in punkt zwrotny - rozwój i myślenie

Podsumowanie roku 2018 – o tym jak bardzo mi nie wyszło

podsumowanie-roku-2018_lekkaprzesada

Lubię nowe początki. Lubię zaczynać od nowa, mieć poczucie świeżego startu i z ulgą przewrócić stronę, by pisać na kolejnej, czystej  kartce. Jednak zaczynając kolejny rozdział, nigdy nie odcinam grubą kreską tego co było. Najpierw staram się przyjrzeć minionym wydarzeniom i nawet jeśli były to trudne lekcje, jeszcze raz dokładnie je przeanalizować, aby wyciągnąć wnioski. Początek oraz koniec roku są dla mnie idealnym momentem na podsumowania i wytyczenie nowych szlaków.

Wpis z zeszłorocznymi planami nadal jest na blogu i w każdej chwili możecie go przeczytać tutaj, jeśli jesteście ciekawi, z jakim nastawieniem wchodziłam w zeszły rok. Teraz pora na podsumowanie tych ostatnich  wymagających miesięcy.

Pierwszy (i jedyny w zeszłym roku) wyjazd ze wspaniałymi ludźmi

Jaki był mój 2018?

Chociaż lubię robić podsumowania, przed tym miałam duże opory. Rok 2018 był dla mnie niesamowicie intensywny. Wydarzyło się wiele przyjemnych, ale również wiele bardzo trudnych rzeczy i potrzebowałam chwili, aby zebrać  w sobie chęć do przebicia się jeszcze raz przez to wszystko i spokojnego przeanalizowania minionych sytuacji. Zwłaszcza że początek nowego roku również był bardzo ciężki – czasami życie podsuwa takie scenariusze, których sensu w żaden sposób nie można wytłumaczyć i nie ma słów, które byłyby w stanie je opisać.  Z tych wszystkich powodów dopiero w zeszłym tygodniu zrobiłam podsumowanie ostatnich dwunastu miesięcy „z głowy”, a gdy otworzyłam wpis z poprzednimi planami, aby sprawdzić o czym myślałam dokładnie rok temu o tej samej porze i przeczytałam swoje własne słowa, poczułam jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody. 

Starałam się działać bardzo intensywnie na każdym polu i w jakiejś części się to udało.  Na pewno najlepiej zrealizowanym zeszłorocznym celem jest dbanie o zdrowie, które niestety nie wyszło z mojej świadomej inicjatywy, a z wołania organizmu. Nie chcę tutaj wprowadzać atmosfery grozy i niepotrzebnego napięcia, więc od razu wyjaśnię. W 2017 roku zdiagnozowano u mnie insulinooporność i zespół policystycznych jajników i właśnie wtedy zaczęłam leczenie, niestety nietrafione. Dopiero na początku 2018 roku po zmianie lekarza, zaczęłam prawdziwie intensywną kurację.  Wiem, że każdy różnie przechodzi te zaburzenia i ich leczenie, niektórzy zupełnie bezobjawowo, ale u mnie niestety ten proces przebiegał bardzo nieprzyjemnie. Być może za jakiś czas się tym z Wami podzielę, ciągle się waham, ale jeśli się zdecyduję, na pewno zrobię to po zakończeniu całego leczenia.podsumowanie roku 2018 lekka przesada

Podsumowanie 2018, czyli kiepskie początki 

W ubiegłym roku moje zdrowie zaczęło szwankować i z tego powodu musiałam całe życie bardzo mocno przeorganizować pod siebie i swoje ówczesne, dość małe możliwości, do których nikomu się nie przyznawałam. Zrobiłam wtedy  straszną głupotę – zamiast zaakceptować fakt, że po prostu kiepsko się czuję i zwolnić, buntowałam się przeciwko własnym słabościom i parłam do przodu, podejmując nowe wyzwania (szczególnie zawodowe), bagatelizując sprawę i dostarczając sobie mnóstwa stresów, z którymi zupełnie przestałam sobie radzić. Efekt? Wyczerpanie organizmu, mnóstwo popełnionych błędów, nadmiar obowiązków, a w konsekwencji rozczarowanie sobą na całej linii. Czułam, że wszystko wymyka mi się z rąk,  że nie działam tak dobrze jak kiedyś, robię dużo głupich błędów, o które wcześniej bym siebie nie podejrzewała, a ostatecznie, że po prostu nie jestem już sobą (często słyszałam to od moich bliskich) i wszystko, co wypracowałam przez minione lata, gdzieś sobie poszło. Teraz wiem, że to co robiłam było nieziemsko głupie, ale wtedy uważałam, że nie mogę powiedzieć sobie wyluzuj i odpuścić

Pierwsza joga nad jeziorem i w ogóle w miejscu publicznym!

