Masz zaproszenie do grona znajomych…

handOd nieznajomego. Zaakceptujesz, odrzucisz czy pozostawisz go w fejsbukowym czyśćcu? Wybór nie jest łatwy, a może jest?
Wiesz co zrobi większość. Naciśnie ten magiczny guziczek „potwierdź”, który w przeciwieństwie do guziczka „usuń” jest ładnie podświetlony i zachęca.

Są takie okresy w życiu człowieka kiedy liczba jego zaproszeń do grona znajomych drastycznie się zwiększa. Po imprezie, po spotkaniu, kiedy idziemy do nowej szkoły albo na studia. To ma sens. Poznajemy kogoś, chcemy utrzymywać z nim kontakt, więc go zapraszamy do naszego małego, fejsbukowego światka. Taka jest idea, jak to z ideami bywa  ma także swoich fanatycznych wyznawców.

Czy słyszeliście kiedyś o takim wynalazku jak „liczba Dunbara” ?
Pojęcie to  stworzył nie kto inny jak Pan Dunbar. Robin Dunbar. Szanowny Pan Dunbar, analizował, zestawiał, obserwował, kombinował i robił inne rzeczy, które są domeną naukowców, aż w końcu doszedł do następującego wniosku: istnieje granica liczby osób z którymi przeciętny człowiek może utrzymywać zażyłe kontakty społeczne.
Wynosi ona pi razy oko 150 osób.

Teraz zadam Ci pytanie. Ilu masz znajomych na fejsie? Oczywiście, oczywiście, Ty jesteś ponadprzeciętny. Możesz mieć więcej, a jakaś tam Magda nie będzie Ci tu przesłuchania robiła. Tylko wiesz, jak wszyscy są super, to tak naprawdę nikt nie jest.

No to ile ich tam było? Pewnie trochę więcej niż 150. Dolicz do tego rodzinę, bo zakładam, że i tam znajdzie się ktoś z nim utrzymujesz kontakt, a fejsbuczka nie posiada.
Całkiem pokaźne stadko. Teraz sprecyzuje. Poza złotą stu pięćdziesiątką, Pan Dunbar dodał jeszcze inne opcje : 500 znajomych i 1500 osób, które znamy z imienia.
Dlatego na fejsbuku mamy znajomych, nie przyjaciół. Ulga. Tylko co właściwie dzieje się
z  osobami poza magiczną stu pięćdziesiątka? Delikatnie je wykluczamy je, minimalizując kontakt.

Mam straszny ubawy kiedy otrzymuję zaproszenia od ludzi z którymi się nie znam. No bo czy to, że widujemy się w pewnych miejscach, ale nigdy nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa czyni nas znajomymi? Można by to podciągnąć pod „znajomość z widzenia”, ale nie podciągajmy.

Czasami, ja – zła kobieta, robię takie mini eksperymenty. Kiedyś otrzymałam zaproszenie od chłopaka, który jest ze mną w grupie na kilku zajęciach. Nigdy nie rozmawialiśmy, więc je usunęłam. On ponowił je. Czterokrotnie. Wtedy zaczęłam mówić mu cześć i uśmiechać się do niego. Patrzył na mnie jak na wariatkę i , rzecz jasna, nie odpowiadał. Tak nachalnie próbował nawiązać znajomość i dupa, a mówią, że to kobieta zmienną jest.
Kiedy dostawałam zaproszenia od ludzi z drugiej strony Polski, najzwyczajniej w świecie pytałam skąd się znamy. W końcu pamięć nie jest niezawodna. Co odpowiadali?

-„Yyy, no, nie znamy się”.

– „To po jaką cholerę do jasnej ciasnej chcesz mnie mieć w znajomych?”

-„ A tak o, a czemu nie”

Pokusiłam się o przejrzenie liczby znajomych moich znajomych. To dopiero był dla mnie szok. Zaczyna się od 300, 400 a dochodzi do 700, 900, a nawet ponad 1000.
Matko i córko i bracie na dokładkę.

Wirtualne przyjaźnie kwitną. I tam zostają. Bo jak chcesz iść w realu na kawę, to zostajesz sam. Chociaż masz setki znajomych.

Jak myślicie, z czego wynika dodawanie do znajomych każdego napotkanego człowieka?

Obrazek: https://www.pexels.com/

  • Marta

    Czy zaproszenie do znajomych to taki nowy sposób na podryw od płci brzydkiej? Nie znam ludzi ze zbąszynka a mnie zapraszają! Albo życzenia urodzinowe na tablicy od ludzi, którzy na co dzień mają problem z „czesc” w realu. Czy jeśli kogoś znam z tzw. Widzenia to jest znajomy czy nie? Nie ogarniam tego świata. I w stu procentach podpisuje się pod słowami o kawie w realu!

    • Każdy sposób, który prowadzi do osiągnięcia celu podobno jest dobry. Zbąszynek to okolice moich rodzimych rejonów, przypadek?
      Dla mnie znajomy z widzenia, to nie znajomy. Jeśli nigdy ze sobą nie rozmawiamy, nie mówimy sobie nawet „cześć”, to albo się nie znamy albo chcemy udawać, że się nie znamy.

  • Tak, kawa w realu to najlepszy przykład. Jak mam zły nastrój, to mam ochotę usuwać ze znajomych ludzi, z którymi w ogóle nie rozmawiam, a wtedy zostałoby mi może z 15 osób… Zaproszenia od obcych też mnie wkurzają, przyjmuję z bólem serca jeśli czuję, że powinnam, ale większość ignoruję a potem usuwam 🙂

    • Ja co jakiś czas robię „selekcję” w znajomych, polecam, tak w ramach oczyszczania przestrzeni 🙂

  • Na swoim prywatnym facebooku mam tylko i wyłącznie swoich znajomych a i to bliskich. Chodź zaproszeń nie ukrywam jest dużo więcej.

  • Autorka Hityikity

    Mnie też zastanawia przypadkowe dodawanie nieznanych sobie osób do grona znajomych. Widzę to nagminnie WSZEDZIE! Przecież w galerii mamy swoje prywatne zdjęcia, na profilu informacje o sobie, ja bym wolała obcym osobom tego nie udostepniać. No ale to ja. Sama mam na fb 180 znajomych i są to osoby które znam i z którymi rozmawiam.

    • Mam takie samo zdanie na ten temat. Nie chcę udostępniać przypadkowym osobom informacji o sobie, jeśli mogę tego uniknąć. Dlatego regularnie przeprowadzam selekcję wśród znajomych 🙂