Małe piersi, duży problem?

male-piersi

Ten tekst był bardzo ciężki do napisania. Właściwie to nie. Pisało się go bardzo łatwo. Myśli płynące prosto z serca, same wylewają się na papier. Trudno kliknąć magiczny przycisk „opublikuj”. Długo się wahałam, ale ostatecznie stwierdziłam, że to jest potrzebne, tak jak czekolada w ciężkie dni. Ciągle o tym wspominam i zrobię to po raz kolejny: wszystko zaczyna się w głowie. Kompleksy również. Wypełniają każdą myśl i przypominają o swoim istnieniu w najmniej chcianych momentach. Zostają  integralną częścią życia, a myślenie w takich kategoriach staje się nawykiem. Nawyki nie są łatwe do zmienienia. Szczególnie te pielęgnowane z miłością przez lata. 

Małe piersi

Internet kipi od tekstów o akceptacji siebie i swojego ciała. Jeden z częstszych tematów w dyskusjach to piersi. Posiadaczki małych chcą mieć wielkie, a te, którym kręgosłupy dają bolesne znaki o zbyt dużym ciężarze, chętnie zamieniłyby się na mniejsze. Na forach krzyczymy głośno „Wszystkie jesteśmy piękne”, ale kiedy zostajemy same w nieskończoność analizujemy problem. Z nadzieją spoglądamy w lustro, zbliżamy się do niego na odległość kilku centymetrów, żeby pod różnym kątem przeanalizować każdy centymetr swojego ciała. Ostatecznie przepełnione poczuciem beznadziei spuszczamy wzrok. Nie kocham siebie. Jak mogę siebie taką pokochać?

Świat ma na to świetne rozwiązanie! Wystarczy wpisać w Google odpowiednią frazę, a zaleje nas fala motywacyjnych tekstów i zdjęć w stylu: Keria Knightley też ma małe piersi! Zdjęcia Taylor Swift w bikini – nie ma się czym chwalić! Małe jest piękne! Przynajmniej na starość nie będą mi wisiały do podłogi! Popatrz na modelki! One to dopiero mają małe!

Dobra, tylko szczerze: czy komuś takie gadki kiedykolwiek pomogły? 

Wszystko zaczyna się w głowie

Problem uświadamiamy sobie zazwyczaj w szkole. Czas podstawówki i gimnazjum to prawdziwa lekcja przetrwania dla naszej pewności siebie. Każdy rozwija się w swoim tempie i brakuje magicznych sposobów żeby przyspieszyć ten proces. Matki natury nie oszukasz. Tylko otoczenie rozkrzyczanych nastolatków nie bierze tego pod uwagę. Kryterium przynależności jest dopasowanie się do ogółu. Małe piersi w tym ciężkim szkolnym czasie to zmora niejednej młodej dziewczyny. Zaczyna się w podstawówce. Wtedy dziewczyny kupują pierwsze staniki. To naprawdę wielkie wydarzenie, gdy przed wuefem w szatni, któraś pochwali się, że już nosi stanik. Potem do zacnego grona dołącza kolejna i kolejna, ale wtedy na wszystko jest jeszcze czas. 

Gimnazujm. Pierwsze spojrzenia wymieniane z chłopakami,  flirty na gadu-gadu, dyskoteki  i  randki przy trzepaku. Życie gimnazjalisty bywa brutalne. Komentarze rówieśników potrafią spędzić sen z powiek przez wiele dni. Zresztą, liceum pod tym względem wcale nie jest lepsze. Mój ulubiony tekst z tych czasów to „Tereska, Tereska! Z przodu deska, z tyłu deska”. Pamiętam komentarz mojego dobrego kolegi: „Fajna z Ciebie dziewczyna. Ładna, mądra, kurcze gdybyś tylko piersi miała większe”. Faktycznie szkoda, ale tylko tego, że przyjmowałam się takim głupim gadaniem! 

Co tu kryć, jeszcze idąc na studia miałam problemy z akceptacją tej części ciała. Mniejszy, ale wciąż problem. Szczęśliwie i ostatecznie zakończyło go pewne spotkanie przy piwie. Jeden z uczestników – dumny student uczelni wyższej, przekonany o wysokim poziomie swojej inteligencji, zaczął wywód na temat „płaskich” dziewczyn i ich szeroko pojętej beznadziejności. Tak, dobrze czytasz, beznadziejności. Szybko dopiłam swoje piwo i grzecznie opuściłam to towarzystwo. Na dobre.  

