inspiracje, punkt zwrotny - rozwój i myślenie

Matura po raz drugi-jakie to uczucie?

by lekkaprzesada-

Są w życiu takie rzeczy, co do których przysięgamy sobie, że już nigdy więcej do nich nie wrócimy. W moim rankingu, na pierwszym miejscu, znajduje się egzamin na prawo jazdy. Część praktyczna, żeby nie było wątpliwości. Potem jest długa, długa, ale nie aż tak bardzo długa przerwa. Kolejne zaszczytne miejsce zajmuje matura. Te zadania zostały „zaliczone” raz, no może nie do końca, ale miało ich już nie być. Koniec. Zamknięty rozdział, bez powrotów. Pamiętam uczucia, które mi wtedy towarzyszyły. Trochę skrajne, w przypadku prawka, wypowiadane słowa były zdecydowanie nie cenzuralne,
ale pointa była ta sama. Śmiech przez łzy i przeświadczenie, że już nigdy, przenigdy tego
nie powtórzę.

Ale w życiu jak to w życiu. Różnie bywa. Powrót okazał się konieczny. Całe szczęście padło na numer dwa, czyli maturę. Tak oto, po dwóch latach postanowiłam ponownie postawić stopę na świętej licealnej ziemi i ponownie zmierzyć się z egzaminem dojrzałości. Teraz naprawdę wynikał on z mojej dojrzałości do pewnych decyzji, nie tylko z pompatycznego tytułu nadanego przez ministerstwo.

  • Matura po raz drugi, czyli powroty są ciężkie

matura po raz drugi, czyli powroty są ciężkiePowroty są ciężkie. Jak to mówią: nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Co jednak jak  się wejdzie? Ano dostaje się dobrą lekcję życia. Wiesz, taką, którą pamięta się jeszcze długo. Bardzo długo. Pewnie zastanawiasz się, po co Ci to wszystko mówię. Przecież ponowne podejście do matury to nic takiego. Ludzie powtarzają ją po kilka razy i żyją. Otóż dla mnie to było coś strasznego. Komuś, kto przez pół życia należał do gatunku tych „ambitnych” i zdawał wszystko „śpiewająco” nie jest łatwo pogodzić się z koniecznością powtarzania czegokolwiek. Chciałabym opisać Ci tę szeroką gamę uczuć, która przelewała się przez moją głową w ten majowy weekend, ale tak naprawdę było tylko jedno uczucie. Wstyd. Najzwyklejszy na świecie wstyd. Co będzie, jeśli spotkam któregoś ze swoich nauczycieli, polonistkę na przykład ?! O matko. Taki wstyd. Co ja im powiem, jak się wytłumaczę, że znowu piszę maturę?  Wiesz co? Spotkałam swoją nauczycielkę. Wiesz kogo? Polonistkę. Wiesz, co jej powiedziałam? Prawdę. Że chcę iść na drugi kierunek, bo pierwszy nie do końca spełnia moje oczekiwania. Wiesz, co ona na to? Ucieszyła się, że mnie widzi. Nawet trochę się wzruszyła, a potem powiedziała, że trzyma kciuki, żeby mi się udało, że jest ze mnie dumna, ze wszystkich ambitnych uczniów, których miała. Powiedziała jeszcze kilka innych bardzo miłych rzeczy, uścisnęła mnie i poszła. Tak po prostu, bez wrednych uśmieszków i kąśliwych uwag. Inni też się nie śmiali. Nikt nie powiedział, że to wstyd, że poniosłam klęskę. Wszyscy się uśmiechali i kręcili głową, ale z aprobatą. Nawet Panie sprzątaczki!
No może tegoroczni maturzyści mieli dziwne miny. Myślę, że się bali. Tego, że ich też może czekać powrót. Są usprawiedliwieni.

