punkt zwrotny - rozwój i myślenie

Dlaczego nie pozwalamy ludziom na słabość?

by lekkaprzesada-
nie-pozwalamy-ludziom-na-slabosci

Nie pozwalamy ludziom na słabość, dopóki nie osiągną ogromnego sukcesu albo stosownego wieku. Nie możesz być zwykłą kobietą, ze zwykłym domem, zwykłą rodziną oraz całkowicie przewidywalną pracą i się wypalić, bo zwykli ludzie nie mają do tego powodów.

Stanowczo zbyt często wyrokujemy na temat tego kto, kiedy i gdzie może poczuć, że rzeczywistość go przytłacza. Mierzymy swoją miarą, wiemy co nas doprowadziłoby na skraj wyczerpania, a co zupełnie nie miałoby wpływu na nasze funkcjonowanie i na tej podstawie dajemy zakazy, i przyzwolenia otoczeniu. Czujemy się głosem rozsądku, który sprowadza na ziemię przesadnie zrozpaczonych życiem i daje im światełko w tunelu, ale czasami, być może nieświadomie, wbijamy szpilę i bagatelizujemy problem drugiego człowieka.

Czy możesz czuć się źle już teraz?

To, że możesz poczuć wypalenie dopiero po 20 latach pracy, zmęczenie po miesiącach brania nadgodzin, czy bezgraniczny smutek tylko wtedy, gdy wszystko wokół rozpada się na małe kawałki, wcale nie jest prawdą. Jeśli czujesz się zmęczona, to jesteś zmęczona. Jeśli przytłacza Cię życie, to znaczy że jest ono przytłaczające, niezależnie od tego czy ilość zobowiązań i problemów, które niesiesz na barkach jest proporcjonalna (lub większa) do tych dotykających innych ludzi. Nie musisz robić właściwie nic nadzwyczajnego żeby być wyczerpaną. 

Co ty możesz wiedzieć o życiu?

Zaczął się rok szkolny, zaraz zacznie się akademicki, więc do głowy przyszło mi takie szkolne wyjaśnienie sprawy. Problemy o których wspominają dzieci, czy nastolatki są sprowadzane na margines nie tylko przez dorosłych, ale też starszych kolegów, czy koleżanki, bo zawsze ktoś wie lepiej. Życie na każdym etapie edukacji i pułapie wiekowym jest bardziej wymagające. Oczywista oczywistość. Trudno wymagać od siedmiolatki, aby obrała szerszą perspektywę, chociaż uczucie którego doświadczyła przestępując po raz pierwszy próg klasy i odsiadując na niewygodnym krześle 45 minut, to dopiero przedsmak tego, co czeka ją w przyszłości. Nie powinna narzekać, prawda? Na studiach ćwiczenia trwają półtora godziny, a w pracy to już w ogóle siedzi się osiem godzin na dupie.  Dlatego nie można mieć problemów w podstawówce, gdy rówieśnicy tworzą z życia polskojęzyczny odpowiednik tandetnej amerykańskiej komedii, gdzie popularsi gnębią nudziarzy. Niewskazane jest też narzekanie na ilość nauki w liceum, czy stres przed maturą, bo na studiach taka matura jest co pół roku. Ale czy na studiach jest lepiej? Gdy masz już ponad dwadzieścia lat, kilka prac za sobą, może w końcu czujesz, że masz prawo powiedzieć o tym co cię męczy, co dzieję się w środku kiedy spędzasz kolejne godziny analizując dane do licencjatu albo na miękkich nogach idziesz obronić swoją pracę? Nic bardziej mylnego – licencjat? Pfi! Poczekaj do magisterki! Magisterka? Pfi – doktorat dopiero da Ci w kość! A co ma powiedzieć taki profesor superhabilitowany, który już osiągnął wszystkie szczeble na drabinie naukowej? Czy jemu ktoś w końcu nie powie, tego drażniącego uszy „pfi”? Dopiero zobaczysz co to znaczy nauka?

