inspiracje

Planowanie w Bullet Journal – początki

by lekkaprzesada-
planowanie-bullet-journal-poczatki

Lipiec to nie jest miesiąc, w którym ludzie rzucają się w wir planowania roku. Jeśli już robią coś w tym kierunku, to obmyślają jak spędzą wakacje. Jednak szkoda czekać z rozpoczęciem prowadzenia kalendarza do stycznia, skoro tak naprawdę można zacząć w każdej chwili. Może z mniejszą pompą (bo w lipcu nie ma aż takiej podniosłej aury planowania jak przy zbliżającym się nowym roku), ale tak naprawdę  nie ma na to idealnego momentu. Ja rozpoczęłam swoją przygodę z planowaniem w kwietniu.
Ostatnio  jedna z Czytelniczek poprosiła mnie, żebym podzieliła się tym, jak prowadzę Bullet Journal. Trochę się od tego wzbraniałam, ponieważ moje BuJo ciągle nie nabrało jednolitego kształtu, ale chętnie opowiem, jak wyglądają początki, co działa u mnie oraz skąd czerpię inspiracje. Mam nadzieję, że ten post rozwieje trochę wątpliwości i być może zachęci Was do prowadzenia własnego 😉 

BULLET JOURNAL, CZYLI CO?

We wpisie z planami na lato już wspomniałam czym jest Bullet Journal. Trudno przyjąć jedną definicję, ponieważ to tak elastyczne narzędzie, że każdemu może służyć do czegoś innego. U źródła,  na stronie internetowej bulletjournal.com,  znajdziemy informację, że może on być wszystkim: listą rzeczy do zrobienia, notatnikiem czy szkicownikiem. Każdy używa tego narzędzia tak, jak chce, ale jak twierdzi autor pomysłu bardzo prawdopodobne, że stanie się połączeniem wszystkich powyższych. Polecam przejrzeć tę stronę. Znajdziecie tam też wideo, które pokazuje najprostszy układ jaki można zastosować przy planowaniu.

Zdecydowanie największą zaletą Bullet Journal jest możliwość całkowitego dostosowania go do własnych potrzeb. Cyfrowe narzędzia odpadły w przedbiegu – jestem zwolenniczką ołówka i papieru. Nie wiem jak Wy, ale ja odkąd pamiętam poszukuję idealnego kalendarza. Wiecie, że nigdy nie udało mi się żadnego doprowadzić do końca? Nie spełniały też dobrze swojej roli, bo część rzeczy zapisywałam w oddzielnych zeszytach – były takie z pomysłami, bazgrołami i inspiracjami.  

planowanie_bullet_journal_1

POCZĄTKI PLANOWANIA W BULLET JOURNAL

W marcu tego roku trafiłam na bloga Kasi z worqshop.pl i tam po raz pierwszy zobaczyłam wzmiankę o BuJo. Na początku w ogóle nie byłam do tego przekonana.  Skoro nie chciało mi się wypełniać gotowych tabelek, to było wysoce nieprawdopodobne, że znajdę w sobie zapał do ich samodzielnego tworzenia i rysowania, ale … myliłam się.  To zdecydowanie najlepsze i najskuteczniejsze narzędzie, jakiego używałam. Mój Bullet Journal to rozbudowany kalendarz. Planuję w nim kolejne dni, rozpisuję listy zadań, zapisuję pomysły i cele, które chcę zrealizować. Organizuję w nim swoją codzienność, w każdym aspekcie. Robię to przy pomocy różny list, czyli kolekcji.

Kolekcje, to po prostu listy zadań związane z konkretnym tematem, które pozwalają uporządkować całe notatkowe zamieszanie. Można je spisywać na początku każdego miesiąca, zaraz za kalendarzem, na końcu notesu, albo w ogóle założyć dla nich oddzielny zeszyt. U mnie te listy są podzielone. Te, których używam na co dzień, czyli „Pomysły”, „Blog”, czy„Obserwacja twarzy”, lądują na początku każdego miesiąca, razem z wszelkimi „Trackerami”, czyli tabelkami – wykresami do monitorowania realizacji celów, nawyków i analizy nastroju. Reszta, obecnie: „Wishlista”, „Książki do przeczytania”, „Filmy do obejrzenia”, „Przepisy” mają swoje miejsce na ostatnich stronach. 

