O pociągach i o tym, że wszystko jest mega

pociąg 2Podróżowanie pociągiem ma w sobie to coś. Nie mówię o trzygodzinnym gratisowym przejeździe fundowanym przez szanowne koleje ani o śmierdzących toaletach. Swoją drogą, odkąd dowiedziałam się, jak funkcjonują pociągowe kibelki, moje życie nie jest już takie samo. Zupełnie inaczej patrzę na tory. O co w takim razie chodzi? Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Dzisiaj jednak chodzi o ludzi.

Siedzę w pociągu, siedzę i jadę przez pół Polski, pokonując trasę w całkiem przyzwoitym, moim zdaniem, czasie. Nic dziwnego, w końcu jadę „Błyskawicą”. Choć czuję się trochę jak na wyścigach konnych, zostawiam uwagi na temat nazewnictwa dla siebie. Ona nie. Siedzi obok mnie i mówi, że to mega śmieszna nazwa. Chyba się nie znam, ale słyszałam śmieszniejsze. Tylko jak to tu się do tego przyznać, skoro coś jest mega.

Nie mija więcej niż pięć minut i owa „megość” wszystkiego zaczyna mnie przytłaczać One, we dwie, trajkoczą jedna przez drugą, wyrzucając z siebie prędkością dorównującą owej „Błyskawicy” dużo słów. Za dużo. Żart był mega śmieszny. Nie odsłaniaj okna, bo mega świeci słońce, chociaż ono tylko przebija się zza chmur, a do oślepiającego blasku dużo mu brakuje. Przepraszam mega. Mega był też koncert, jest mega ciepło i mega chce mi się spać. Poza tym czytałam mega artykuł w gazecie i mega mi się nudzi, a ta drożdżówka jest mega niedobra.
pociąg2
W tym momencie mój przytłoczony wielkością mózg domaga się stopniowania. Czy „Błyskawica” jedzie tak szybko, jak dobry był koncert? Czy może tak wolno, że to mega nudne? Jak to wszystko może być tak po prostu mega? Gdzie trochę mniejsze kilo i większe giga. Czuję się jak na lekcji informatyki w podstawówce i przypominam sobie jednostki. Było jeszcze tera, ale nie takie w sensie ziemskim. Ziemia jest duża, a ja malutka, ale nie mega, bo niepełne sto siedemdziesiąt centymetrów nie jest złym wynikiem, ale jak tu czuć się inaczej kiedy wszystko dookoła jest takie wielkie.

Staram się zapomnieć o tym, denerwującym mnie już przez znaczne nadużycia słowie i próbuje napisać sms. tylko że telefon jak na złość próbuje korygować wpisywane przeze mnie „Magda” na „mega”, a potem kąśliwie traci zasięg.
Pójdę spać, postanawiam, i układam się wygodnie, ale wtedy ktoś wyciąga kanapkę z jajem albo dwoma (śmierdzi jakby był ich kilogram), a potem zagryza cebulą. Mam nadzieję, że nie ma w zanadrzu jeszcze kilku dekagramów makreli. W końcu przysypiam, jednak budzi mnie uprzejmy Pan z pytaniem, czy może dla mnie pięćset mililitrów zimnego piwka.Te odory zaczynają mnie denerwować, ale nie mega. Tylko kilo.

Na świecie jest tyle przedrostków. Po co tak uparcie ograniczać się do jednego?

Obrazki: https://www.pexels.com/ 

A Wy lubicie”wsiąść do pociągu byle jakiego”,  czy wybieracie inne środki transportu?

 

  • Marta

    Zupełnie nie rozumiem dlaczego przez pierwsze lata studiów jeździłam samochodem. Odkąd zmieniłam środek transportu na publiczny, wszystko stało się o niebo lepsze. Przede wszystkim wdalam się w więcej dziwnych dyskusji, niż kiedykolwiek byłam sobie w stanie wymarzyć. Najlepsze są te ze starszymi ludźmi, którym przypominasz wnuczkę. Chyba powinnam powiedziec najbardziej mega. No nic.

    • Wybaczam brak mega. Pociągowe podróże, to szerokie źródło wszelakich inspiracji. No i zawsze można poznać kogoś ciekawego 🙂

  • Autorka Hityikity

    A ja mega nie lubie jeździć pociągiem ale za to mega lubie jezdzic swoim samochodem, w którym czuje się mega komfortowo. Czego nie mogę powiedzieć o publicznych środkach transportu, w których mega przeszkadza mi tłok i zapachy…

    • Przyznaję rację. W publicznych środkach transportu najbardziej mega są zapachy. Utrzymują się dłużej niż niejedne perfumy. Bardzo mocny argument za wyborem własnego autka 🙂