  • Człowieku, nie męcz się!

człowieku nie męcz sięWiesz, o czym jeszcze przypomniała mi matura? O tym, jak łatwo przemęcza się organizm. Uczyłam się przez tydzień, może dwa. Nie zbyt intensywnie. Jednego dnia poświęciłam na naukę osiem godzin. Mało mnie to nie zabiło. Po niecałych dwóch tygodniach takiej „nauki” czułam się wykończona. Miałam wrażenie, że mój mózg spakował walizki i za chwilę wyjdzie z mojej głowy, pomacha mi na pożegnanie, a potem wsiądzie do pociągu byle jakiego, ściskając w ręku kamień zielony i odjedzie w siną dal. Dwa lata temu spędziłam na takiej maturalnej nauce kilka miesięcy, śpiąc po kilka godzin i dawałam radę. Pomyślałam, że się starzeję. Potem jednak doszłam do wniosku, że zmądrzałam. Bez fioletowych sińców pod oczami chyba bardziej mi do twarzy.

  • Człowiek to stadne zwierzę

człowiek stadne zwierzęJest jeszcze jedna rzecz. Rok zdawania matury to chyba rok, w którym prawie nie spotykałam się i nie rozmawiałam z ludźmi. Wiele imprez odbyło się beze mnie, a znajomości, naturalną koleją rzeczą się rozluźniły. Wtedy na wszystko było za mało czasu. Na karpia i kluski z makiem i bicie się jajkami też. To wyłącznie się z życia było złe. Brakowało mi mojego stada.

  • Maturalna lekcja życia

maturalna lekcja życiaPora na podsumowanie. Podsumowanie jest dobre, bo zwiastuje koniec, a ten zazwyczaj jest wyczekiwany. Bohater opisywanego przeze mnie fragmentu… Przepraszam, taka pozostałość po maturze. Co dało mi dopisanie matury? Mam nadzieję, że przede wszystkim pewny bilet na drugi kierunek studiów. Co jeszcze? Świadomość, że powrót i powtórzenie czegoś, tym czymś jest także matura, nie zawsze oznacza wstyd. I? Przypomniała mi, jak bardzo doceniam ludzi których mam wokół siebie. Przyjaciół i znajomych. Tych widywanych często i raz na jakiś (dłuższy) czas. Przyjazne buźki, którym mogę wysłać zdjęcie kota albo po prostu się do nich odezwać.
Mieć do kogo się odezwać. To bardzo ważna sprawa. Nie spieprz tego.

  • Rok po maturze chciałam podchodzić ponownie. Nie z konieczności, a czystej ambicji. Chciałam też napisać rozszerzoną z polskiego. Odpuściłam. Kierunek studiów zmieniłam, a po ukończeniu wybrałam magisterkę w jeszcze innej czterdzieści l dziedzinie. Matura drugi raz potrzebna nie była. Ale chętnie bym do niej podeszła. Nawet dla emocji. Egzaminy są stresujące, ale nic nie równa się z obroną pracy. Cieszę się, że zdecydowałaś się na poprawkę. Będzie ci lżej 🙂 trzymam kciuki za wynik 🙂

    • Ja właśnie pisałam rozszerzoną z polskiego po raz pierwszy. Angielski poprawiałam właśnie z czystej ambicji. Nastraszyłaś mnie trochę tę obroną pracy. Dziękuję za trzymanie kciuków 🙂

      • Spoko luz 🙂 ja się broniłam w języku obcym. Choć bliższy mojemu sercu, pod stresem bywa kosmicznie trudny. Ale dało radę na 4,5, więc chyba w czymś jestem dobra 🙂

        • Myślę, że nie tylko pod stresem. Gratuluję! Chyba? 4,5 to świetny wynik. Więcej wiary w siebie dziewczyno!
          Muszę uważać z obcojęzyczny wstawkami, żeby nie robić wstydliwych błędów!

          • Bez stresu jest dla mnie jak pierwszy, choć teraz trochę „zardzewiałam”. Właściwie, to brakuje mi studiów dziennych i filologii. Zawsze brakuje nam czegoś, co w danym czasie było dobre, tylko dostrzec nie potrafiliśmy. Jestem z tych dziwaków co lubią się uczyć i spędzać czas w szkole. Dla mnie to 4,5 było bardzo zadowalające, ale… to nie 5. Po dodaniu oceny z samej pracy dostałam do dyplomu 5, ale to nie to samo. No cóż. A z błędami, to faktycznie, tu ich lepiej unikać 😀

  • Pingback: Klarowna sobota #5 - podsumowanie (kilku) tygodni | madziklarowo układa()

  • kola213

    Jeśli przygotowujecie się do matury polecam te podręczniki http://www.taniaksiazka.pl/t/motywy-literackie-matura/