Jak możecie się domyślić, ta walka z samą sobą sprawiła, że realizacja planów nie poszła mi najlepiej. Zrozumiałam jednak bardzo ważną rzecz, która jest cenniejsza niż zrealizowanie wszystkich postanowień razem wziętych. Niezależnie co robię, w którym miejscu jestem i jakie mam zamierzenia najpierw muszę zadbać o siebie, a zwłaszcza o swoje zdrowie. Zrozumiałam, że dopiero gdy zatroszczę się o siebie, będę mogła być  na sto procent dla innych.  

Pierwsza publikacja w prasie!

Dopóki nie zaakceptuje siebie takiej, jaka naprawdę jestem, nie zacznę sobie wybaczać, troszczyć się o siebie i nie przestanę przejmować jak wypadam w oczach ludzi, nie będę mogła się rozwijać, dbać o innych, dobrze pracować, być dobrą partnerką, koleżanką, przyjaciółką, ani realizować się w żadnej innej z codziennych ról.

Kiedy piszę te słowa, czuję się jeszcze trochę egoistycznie, chociaż racjonalnie wiem, że to wcale nie tak. Przychodzi mi do głowy popularny przykład z nakładaniem maski tlenowej w samolocie – dopóki nie założysz jej sobie, nie będzie w stanie pomóc nikomu innemu. 

Wydaje mi się, że w całym tym biegu zaczęłam zapominać o tym, co jest dla mnie najważniejsze, dlatego niesamowicie cieszę się, że zaczęłam to sobie przypominać, a plany? Zdrowe odżywianie, regularna joga, work-life ballance, podróże, kaligrafia, nauka fotografii. Gdybym je zrealizowała pewnie biegłabym bez opamiętania dalej. 

podsumowanie_roku2018_lekkaprzesada
Pierwszy raz na Męskim Graniu <3
podsumowanie roku_lekkaprzesada_1
I na prawdziwym koncercie 🙂

Dlaczego Wam o tym piszę? 

Piszę Wam o tym, dlatego, że czasami nie wychodzi i to nie zawsze jest złe. Chociaż w tej chwili być może wydaje się końcem świata, tak naprawdę to tylko mały element czegoś, czego jeszcze nie rozumiemy. O porażkach i trudnościach mówi się ciężko. Najpierw nie chciałam tego pisać, ale później stwierdziłam, że o takich rzeczach też trzeba mówić. Czasami na dwa kroki do przodu przypadają trzy do tyłu i ma tak zupełnie KAŻDY. Nie zawsze rok musi się dobrze skończyć i dobrze zacząć. Czasami gorzka lekcja jest cenniejsza od słodkiej, bo lepiej ją zapamiętamy. Poza tym czasami potrzeba takich przerywników jak ten, abyśmy nie zwariowali myśląc, że życie wszystkich dookoła jest jednym wielkim sukcesem, a nasze serią niepowodzeń 😉 

Możecie pomyśleć, że mój 2018 był  kiepski, ale ja nie mogę tak powiedzieć. Zeszły rok był wypełniło również mnóstwo pozytywnych rzeczy, których nawet nie śmiałam zaplanować! (część z nich zawierają opisy pod zdjęciami)

Na przykład w końcu przełamałam opory przed jazdą samochodem. W tym roku przejechałam mnóstwo kilometrów po Polsce, a ostatnim krokiem było przełamanie lęku przed jazdą w mieście. Ja i czerwona strzała śmigamy teraz po Wrocławiu bez większych trudności i czuję, że w końcu jestem w pełni mobilna, a prowadzenie samochodu nie przyprawia mnie o dreszcze. Z przełamaniem stresu za kierownicą wiąże się jeszcze jedno odkrycie – ja naprawdę lubię prowadzić!  Jazda samochodem, ta samotna, stała się dla mnie bardzo relaksująca i naprawdę chętnie wsiadam teraz za kółko. Trochę (lat!) mi to wszystko zajęło, ale to tylko dowód na to, jak źle dobrany instruktor potrafi obrzydzić cały proces nauki i skutecznie odstraszyć od jazdy samochodem 😉 

Poszłam też na studia, którymi jestem absolutnie zachwycona. Za chęcią biegam na zajęcia, nawet o 7 rano w weekendy i chłonę każde słowo. To miła odmiana po poprzednich doświadczeniach ze studiami i w końcu czuję jak to jest studiować coś, co się lubi 🙂 

Rejs łódką po Wrocławiu i spojrzenie na miasto z zupełnie innej perspektywy, to był wspaniały dzień <3

Jestem wdzięczna za ten rok. Tak bardzo wdzięczna za wszystkie lekcje i informacje o sobie, których nie zdobyłabym w żaden inny sposób. Czuję, że ustawiłam swój kompas na nowo i chociaż wskazówka dalej ucieka na boku, ja widzę dobry kierunek 🙂

A jaki był Wasz poprzedni rok? I z jakim nastawieniem zaczęliście ten, który już trwa? 

 

 

Share: