„Moje córki krowy”, czyli obraz prawdziwy

krowa

Moje córki krowy. Tytuł dość specyficzny.  Czy pomiędzy „córki” i „krowy” zabrakło „i” ? Nie. To celowe. Takie ich rodzinne powiedzonko. Krowa przewijała się cały czas, aż mi się mleka zachciało, a miałam tylko popcorn.

Wszelakie spoty reklamowe kazały mi myśleć,że to komedia, ale od początku czułam, że coś tu śmierdzi, i nie, nie był to krowi placek.

Weszłam z uśmiechem na twarzy, a wyszłam z zamętem w głowie. Blondynka też. Zazwyczaj obie gadamy dość dużo, ale po wyjściu jakoś żadna z nas nie za bardzo wiedziała co powiedzieć. Uwierzcie, to zdarza się bardzo rzadko. Wyobraźcie sobie dwie baby, mieszkające ze sobą, które ,jakby jeszcze było im mało, w ciągu dnia esemesują i dzwonią do siebie. Kurde, nawet jak jedna się myje, to druga często stoi pod drzwiami i ze sobą gadamy. Rozumiecie? No to wyobraźcie sobie, że obie nas zatkało i byłyśmy przez chwilę cicho.

Gdybym miała powiedzieć jednym słowem, jakie uczucia ogarnęły mnie po obejrzeniu tego filmu odpowiedziałabym , że mieszane.

Za dobra w precyzowaniu emocji to chyba nie jestem, co? Co Wam będę oczy mydlić.
Po wyjściu byłam zdecydowanie skołowana i przytłoczona. Dlaczego?

  1. Dobrze zagrane

Oglądając wiele filmów widać w nich sztuczność prezentowanych relacji. Nie ma się co dziwić, obcy ludzie mają nagle zagrać zakochany żonę i męża albo kochającą się rodzinę. W „Moje córki krowy” było inaczej.  Racjonalna twardzielka, rozhisteryzowana alkoholiczka, życiowy nieudacznik zalatujący pospolitym głąbem, zbuntowany nastolatek, ojciec despota. Powinna z tego wyjść infantylna komedia, w której co chwilę mamy świńskie żarty, bitwy na jedzenie, szarpanie za włosy. Co mamy? Stonowaną opowieść, taką na nasze realia, z dobrze zagranym przeklinaniem. (Tutaj dla przypomnienia moje dywagacje o przeklinaniu). Ludzie często klną w filmach na siłę. Nie wiem, może mają narzucony limit, że muszą użyć określona ilość tego typu epitetów, ale często jest to sztuczne i rażące. Tutaj tak nie było. Wielkie brawa.

  1. Brak oklepanej ckliwości

Świetne zaaranżowana była jeszcze jedna rzecz. Nikt nie narzucał kiedy mamy płakać. Nie było ani jednej sceny, której można by przykleić transparent „Teraz się rozpłacz”. Chociaż większość akcji rozgrywała się w szpitalu, nie zastosowano tu łatwych trików, mających kierować naszymi emocjami. Pominięto manipulację muzyką, czułe odczytywanie listów spektakularne pojednania i inne tego typu zabiegi, przy których cała sala się wzrusza i wybucha płaczem. Mimo to ludzi płakali, a chwilę potem się śmiali, przez te łzy. Czasami nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać.