czuć

Mniej ważne problemy

Tylko na danym etapie życia i rozwoju to właśnie te błahe problemy są najważniejsze. Ciągnący za warkocze chłopak z piątej klasy, powoli wkraczające  w świat alkoholu starsze towarzystwo, które namawia do wypicia, wymagający profesor na pierwszym roku studiów, charakterny szef na pierwszym stażu, to nie są gorsze problemy – dla osoby, która ja przeżywa są najważniejsze na świecie. Czy ktoś, kto ma dwadzieścia kilka lat może być rozczarowany życiem? Za mało widział, za mało przeżył. Nastolatek nie może mieć depresji. Bo smutki młodego wieku, to nie są prawdziwe smutki? Są, oczywiście że są. Depresja, czy inne choroby nie pytają o wiek, status, ani wykształcenie.

Nie trzeba być grubą rybą w skórzanym fotelu i spędzać dni pracujących na dziesiątym piętrze błyszczącego wieżowca, żeby być wyczerpanym. Nie trzeba mieć dziesiątki dzieci żeby poznać trudy macierzyństwa, nie trzeba pracować czternaście godzin dziennie, żeby być zmęczonym. Właściwie, nie trzeba robić nic nadzwyczajnego, żeby być wyczerpanym.

Czuję, że nie mogę

Słyszałam kiedyś, na przystanku w deszczu, taką rozmowę telefoniczną, w której emocje i łzy wzięły górę. Co jest nie tak? Mam wszystko: stałą pracę, perspektywy, kochającego partnera, dom, wakacje za granicą, niełamiące się paznokcie, figurę modelki i zdyscyplinowany język w gębie, więc dlaczego płaczę? Dlaczego czuję smutek, chociaż powinnam czuć szczęście. Nie mam prawa się tak czuć, jak w ogóle mogę głośno o tym powiedzieć, kiedy wszyscy dookoła mają poważniejsze problemy. Choroby, rozstania, długi, bezrobocie, to są prawdziwe problemy, przez nie można czuć się źle. Zresztą kto to zrozumie? Chyba mi się poprzewracało. Ja nie mogę tego czuć skoro mam wszystko, co daje ludziom szczęście.

Chciałam jej powiedzieć: Jasne, że możesz. Po prostu to czujesz i już. Nie ma zielonych papierów na odczuwanie wypalenia rozdawanych po przepracowaniu dziesięciu lat na jednym stanowisku. Nikt nie daje karnetu do zbierania naklejek na pakiet zmęczenia, przy zakupach za więcej niż 50 zł w LIDLU. Nie trzeba odstać swojego w kolejce do urzędu miasta żeby dostać upoważnienie do przeżywania smutku. Takie rzeczy się czuje i już. Niezależnie od stanowiska, wieku, czy wykształcenia. 

czuć

Przyzwolenie na narzekania

Absolutnie nie chodzi mi o to, żeby pójść z nurtem zbiorowego nieszczęścia i narzekania, poklepywać narzekających na wszystko po głowie i utwierdzać w przekonaniu jakie życie jest złe i krzywdzące. Chodzi po prostu o to, żeby nie wyśmiewać cudzych problemów. Wysłuchać (albo i nie) tego co ktoś czuje i pozwolić mu to poczuć. Nie wmawiać, że nie może czuć smutku, bo ty byś go nie czuła, nie odbierać prawa do zmęczenia, bo ciebie coś nie męczy. Trudno przyznać się do takich emocji, nikt nie lubi mówić o tym, że sobie z czymś nie radzi,  a kiedy to odsłonięte podbrzusze zostanie zalanie drwiną, zdusi to głęboko w sobie i dziesięć razy zastanowi zanim po raz kolejny komuś o tym powie. A wystarczy nie oceniać. Wygłosić złote rady dopiero kiedy ktoś o to poprosi. Nie zabijać drwiącym śmiechem czyjegoś poczucia beznadziejności, którym postanowił się z nami podzielić. O ile szczęśliwszy będzie świat kiedy pozwolimy ludziom na czucie tego, co czują. Bez wmawiania, że nie mogą tego czuć. Nie ma lepszych, czy gorszych problemów. One są inne, ale nadal tak samo ważne. 

Dlaczego nie pozwalamy ludziom czuć słabości? Jak myślicie? Jestem bardzo ciekawa waszego zdania na ten temat.