym zmarzluchem:) Z tym o czym piszesz wiąże się właśnie kwestia odnalezienia tego w czym dobrze się czujemy. Czasami nawet w najpiękniejszej sukience, która leży idealnie, czujemy się źle, bo po prostu do nas nie pasuje. Jeżeli nie czujemy się w czymś dobrze (psychicznie i fizycznie) nie będziemy w tym dobrze wyglądać 🙂