Jak wyleczyć się z kompleksu? 

To ostatecznie wyleczyło mnie z kompleksów. Jeżeli ktoś ocenia mnie jako osobę: mój charakter, umiejętności i przydatność przez pryzmat rozmiaru moich piersi to jest z nim coś nie tak. Z nim, nie ze mną. Zresztą, jak płytką trzeba być osobą żeby skreślić kogoś tylko ze względu na rozmiar stanika? Niezdecydowanym podpowiem – bardzo. Nie jestem tylko swoim biustem i nigdy nie pozwolę, żeby ktoś oceniał jakim jestem człowiekiem na podstawie rozmiaru tego co mam pod bluzką. Przykro mi, jestem czymś więcej niż moje cycki. Ja tu poświęcam dni i noce na naukę, skupiam się na samorozwoju, a ktoś skreśla mnie tylko z tego względu? To ma być jakiś żart? Gdzie jest ukryta kamera? 

Chodzi tylko o to, czy Ty lubisz siebie? 

Wielu dziewczynom wydaje się, że piersi to podstawa, główne kryterium stosowane przez mężczyzn przy wyborze partnerki. Z cała pewnością, dla niektórych Panów jest to główny wyznacznik, ale czy Ty chciałabyś być z kimś dla kogo to jest czynnik decydujący o Waszej relacji? Ty nie jesteś dla wszystkich, tak jak nie wszyscy są dla Ciebie. Na obraz kobiety składa się więcej czynników niż tylko rozmiar jej piersi. Liczy się całokształt. Masz podobać się przede wszystkim sobie. Oczywiście, jeżeli Twoje piersi są dla Ciebie powodem do zmartwień  zmień to – operacja to Twoja decyzja.  Jeżeli jednak dla Ciebie nie stanowi to najmniejszego problemu, a Twój partner cały czas wytyka to jako wadę, to podrzucam pewien cytat, na który kiedyś trafiłam.  „If you are with guy who thinks you need different breasts, maybe you just need a different guy” ( Jeżeli chłopak z którym jesteś myśli, że potrzebujesz innego biustu, może potrzebujesz innego chłopaka.)

Piersi to problem dla wielu z nas.  Te które mają małe marzą o większych, życząc sobie żeby czekolada poszła w cycki, ale gdy marzenie zostanie zrealizowane, może się okazać, że mają problem z utrzymaniem prostej postawy. Nie dajmy się zwariować. Małe czy duże? Wszystkie są piękne. Kochajmy i dbajmy o to co mamy.
  • Agnieszka

    Kochana! Mój życiowy partner miał 35 lat kiedy się poznaliśmy. Ogromnie się zdziwiłam kiedy ze wstydem przyznał mi, że zawsze wnikliwiej obserwował kobiety z dużymi piersiami z którymi chciał się spotykać.. Dlaczego? Wydawało mu się, ze kobiety które „mają się czym chwalić” robią to zbyt ostentacyjnie, lubią robić wrażenie na mężczyznach i to wykorzystywać. Mam średnie piersi i pewnie dlatego zupełnie nie zwracałam na nie nigdy uwagi. Zabolało, że ktoś mógłby tak pomysleć. Myślałam, że szczyt to gapienie się albo wulgarne zaczepki. Głuptas sam stwierdził, że to bezdennie głupie kierować się takimi stereotypami…

    • Dobrze, że poruszyłaś też drugą stronę problemu. Racja, funkcjonuje taki stereotyp, że eksponowanie dużego biustu jest ostentacyjne i wulgarne. To też może budzić kompleksy. Tak ciężko wytłumaczyć, że biust to tylko biust, mały czy duży wcale nie świadczy o tym jaką jesteśmy osobą. Twój Partner doszedł do bardzo mądrego wniosku. Mam nadzieję, że trąbi o tym wszystkim znajomym facetom i sprowadza ich na dobrą drogę 🙂

  • Widzisz, obie będziemy wiecznie młode. Mi dalej nikt nie daje tyle lat ile mam. Jestem przerażona jak wiele kobiet ma problem z akceptacją własnego ciała. Właściwie to bardziej problem, który stwarza otoczenie niż my same. Chociaż wydawałoby się, że dzisiaj wszystko jest piękne, rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.

