#Środa z książka – „Milion cudownych listów”. Pomaganie listami

milion_cudownych_listow

Pora na kolejną odsłonę cyklu #Środa z książką. W poprzedniej odsłonie mogłyście przeczytać o książkach: „Furia mać!” i „Lekcje Madame Chic”. Książka na dziś to „Milion cudownych listów”. Teksty z tej serii będą pojawiały się na blogu co dwa tygodnie. To nie jest tak, że nie wyrabiam się z czytaniem. W tygodniu zdarza mi się czasami przeczytać nawet dwie książki. W ogóle jestem z tych dziwnych ludzi, którzy mają zaczęte pięć książek jednocześnie. Dlaczego więc co dwa tygodnie? Część książek, które czytam to książki specjalistyczne, z których się uczę, a w ramach środy z książką dzielę się z Wami książkami lżejszymi, przy których można się zrelaksować albo przemyśleć pewne sprawy.

„Milion cudownych listów”

Od roku korzystam z abonamentu Legimi. To naprawdę świetna sprawa. Chyba stworzę o tym osobny tekst. Takie e-czytanie, ma dla mnie zdecydowanie więcej plusów, ale jest jeden poważny minus, który na co dzień lekceważę — brak papierowych kartek i zapachu książki. Kiedy czuję głód papieru, po prostu robię sobie e-przerwę i wyruszam do biblioteki albo księgarni. Lubię przyglądać się książkom i ich okładkom. Ostatnio przepadłam, trzymając w rękach różowe maleństwo, którego tytułu nie pamiętam. Różowa okładka, tytuł spisany czarną czcionką o lekko fikuśnym kroju, a jedynym ozdobnikiem była czarna sukienka, wykonana z pluszowego materiału! Głaskałam ją dobre kilka minut! Podczas jednej z takich przechadzek zobaczyłam na liście bestsellerów Milion cudownych listów. Listy mają coś w sobie coś tajemniczego. Są przepełnione emocjami po brzegi. To takie prywatne wiadomości, w których przekazują cząstkę siebie. Odsłaniamy kawałek swojej duszy. Chociaż nie przypominam sobie, żebym sama napisała do kogoś list, to muszę przyznać, że lubię je czytać. Pomimo tego, że czuję się wtedy trochę jak dziecko, które przed obiadem z wypiekami na twarzy kradnie cukierka z szafki i mam takie wrażenie, jakbym robiła coś zakazanego. Podglądała kogoś, poznawała jego tajemnicę, bo list to coś prywatnego, co zachodzi między dwiema osobami. Listy są warte przezwyciężenia tego uczucia.

Skąd pomysł na milion listów?

Nie wiem, czy słyszałyście kiedyś o tym nieszablonowym pomyśle Jodi Ann Bickley. Jodi mając dwadzieścia kilka lat, dostała czerwoną kartkę od życia. Ugryzł ją kleszcz. Tak po prostu. Niby nic wielkiego, kto z nas nie miał kleszczowej przygody po spacerze w lesie czy na łące, ale dla Jodi małe ugryzienie miało to katastrofalne skutki — zapalenie mózgu, a potem paraliż prawej strony ciała i nieustannie ciągnące się komplikacje zdrowotne. Stała się uzależniona od wszystkich dookoła. Nie mogła się umyć, ubrać, zjeść. Dla każdego, a już szczególnie dla osoby aktywnej, która nie może usiedzieć w miejscu, to było prawdziwe piekło. Kiedy pojawiły się myśli samobójcze wpadła na pomysł Miliona cudownych listów, postanowiła, że do każdego, kto tego potrzebuje, wyśle uścisk w kopercie, nieważne czy ten ktoś będzie z Afryki, Australii czy Kambodży. Pomysł wypalił. Jodi żyje i dalej pisze listy.

milion_cudownych_listow
Listy napisane przez Jodi. Zdjęcia pochodzą z jej strony: www.onemillionlovelyletters.com

Pomaganie słowem

Z każdej książki staram się wyciągać coś dla siebie. Nie interesuje mnie po prostu wątek, postacie i zakończenie. Wierzę, że w każdej historii mogę znaleźć coś dla siebie. Czasami lepiej zrozumieć czyjąś postawę, spojrzeć z boku na pewne sytuacje albo po prostu odebrać impuls do zmiany.

Rozumiem sytuację Jodi. Nie lubię być od kogoś zależna. Lubię działać, robię dużo rzeczy na raz. Czuję się pewnie, mając poczucie kontroli nad swoim życiem i tym, co robię. Nie wyobrażam sobie, funkcjonować tak na stałe, a ona nie miała innego wyjścia. Mimo wszystko  znalazła w sobie siłę, żeby pomagać innym. Siedząc samemu po uszy w bagnie wyciągnąć rękę do kogoś, kto ma gorzej? To nie jest łatwe.

