Madziprzygody#4 – Nie narzekaj na nudne styczniowe dni

nudne_styczniowe

Czasami, gdy nadchodzi kolejny szary styczniowy dzień, tak bardzo podobny do poprzednich, życie wydaje się niesamowicie nudne.
Masz wrażenie, że ktoś złośliwie cofa zegarek, dodając do niego ten wkurzająco — piszczący dźwięk budzika, tak żebyś ciągle przeżywała to samo i to jeszcze przy akompaniamencie znienawidzonego dźwięku. Marzysz, żeby w tym nieprzerwanym pasmie nudy pojawił się jakiś kolor. Przydałoby się trochę finezji w tym smutnym mieście. Jakiś mały skandalik albo nagłe wyznanie miłości rodem z Hollywood załatwiłoby sprawę. Takie myśli kłębią się w Twojej głowie, aż nadejdzie moment zmiany, zupełnie jak wtedy, kiedy Pani przedszkolanka przynosiła na zajęcia plakatówki, a Ty mogłaś z premedytacja zabazgrać nimi całą kartkę. Szkoda, że na przystankach nikt nie daje pasażerom farb. Zamiast tego możesz jednak spotkać kogoś niezwykłego. Jak ja wczoraj.

Gdyby nie ta chęć zmiany

Zazwyczaj się spóźniam i nadeszła pora, żeby przestać się tego wstydzić. Próbowałam, starałam się, ale patrząc na moją rodzinę, nabieram coraz większej pewności, że przywarę tę niezwykłą odziedziczyłam w genach i wyssałam z mlekiem matki. Skończyłam z buntem  i z dumną podtrzymuję rodzinną tradycję. Niezrażona spóźniam się, na co się da, zresztą nie sama, bo ze znajomą Blondynką. Ostatnio jednak postanowiłam zrobić coś niezwykłego i wyjątkowo się nie spóźnić. Tak dla rozjaśnienia tej szarości. Chociaż raz, na te ostatnie zajęcia przyjechać punktualnie, taki był cel.

Pojawił się on

Przylazłam więc na ten nieszczęsny przystanek i czekałam na spóźniający się jak zwykle autobus. Sama. Wtedy pojawił się on. Czarujący, przesiąknięty uwodzicielskim zapachem wczorajszego alkoholu, z butelką piwa w dłoni. Ubrany w rozdartą kurtkę i wystrojony w szary akrylowy szalik zagadnął nonszalancko: „Psze Pani, ten bus to już jechał?”. Nie zapytałam który, pozostając pod nieustającym wrażeniem, wyrzuciłam z siebie zduszone: „Tak”. On potraktował, to jedno niewinne „tak” jak zaproszenie do dalszej rozmowy. Widać wydawałam się odpowiednim partnerem do rozmowy, a może wyczuł, że potrzebuje porządnej dawki emocji, bo przytłacza mnie ten kolejny szary wtorek? 

Był lepszy niż kawa

Gdybyś kiedyś zastanawiała się, co działa lepiej niż kawa, oto nadchodzi odpowiedź: mój rozmówca wyjawił mi, że jest alkoholikiem, który od miesiąca nie był w domu, bo urodziła mu się córka — kolejna do kompletu z siostrą i matką wyciągarka kasy. Do dzisiaj pije za jej zdrowie. Ponadto okazał się sławnym Wrocławianinem — podobno znają go funkcjonariusze we wszystkich komisariatach w tym mieście.Dzięki niemu wiem, jak wygląda nalot policyjny, kiedy masz w domu narkotyki i broń. Jestem też sobie w stanie wyobrazić, co czujesz, gdy ktoś trzyma Ci broń przy głowie i mam stuprocentową pewność, że można ukraść wszystko, nawet rudego kota z Niemiec. Zapomniałam dodać, że kota sprowadził do swojego domu z ważnych przyczyn: ma dwie kotki (kolejne baby) notorycznie ze sobą walczące. Ktoś w tym towarzystwie musi trzymać porządek. Padło na rudego kocura Garfielda, który za świadczone usługi pobrał prowizję w postaci dwóch rybek z akwarium w kształcie kuli.

Myślicie, że na przystanku się skończyło? Ależ skąd, myśmy razem pojechali autobusem! Ja na uczelnię, on do kościoła. Kolejna próba uzyskania rozgrzeszenia, przed powrotem do więzienia. Bo tego, że wróci za kratki był pewien, otwarta pozostała jedynie kwestia, kiedy go znajdą, podobno już szukają. Wiem też, jak grube pieniądze musiał ukraść jego brat, żeby kupić mieszkanie w kiepskiej okolicy. Nie obawiajcie się! Nie martwię się o moje życie. Mój rozmówca okazał się prawdziwym dżentelmenem — powiedział, że jestem miłą i ładną młodą babką. Doradził też, żebym nigdy nie kradła.

Tak kończą się próby buntu, moje Drogie z genami się nie walczy. Same widzicie jak kończą się takie próby. Wolę się spóźniać i przepraszająco uśmiechać do prowadzących niż spędzać poranki w tak doborowym towarzystwie. Zdecydowanie. 

Takie spotkania działają lepiej niż poranna kawa, gwarantowany skok adrenaliny przy każdym porannym wyjściu na przystanek. Uważaj, kiedy mówisz, że Twoje życie jest szalenie nudne i chciałabyś, żeby stało się coś, co choć trochę je rozrusza.
Takie życzenia czasami lubią się spełniać!

  • Pingback: Bez przesady#1— Greenery i słowa, które nie istnieją i list do przyszłości | lekka przesada()

  • Marta

    W takich sytuacjach nigdy nie wiem, czy wpaść w panikę i zacząć uciekać, czy też dalej być grzeczna dziewczynka, która zawsze wysłucha… raz nie miałam wyjścia, bo na dworcu czekałam na transport w umówionym miejscu, ale pan był miły i pytał czy na pewno nie potrzebuję męża na już, bo on chętnie. Nuda jest ok i tego się trzymajmy!

    • Ja zdecydowałam się go wysłuchać i być grzeczną. Męża na już? Matko, taka okazja, a Ty nie skorzystałaś? 🙁