O kolekcjach nie chcę teraz mówić zbyt dużo, bo ciągle testuję schematy i obszary, które sprawdzą się u mnie najlepiej. W lipcu wprowadziłam do BuJo trackery, które mają pomóc monitorować nastroje i nawyki, na razie jestem zachwycona.

planowanie_bullet_journal_5

MÓJ BULLET JOURNAL JEST BRZYDKI

Nie uważam żeby moje BuJo wyglądało obecnie tak piękne jak te z Pinteresta, ale nie zależało mi na tym. Najpierw chciałam sprawdzić, czy to narzędzie będzie działało tak jak powinno. Kiedyś pisałam Wam o walce z chorym perfekcjonizmem. Jestem taką osobą, która ma tendencje do nadprzygotowania nawet najprostszych rzeczy. Jeśli do rozpoczęcia wystarczy zwykła kartka, klej i kredki, ja prawdopodobnie, po przeczytaniu miliona poradników zakupię specjalistyczny papier, wymyślne kredki i super hiper klej, których możliwości nie będę umiała w pełni wykorzystać na początku drogi. W niektórych dziedzinach życia takie perfekcyjne przygotowanie może się sprawdza, ale w przypadku BuJo nie ma żadnego sensu mu ulegać. Dlatego kiedy postanowiłam, że chcę spróbować, po prostu zdjęłam najładniejszy pusty zeszyt z półki, wzięłam do ręki kolorowy długopis w jedynym dostępnym kolorze i zaczęłam działać. Na początek to serio wystarczy, szkoda marnować czas i pieniądze, jeśli nawet nie wiemy, czy będzie nam to odpowiadało.

To przede wszystkim narzędzie, a walory estetyczne są jego uzupełnieniem, a nie priorytetem. Na początku chodzi tylko o to, żeby zobaczyć czy to działa. Potem można pójść o krok dalej. Ważne: u każdego Bullet Journal będzie wyglądał inaczej, dlatego warto przeanalizować jakie listy są nam potrzebne i stworzyć je na podstawie własnych potrzeb, a nie dlatego, że ktoś tak miał. Każdy prowadzi inny styl życia, jeśli nie jesteś studentką, nie potrzebujesz listy kolokwiów i egzaminów 😉 Sposób planowania musi być dostosowany do Ciebie. 

Mój Bullet Journal nie wygląda imponująco. Kartki są w linie, więc w tabelkach panuje lekki chaos (jest za dużo przecinających się kresek). Zeszyt ma też cienkie kartki, przez które wszystko przebija. Niektóre strony są zapisane koślawym pismem. Powiem więcej – każdy miesiąc to inna „czcionka”, ale uważam, że to świetny początek. Możecie podejrzeć na zdjęciach jak to naprawdę wygląda. Często pojawiają się zarzuty, że BuJo jest zbyt idealne. Wcale nie musi takie być. Ma być takie jak Ty chcesz, żeby było, a jego prowadzenie wcale nie musi pochłaniać wielu godzin. Nadmierny perfekcjonizm to wróg tego narzędzia. Nie chodzi o to, by skupiać się na detalach i kosztem ich tworzenia zaniedbywać realizację zadań. Oczywiście istnieje prawdopodobieństwo, że z czasem zaczniesz przywiązywać większą wagę do wyglądu, być może zechcesz nauczyć się rysować te dziwne szlaczki i ładne literki, ale serio, bez tego też się da. Chodzi o skuteczną realizację zadań i ogarnianie życia, nie musi z niego powstać małe dzieło sztuki.

planowanie_bullet_journal_3

INSPIRACJE

Przy tworzeniu swojego pierwszego Bullet Journala bazowałam na wpisach Kasi z worqshop. Kasia ma ogromną wiedzę w tym temacie, chętnie się nią dzieli i pokazuje kadry i przykładowy wygląd stron. Jej blog i kanał, to kopalnia inspiracji przełożona na prosty język. Na YouTube możecie obejrzeć nagrania, w których Kasia pokazuje jak zaplanować miesiąc, wyjaśnia o co chodzi z trackerami oraz dzieli się swoimi doświadczeniami. Polecam z całego serducha.