  1. Przytłaczająco prawdziwe

Pierwsza myśl. Przesada. Za dużo problemów na raz. No bo ile problemów może mieć jedna osoba? Weźmy postać Marty (Agata Kulesza). Kobieta sukcesu : aktorka serialowa, samotnie wychowująca córkę, samochód, mieszkanie. Lodzio miodzio?
No nie powiedziałabym. Co jeszcze Kinga Dębska dorzuca do jej życia? Depresję, problemy w relacji z mężczyznami, z córką, z siostrą, problemy w relacji z ojcem, który oczywiście problemu nie widzi. Mało? No to jeszcze na dokładkę dorzucamy konieczność utrzymywania w racjonalnym porządku życia siostry histeryczki, chorego ojca, który potrafi splunąć Ci w twarz i nazwać Cię idiotką. Tak jest z każdą postacią. Prawdziwe jest też pokazanie zachowań. Bo widzicie, kiedy ludzie starsi są chorzy, nie zawsze stają się kochani i mili, nie udzielają na prawo i lewo życiowych mądrości, nie wysyłają gołąbka pokoju dla świata i nie jednają się ze wszystkimi. Za to często potrafią wyzwać Cię od najgorszych i robić na złość. Jak duże, rozkapryszone dzieci. I co tu zrobić kiedy kogoś kto trzymał Cię w ryzach i uczył życia jest przez Ciebie przekupywany wafelkiem żeby zjadł obiad?

  1. Postać głupka

Wiecie, jak ciężko zagrać dobrego głupka? Ukłon w stronę Pana Dorocińskiego, który świetnie sprawdził się w tej roli, z fryzurą na grzyba dodającą „charakteru”. Taka pierdoła, której życie kręci się wokół niczego, nie ma nic mądrego do powiedzenia, do zrobienia, po prostu sobie jest. Głupkiem. Działa mechanicznie jak szczoteczka do zębów, a jego: „chujna z grzybnią, pierdolę jadę do Anglii” jest kwintesencją postaci buca.

Polecam zobaczyć, jeśli chcecie dostać w twarz kulą do kręgli złożoną z problemów ludzkich i uświadomić sobie, ku własnej rozpaczy ile z nich macie sami, a także jeśli chcecie oswoić się z tym, co prawdopodobnie was czeka i zobaczyć, że jakoś da się przez to przejść.

Wybieracie się do kina, a może już widzieliście? Dajcie znać w komentarzach, co myślicie o tej obsypywanej nagrodami produkcji.

Źródło obrazka : https://unsplash.com/

  • Marta

    Byłam wulkanem emocji, czego zupełnie się nie spodziewałam, bo na mnie działa tylko muzyka w filmie. Szczerze mówiąc, nie pamiętam nawet, czy w tym filmie była muzyka, czy jej nie było. Pamiętam za to płacz, w czasie którego śmiałam się do rozpuku. Było mi smutno i wesoło jednocześnie, coś czego nie doświadczyłam jeszcze nigdy, naprawdę. Dlatego właśnie ten film mnie poruszył. I sprawił, że od razu po wyjściu z kina miałam ochotę zadzwonić do mamy, powiedzieć, żeby dbała o siebie, poszła do lekarza, bo patrzenie na cierpienie obcych mi ludzi sprawiło mi ogromny ból. Co będzie, kiedy będą to moi bliscy? Teraz już umiem sobie to wyobrazić, a wiadomo, że każdy chce mieć ich jak najdłużej przy sobie!

    Zachwycające są w tym filmie dla mnie dwie role. Dziędziel, o którym powiedziałam po seansie, że robi ten film. Gdyby nie jego kwestie, nie byłoby efektu śmiechu przez łzy. I Kulesza. Dla mnie świetna w każdej roli, ale jej podejście do życia i śmierci w tym filmie było takim, jakie sama chciałabym mieć. Gdzieś zza całej otoczki zimnej sukowatości przebijała się niezwykła wrażliwość – cieszenie się każdym momentem kruchego życia i akceptacja śmierci.

    Dla mnie bomba!

    Ps. Nienawidzę tych disqusów! Od kilku postów staram się skomentować, ale dopiero dziś mi się udało, po długiej procedurze odzyskiwania hasła :D.

    • Oj też chciałabym mieć takie racjonalne podejście do takich sytuacji jak postać grana przez Agatę Kuleszę. Tak właściwie, to też nie wiem czy była muzyka. Na pewno na końcu coś leciało.
      Przepraszam za utrudnienia 🙁
      Disquss wydaje (wydawał) mi się najprzyjaźniejszym rozwiązaniem systemu komentowania 🙁