 

Cudowne słowa

Wszyscy mamy problemy, z którymi czasami nie umiemy sobie poradzić. Myślimy, że jesteśmy beznadziejni, bezwartościowi i czasami potrzebujemy, tylko żeby ktoś nas wysłuchał. Ktoś obcy, bo takiej osobie łatwiej powiedzieć co nas boli. Nie trzeba działać cudów, żeby pomóc. Czasami wystarczy dać świadomość, że jest się obok. Popatrzeć komuś w oczy, złapać go za rękę albo napisać miłe słowo. To wystarczy. Dobre słowo naprawdę pomaga.

Dookoła widzę tylu ludzi, którzy robią wspaniałe rzeczy, ale boją się je pokazać światu, albo pokazują, ale czują się niedoceniani i z tyłu głowy ciągle rozważają rezygnację. Potrzebujmy pochwały i akceptacji. Chcemy czuć się doceniani i potrzebni. Zewnętrzne sygnały, że to, co robimy ma sens, jest niezwykle ważne. Naszą aprobatę dla czyjeś działalności wyrażamy najczęściej lajkami, a gdyby tak od czasu do czasu napisać komuś, że jest dobrze, że za tym lajkiem kryje się żywy człowiek, który docenia pracę i zaangażowanie. Uwierz, takie miłe słowa dodają skrzydeł.

Czy warto czytać?

Tak. Książka jest też bardzo szczera, autorka dzieli się różnymi szczegółami ze swojego życia. Nawet tymi intymnymi. Widać, że chce dać od siebie jak najwięcej. Czuć od niej tę chęć dawania wsparcia i pomocy. Myślę, że takie pomocowe podejście do życia jest zaraźliwe. Wspieranie słowem też.

Wiesz, że Jodi dalej pisze swoje listy? Jeżeli chcesz otrzymać swój list od autorki Miliona cudownych listów wystarczy, że do niej napiszesz. Możesz też poprosić o list dla kogoś innego. Pod tekstem wkleję link do strony Jodi.

Myślę, że to wspaniałe uczucie, otrzymać taki list, pełen miłych słów. Tak dla odmiany, zamiast ciągłej korespondencji z banków, spółdzielni i programów lojalnościowych. Zastanawiam się, czy macie podobne odczucia? Zdarza Wam się pisać listy, czy nie lubicie uzewnętrzniać swoich emocji?

Strona Jodi: www.onemillionlovelyletters.com

Książkę możecie kupić tutaj:

Wersja papierowa: „Milion cudownych listów” Jodi Ann Bickley
Wersja elektroniczna: „Milion cudownych listów” Jodi Ann Bickley

Są to linki afiliacyjne. Kliknięcie w nie nic nie kosztuje, a ja otrzymam za to kilka groszy na waciki 😉

 

  • Marta

    Ale przepiękna historia. Widziałam tę książkę już w kilku miejscach, jej okładka ciągle gdzieś mi się przewijała, ale nie zainteresowałam się o czym jest. Super, że o niej napisałaś, bo teraz jestem pewna, że chcę ją przeczytać! U mnie z listami jest podobnie, jak u Ciebie. Uwielbiam je czytać, pisać przestałam dawno temu. Jeśli chodzi o takie książki z listami to bardzo polecam korespondencję Małgorzaty domagalik z Januszem Leonem Wiśniewskim. Nie pamiętam tytułu, ale złapałam kiedyś ja kiedyś na taniej książce i bardzo zapadła mi w pamięc !
    Ps. Książka, która sobie macałaś to „9 kobiet jedna sukienka”. Macam sobie właśnie codziennie przed snem haha niedługo zdam relację!

    • Zobaczyłam tę okładkę w okolicy Walentynek i skojarzyła mi się z romansidłem. O korespondencji Małgorzaty Domagalik z Januszem Leonem Wiśniewskim już gdzieś, kiedyś słyszałam, ale zupełnie o tym zapomniałam! Dobrze, że o niej wspomniałaś 😉 Ooo, to właśnie ta książka! Co ja bym bez Ciebie zrobiła, czekam na relację 😀

  • Kupiłam książkę, bo znalazłam pozytywną opinię na jednym blogu i cieszę się, że jest tych recenzji coraz więcej, bo to oznacza, że to był dobry wybór 🙂 Jeszcze nie miałam czasu usiąść i przeczytać, ale w marcu już na pewno to zrobię 🙂

  • Brzmi zachęcająco, sięgnęłabym po nią! 🙂
    O tak..zapach kartek z książek to jest to! <3

  • Już tyle raz przymierzałam się do Legimi i e-czytników, że chyba nie zliczę! Ale zawsze przypominam sobie o tym, jak straszną jestem osobą pod względem chęci posiadania książek. Żadnego minimalizmu! 😀 Może w końcu się przekonam, co? Bo już brakuje mi miejsca na książki.

    Historia książki jest cudna! Listy lubię pisać i lubię czytać. I myślę sobie, że nawet kilka zdań napisanych na kartce ma duże znaczenie. Lubię wracać do pocztówke, kartek śwątecznych i listów, które kiedyś otrzymałam.

  • Bardzo dziękuję za zwięzłe i przejrzyste wytłumaczenie tego tematu.

    • Przejrzyste wytłumaczenie tematu treści książki? 😉 Ależ proszę, miłego czytania 😉