Kolejną inspiracją jest blog autorstwa innej Kasi, czyli zenja.pl. Na bloga Zenji trafiłam zaciekawiona hand letteringiem i kaligrafią. Wspominałam o tym, że to jeden z moich planów na lato, a jej strona to kopalnia piękna i inspiracji. Niedawno ukazał się wpis z przeglądem Bullet Journal, warto do niego zajrzeć i podejrzeć jak planują inne dziewczyny. Są profesjonalne planery i zwykłe zeszyty – to idealny przykład, że da się skutecznie organizować codzienność w każdym miejscu i nie trzeba do tego nie wiadomo czego. Najbardziej podoba mi się Planer Diany – to małe dzieło sztuki, a kiedy na niego patrzę przychodzi mi do głowy urocza kolorowanka, no same zobaczcie.  

Zaglądam też do Kary z Boho Berry, Amandy Rach Lee – Amanda pokazuje jak można planować i ozdabiać Bullet Journal – na przykład rysując swoje małe miasto 😉 i na Pinterest. Mało tego, bo dopiero zgłębiam temat inspiracji. Najpierw chciałam się skupić na samym narzędziu i realizacji zadań, żeby się nie „przeinspirować”. Myślę, że za jakiś czas rozbuduję ten wpis, albo stworzę kolejny o tym jak moje BuJo się rozwija. Oczywiście jeśli macie jakieś pytania dotyczące planowania w tym narzędziu napiszcie je w komentarzach, będziemy rozwiewać wszystkie wątpliwości 😉 

planowanie_bullet_journal_4


Mam nadzieję, że ten wpis okaże się pomocy przy początkach planowania w Bullet Journal i poszukiwaniu inspiracji. Jeśli macie jakieś pytania, czy wątpliwości związane z rozpoczęciem planowania napiszcie o tym w komentarzach. Chętnie rozwinę ten temat w kolejnych wpisach 🙂 

  • Ja cały czas szukam dla siebie odpowiedniego plannera. Próbowałam używać dużego kalendarza, drukowane gotowe kartki, testuję różne rozwiązania.

    • Może spróbuj zacząć z Bullet Journalem? Jeśli poszukujesz rozwiązania, może się u Ciebie sprawdzi 🙂 Wcześniej próbowałam różnych rozwiązań, jednak właściwie żadne u mnie nie działało tak, jak trzeba 🙂

  • Hehe, ja to mam brzydki bullet journal! 😛 Ciężko mi pisać ładnie! Nagłówki są wykaligrafowane, ale reszta… Kasia worqshopowa i Diana wymiatają! 🙂

    • Zenja, jakoś trudno mi w to uwierzyć! Wszystkie Twoje notatniki są przepięknie wypisane i wyrysowane! Uwielbiam na nie patrzeć. Powoli zaczynam naukę kaligrafii – dzięki Tobie! Dziękuję za kreatywne inspiracje 🙂

      • Bardzo mi miło 😀

  • agrafka

    Fajny pomysł z tym śledzeniem nawyków – odgapię 🙂

  • Mój ulubiony system planowania! 🙂 I pierwszy, z którym pracuję dłużej niż kilka miesięcy 🙂 Na początku też prowadziłam bullet journal w zwykłym zeszycie z czystymi stronami. 🙂 Znajdowałam nawet czas na to, by robić sobie kropki! 😀 Tak mi się spodobał ten system 🙂 Początki też nie były idealne, ale to nic złego. To ma być narzędzie i tak trzeba je traktować 🙂 Po kilku miesiącach próbowania w zeszytach przeniosłam się do notesu w kropki i tak sobie planuję różne rzeczy już ponad pół roku 🙂 Nie żałuję żadnej złotówki wydanej na notes z kropkami. 🙂 Dla mnie to póki co idealny system 🙂 Bardzo mnie zaciekawiła lista „obserwacja twarzy” – możesz przybliżyć co w niej umieszczasz? 🙂

