Nie wszyscy muszą Cię lubić

Zawsze chciałam, żeby ludzie mnie lubili. Wydawało mi się, to normalnym następstwem tego, że jesteś w porządku. Jesteś w porządku, jesteś lubiany, a jak nie jesteś lubiany, oznacza to tylko jedno: coś jest z Tobą nie tak. Kiedy ktoś wyraźnie nie darzył mnie sympatią, nie umiałam przejść obok tego obojętnie. Niby wiedziałam, że nie muszę wszystkim pasować, w końcu nie jestem ciuchem w rozmiarze oversize, ale jednak zastanawiałam się, co mogę zrobić, żeby ten ktoś jednak zmienił zdanie na mój temat. Nawet jeżeli ja też kogoś nie lubiłam, to nie widziałam sensownego wyjaśnienia, dlaczego on miałby nie lubić mnie.

 

niewszyscymusza2Oversize  jest uniwersalne, a i tak są z nim problemy. Niby pasuje wszystkim, tak twierdzą urocze ekspedientki w sklepach, które nie mając na magazynie Twojego rozmiaru próbują Cię przekonać, że to oversize,ale nie każdy lubi nosić workowate ubrania. Zawsze znajdą się amatorzy slim fit’u. Z ludźmi jest dokładnie tak samo, jak z tym nieszczęsnym oversize. Znalezienie osoby lubianej przez wszystkich to trochę jak szukanie Atlantydy albo miejsca na rynku w godzinach szczytu. Śmiałkowie ciągle próbują.

Znasz te bajery w stylu: nie jesteś Nutellą, brzoskwinią, bananem, ziemniakiem-nie wszyscy muszą Cię lubić. Uważasz, że to tylko wymówki, którymi karmią się Ci, którzy nie mają znajomych? Wiesz co? Możesz być Matką Teresą, Barackiem Obamą i Beyonce w jednym, a i tak zawsze przypałęta się człowiek, któremu coś w Tobie nie pasuje. I to wcale nie jest coś złego.On ma za szeroki uśmiech, ona za bardzo się wtrąca, a ten tamten ma taki wyraz twarzy, który rozbudza mordercze zapędy. Tak zwyczajnie. Myślę, że sam jesteś w stanie wymienić kilka osób, które trawisz gorzej niż jedzenie z McDonalda. Nic konkretnego, po prostu znielubienie od pierwszego wejrzenia.

niewszyscymusza3

Za każdym razem, kiedy widziałam, że ktoś nie odnosi się do mnie z entuzjazmem, panikowałam. Nawet jeżeli to ja nie chciałam pogłębiać znajomości, chciałam, żeby ten ktoś mnie lubił. Wiesz, trochę w stylu: Zaraz, ale jak to zrywasz ze mną? Nie! To ja zrywam z Tobą. Koniec świata. Jak ktoś może nie chcieć się ze mną spotkać? Ze mną się nie spotkać? Przecież jestem fajna.  Cholera. Pewnie gadam za dużo głupot, a może to przez sucharkowe żarty. Pietruszka na zębach? Mówię za mądrze, czy za głupio?

Myślałam, myślałam i myślałam. Najlepszym wyjściem z sytuacji wydawało się zamknięcie dzioba. Starałam się więc trochę ograniczyć, żeby nie odstraszyć ludzi. Mało mówiłam, uśmiechałam się tylko delikatnie, żadnych nagłych wybuchów histerycznego chichotu. Żadnych głupich historyjek. Dla dobra nowych znajomości. Starych też. Lepiej nie psuć tego, jak postrzegają mnie ci, których już znam. W praktyce wyglądało to tak, że po prostu się zamknęłam i nawet przebywając z ludźmi, przy których powinnam czuć się swobodnie, cały czas się spinałam. Zyskałam całkiem neutralną opinię na swój temat. Wybitnie nieśmiała, małomówna, spokojna, zawsze miła (sic!), zrównoważona. Zwykła, no najzwyklejsza na świecie. Zdarzyło się nawet żartobliwe pytanie, czy przypadkiem nie wybieram się do zakonu. Wyszło na to, że tak naprawdę nikt mnie nie zna i nic o mnie nie wie. Istniał tylko mój wykreowany, idealny,udawany wizerunek, a ja tylko chciałam być fajna, no i żeby nikt nie mógł mi nic zarzucić. *

Czy muszę mówić, jakie to było fatalne uczucie, czy może jest to już oczywiste? Nie działało. Zawsze był ktoś, dla kogo byłam za spokojna, za bardzo małomówna i chociaż niektórzy mnie za to cenili, inni nie mogli mnie znieść. Podsumowałabym to tak: jak nie patrzeć dupa z tyłu.Nigdy nie uda Ci się sprawić, żeby wszyscy Cię lubili, nawet jeżeli będziesz mówił im tylko to, co chcą usłyszeć. Nigdy nie uda Ci się w stu procentach dopasować, bo nie jesteś puzzlem.

niewszyscymusza1

Dotarło do mnie, że nie będę lekiem na całe zło i nie sprawię, że wszechświat mnie pokocha. Happy end. Koniec historii. Prawie. Jest jedna ważna sprawa, która dla Ciebie może być oczywistą oczywistością. Nie musisz się dopasowywać, żeby ludzie Cię lubili. Nawet jeśli nie będą akceptowali w Tobie wszystkiego, nie znaczy, że Cię nie zaakceptują. Uwierz, przymkną oko na wady, bo zalety będą ważniejsze. Ja nie straciłam znajomych. Udawane więzi się rozluźniły, a silne wzmocniły.

A teraz lukier: nie ma nic lepszego niż świadomość, że ktoś lubi Cię takiego, jakim jesteś i mimo wszystkich głupich nawyków, sucharków i głupot, które robisz, szczerze uśmiecha się na Twój widok, proponuje spotkania, a kiedy wyjeżdżasz, jeszcze zanim wyjdziesz za drzwi, mówi ze smutkiem w oczach: Już za Tobą tęsknię.

Miałeś podobnie?  A może zupełnie inaczej? Podziel się tym ze mną! Możesz napisać komentarz, albo maila na: madziklarowo@gmail.com. Będzie mi bardzo miło!

>Było jednak kilka kwestii w których nigdy nie chciałam się podporządkować. Kiedy w grę wchodziły używki, balans na granicy prawa, albo coś niezgodnego z moimi wartościami mogli mnie nie lubić. Wtedy miałam gdzieś co kto o mnie pomyśli.

  • Ojej, kolejny trafiony we mnie temat. W miarę upływu lat zdaję sobie sprawę jak głupim było obrażanie się na ludzi za to, że mnie nie lubią. Nie lubienie siebie za to, że nie należę do „klasowej elity”. Czuję jednak, że choć wyrosłam z tych niedorzecznych zachowań, wiele straciłam odcinając się od ludzi. Od zawsze byłam trochę na uboczu, bałam się ludzi i siebie. W wieku 24 lat mam ochotę szaleć i czuję się jakbym była w gimnazjum, bo to właśnie gdzieś tam zgubiłam cały pociąg do zabawy. Nie przeżyłam pierwszych wielkich miłości, kłótni z przyjaciółkami, wpół legalnych wypadów do klubów. Wciąż nie potrafię się odnaleźć, nie wiem gdzie chcę być. Właśnie czytam tekst w Glamour o życiu według zasady „Yolo”. Może czas się odważyć? Skoro już ustaliłyśmy, że nie dbam o to, co o mnie myślą? 🙂

  • Pingback: Co powiedzą? Przestań przejmować się opinią innych. | madziklarowo()