  • Paulina

    Świetny, bardzo potrzebny tekst. Ja nigdy nie potrafiłam zaakceptować moich piersi. Jasne, pochodzę z rodziny dość szczupłych kobiet, jedna moje obie siostry, i siostry mojej matki mają piersi znacznie większe ode mnie i to bolało. Swoje niepowodzenia w życiu miłosnym zwalałam na brak piersi. Przełomem okazała się być wizyta u braffierki, która nałożyła się też z początkiem przyjmowania tabletek antykoncepcyjnych. Nie dość, że piersi mi urosły o jedną miseczkę, to dobrze dobrany stanik pokazał, że wcale nie są takie małe jak sądziłam – po prostu ciężko je zmieścić w standardowym kroju stanika z sieciowki. Z A przeskoczyłam na C i nawet późniejsze zejście z tabletek nie zniszczyło pewności, która zdobyłam dzięki temu doświadczeniu. Ps. Usłyszałam od swojego mężczyzny że mam piersi idealne, bo mieszczą się w ręce jakby były pod nie stworzone. To chyba najlepszy dowód na to, że nie zawsze ciągnie ich do dużych 🙂

    • Masz bardzo mądrego faceta <3 U mnie też wiele zmieniła wizyta u braffiterki – okazało się, że jak to, co wylewa się bokami włoży się do miseczki, coś tam jednak jest! Pamiętam, że nieźle się wtedy ubawiłam, bo według rozmiarówki tego salonu dostałam do mierzenia same staniki z miseczką D 🙂 Dobrze dobrany stanik potrafi zmienić myślenie na temat biustu i pokazać, że go mamy. Kiedyś nie kupiłabym nic innego poza push-upem, teraz nie wyobrażam sobie posiadania w szafie takiego wypchanego egzemplarza 😀

  • Też miałam mega kompleksy z tego powodu. W sumie przeszły mi jak poznałam mojego chłopaka/męża. Dla niego zawsze jestem najpiękniejsza, mam najlepszą sylwetkę, biust itd. Niby wiem, że to tylko takie gadanie ale buduje 😀 Jego akceptacja mnie sprawila, że łatwiej było mi uwierzyć w siebie i zwyczajnie przestać się wstydzić.
    Bez dwóch zdań – wszystko zaczyna się w głowie! A w tej głowie – często jesteśmy dla siebie zbyt krytyczni.

    • Kochana, to nie jest tylko takie gadanie! Cieszę się, że dzięki swojemu Chłopu – Mężowi dostałaś kopa i uwierzyłaś w siebie i mam nadzieje, że już nigdy Ci się to nie zmieni, nawet gdy ktoś będzie próbował wmówić Ci coś innego <3

  • Przynajmniej się rozwinęłaś… niektórzy nadal na to czekają (np ja) :/

  • pia

    Ojezu, jakie ja miałam kompleksy z tego powodu. Pamiętam, że kiedyś w liceum z jakiegoś powodu rozmawialiśmy o transseksualistach i piersiach i jedna dziewczyna powiedziała, że no jasne, że jak już zmieniają płeć, to chcą mieć porządne piersi, a nie jakieś A. Ja miałam wtedy A. Rany, jak bolało, zwłaszcza że była śliczna i popularna.

    No. Potem zmądrzałam. A potem urosły mi piersi, mam B i proszę matkę naturę, żeby nie rosły już bardziej. Super jest to, że samoakceptację dali mi moi faceci. Że natrafiłam na takich, którzy je uwielbiali i naoliwili mi mózg. Oby więcej dziewczyn miało takiego farta.