    • Ooo, powiesz mi jaki zeszyt w kropki masz? Jak ten mi się skończy, to rozpocznę poszukiwania czegoś wykropkowanego z grubszymi kartkami 🙂
      W liście „obserwacja twarzy” każdego dnia zapisuję jak wygląda moja twarz z adnotacjami. Jeśli nic się nie pojawia zapisuję bez zmian, jeśli widzę jakąś niepokojącą zmianę – swędzenie, wysyp notuję co dokładnie się stało i co tego dnia jadłam. Mam problemy ze skórą i wiem, że w dużej mierze mają na to wpływ pokarmy, dlatego staram się dojść do ładu, co wywołuje u mnie takie reakcje 🙂

      • Też mam dość problematyczną kapryśną skórę na twarzy więc z chęcią spróbuję takiej listy u siebie. Dzięki za inspirację. 😉

        A jeśli chodzi o notes to zainwestowałam w notes od Leuchtturm1917. Wiem, że to nie jest mały wydatek jak na notes. Ale pracuję z nim już ponad pół roku i przy moim użytkowaniu wystarczy mi jeszcze na kilka miesięcy, więc w skali czasu korzystania to już nie jest aż tak dużo. Innych nie testowałam. 🙂

        • Dziękuję, o Leuchtturmie już sporo czytałam. Cena trochę odstrasza, także będę szukała dalej. Póki co jest moim faworytem 🙂

  • Ja też w tym roku zaczęłam prowadzić BuJo – łączę miesięczne wydrukowane planery na każdy miesiąc z własnymi zapiskami (planowanie postów na bloga, śledzenie aktywności fizycznej; plus dodatkowo staram się tworzyć w nim wstępny – bardzo wstępny – plan doktoratu – na podstawie informacji dzienników z badań terenowych i zeszytów, w których robię notatki w czasie wywiadów). Bardzo podoba mi się taki system ogarniania codzienności i już wiem, że w kolejnym roku nie wrócę do Moleskine’a, któremu byłam wierna w ostatnich latach, tylko stworzę swój idealny BuJo 🙂

    • Zastanawiałam się nad zakupem Moleskine’a i prowadzenia w nim BuJo, ale mówisz że niekoniecznie się sprawdza?
      Dla mnie właśnie to jest najważniejsze w BuJo – możliwość zamieszczenia w nim wszystkiego czego w danym momencie potrzebuję. Wystarczy dorysować tabelkę i gotowe 🙂

      • Chodziło mi o Moleskine’owy kalendarz (próbowałam taki na 1,5 roku i taki roczny i w sumie żaden nie jest idealny, stąd pomysł przerzucenia się na własny BuJo); chociaż wśród wszelakich gotowych kalendarzy Moleskine wygrywa 🙂 A BuJo – tak jak piszesz – jest idealny, bo można go dopasowywać do siebie 🙂

        • W takim systemie jak mówisz eksperymentowałam z planerami – półrocznymi, rocznymi. Nie zdało to u mnie egzaminu. Myślałam o czystym Moleskine jako zeszycie do BuJo, ale waham się też nad Leuchtturmem

          • Ja kupiłam sobie już na przyszły rok notatnik, coś w stylu Leuchtturma, znalazłam za kilka dolarów w japońskim sklepie w Auckland (coś w stylu wszystko po dwa złote :D). W linie o ile dobrze pamiętam (bo notatnik poleciał z mamą do Polski). Będę testować 🙂

          • Daj znać jak sprawdzają Ci się linie – u mnie absolutnie się nie sprawdziły. Dlatego szukam czyściocha, ale jestem ciekawa jak będzie u Ciebie 🙂

          • Teraz mam linie i jest ok; nigdy nie miałam białego, albo w kropki, dlatego nie wiem, czy bym się z nimi polubiła 😉 Pewnie kiedyś sprawdzę, żeby porównać 🙂