    • Takie komentarze potrafią zepsuć życie, oj potrafią. Nikt nie chce być gorszy, a często te małe piersi są uznawane za takie „nic”, albo coś, co nie powinno być powodem do dumy. Cieszę się, że trafiłaś na facetów, którzy pomogli Ci się z tego wygrzebać i jednocześnie mam nadzieję, że nawet gdyby ktoś powiedział Ci, że coś jest z nimi nie tak, absolutnie się nie przejmiesz 🙂

      • pia

        Teraz? Nie ma mowy. Sama je znam najlepiej i doskonale wiem, co z nimi jest nie tak, więc nikt mnie nie zaskoczy 😉

  • Jakkolwiek kwestia rozmiaru piersi może wydawać się błaha i przyziemna, to jednak problemy z akceptacją, zarówno z samoakceptacją, jak i z akceptacją otoczenia, to bardzo poważne zagadnienie i bardzo fajnie, że poruszasz ten temat. Powiększenie piersi to teraz kwestia popularnego zabiegu i określonej kwoty na koncie, jeżeli ktoś czuje, że tego mu potrzeba, to żaden problem. Natomiast, coraz częściej można spotkać się z twierdzeniem, że jedna taka operacja może zmienić całe życie na lepsze. I ja w to szczerze wątpię. Zawsze znajdą się kolejne wady i niedoskonałości, które możemy w sobie znaleźć. Dopóki w głowie nie pogodzimy się ze sobą, nie docenimy tego co w nas dobre i pozytywne i nie przejdziemy do porządku dziennego nad tym, na co nie mamy do końca wpływu, to niewiele nam może pomóc. Takie moje zdanie 🙂 Swoją drogą rozczuliły mnie flirty na gadu-gadu. Obecni gimnazjaliści pewnie już nie wiedzą co to jest 😀 A to był taki ” przełomowy” i „kultowy” komunikator 🙂

    • Też jestem przeciwniczką takiego podejścia – po tej operacji Twoje życie zmieni się najlepsze, jak tylko to kupisz Twoje życie będzie piękniejsze, zresztą takie slogany i napędzanie sprzedaży dotyczy każdej dziedziny życia, ale to, jak postrzegamy siebie nie zmieni się po żadnej operacji, czy zakupie podnoszącej wszystko bielizny. Tak jak mówisz, zawsze znajdą się kolejne wady.

      Nie wiedzą! Cieszę się, że nie tylko ja to pamiętam! Te statusy i opisy wyrażające wszystkie uczucia. Niedostępny, zaraz wracam, nie przeszkadzać! Facebook może się schować 😀

  • Ja z kolei zacznę od tego – jak kolega-student miał tupet, aby przy kobietach mówić takie rzeczy? Chciał odstraszyć te, które nie miały większych rozmiarów? Bo o imponowaniu komuś w tej kwestii chyba nie ma mowy.
    Prawda jest taka, jak piszesz. Wszystko dzieje się w naszej głowie. My, kobiety, mamy to do siebie, że lubimy nadmiernie analizować i często nadinterpretować. Najgorsze jest to, że z reguły w tym pesymistycznym kierunku. Ja staram się siebie pilnować, aby nie tylko w kwestiach wizualnych, ale wszelkich innych nie zastanawiać się tak wiele i wyciągać na wierzch te dobre aspekty. Druga sprawa, wierzę, że to, co myślimy o sobie samej i jak siebie widzimy, odbija się na tym, jak odbierają nas inni. Oczywiście nie chodzi o to, że kobieta z romiarem A i myśląca, że ma duży biust nagle będzie mieć go o 2 czy 3 rozmiary większy. Jednak jeśli jest pewna siebie, przekonana że jest interesująca zewnętrznie i wewnętrznie – tak będą myśleć inni.
    Dlatego każdej z nas życzę, abyśmy myślały o sobie ładnie, zdrowo, miło. Nie były zadufane, ale rozumiały swoją wartość i pielęgnowały ją.

    • „nie tylko w kwestiach wizualnych, ale wszelkich innych nie zastanawiać się tak wiele i wyciągać na wierzch te dobre aspekty” – wielkie serducho za te słowa. Umieć dostrzegać dobre strony we wszystkich aspektach życia to niesamowicie ważne, ale i trudne zadanie!
      Zgadzam się też, że to jak widzimy siebie odbija się w tym, jak widzą nas inni.
      Ogromnie dziękuję Ci za ten wartościowy komentarz. To kwintesencja zdrowego podejścia do siebie <3

      • Takie podejście wymaga od nas szlifowania, ale warto o tym pamiętać i starać się w ten sposób myśleć 🙂

  • Pingback: Dlaczego nie uważasz, że jesteś piękna? | lekka przesada()