życie Magdy

Madziprzygody#2 – jak dobrze zacząć miesiąc?

by lekkaprzesada-

grudziec584Dzisiaj notki być nie miało, no ale będzie. Z okazji pierwszego grudnia. Taki mały gratisik od Cioci Madzi.

Dla tych którzy nie mają kalendarza, powtórzę – dzisiaj mamy  pierwszy grudnia, czyli pierwszy dzień ostatniego miesiąca bieżącego roku.

Za miesiąc o tej porze wszyscy będziemy się rozliczać z tego co osiągnęliśmy w minionym piętnastym snuć miliony planów do realizacji na szesnasty, a niektórzy pewnie  będą dochodzić do siebie po hucznych obchodach imienin Pana Sylwestra, ale o największych imprezie imieninowej w roku  i o kacu porozmawiamy później. Przyjdzie na to pora.

Mamy pierwszy grudnia. Trzeba ten grudzień jakoś przeżyć. Nawet nie jakoś. Tylko dobrze, co by sobie w brodę nie pluć, że ostatni miesiąc roku się źle przeżyło.

Znacie te mądrości, że jaki nowy rok, taki cały rok, jaki poniedziałek taki cały tydzień, jaki początek miesiąca, taki cały miesiąc. Myślę, że zrozumieliście zależność.

W każdym razie, jak to jest być Magdą i zacząć nowy miesiąc?

Dzisiaj rano z bólem serca zwlekłam swój szanowny zadek z ciepłego, aczkolwiek niewygodnego wyra. Oj, ze trzy podejścia to ja do tego zrobiłam. Ciężko się wstaje, kiedy na dworze jest ciemno, a w najlepszym wypadku buro, a wiatr wieje tak, że w nocy trzy razy Cię obudził.

Wstałam, bo postanowiłam, że przezwyciężę w sobie lenia i pójdę na wykład. Tak, Ty też możesz być bohaterem w swoim domu i wstać rano na wykład! Oczywiście wstałam za późno, więc biegam jak poparzona, jednocześnie robiąc śniadanie, myjąc zęby, malując rzęsy i ubierając skarpetki. Kurczaki, powiem wam, że się da !

W pewnym momencie wjeżdżam ślizgiem przed komputer, patrzę w zakładkę z jakdojade.pl (to nie jest ukryta reklama), która jest dla mnie na tyle uprzejma, że zawsze pokazuje ile czasu do odjazdu pozostało. Patrzę, a tam 15 minut. Kurcze, luzik.

Na spokojnie się ubieram, wychodzę. Mam czas.Idę sobie spacerkiem, z nóżki na nóżkę. W rytmie White Christmas – Michael Bublé (musicie sobie to włączyć aby poczuć ten klimat, dopiero wtedy możecie czytać dalej)      na przystanek,a tam nie ma ludzi. Dziwne, ale dziwne nie znaczy niemożliwe. Więc stoję i czekam. Po chwili zmieniając piosenkę, patrzę na zegarek. Cholerajasna. Mój autobus odjechał prawie 20 minut temu, a wykład za chwilę się zacznie. Tak! Mój komputer zrobił mi psikusa i się zaciął. Jak wróciłam do domu dalej miałam 15 minut do odjazdu.

No nic, na kolejny wykład pójdę. Okazuje się, że w czasie jego trwania jest jakieś spotkanie z Panem Ważnym Generałem. Na ten się nie spóźnię. Głupio byłoby się spóźnić no nie? Wychodzę więc wcześniej, dokładnie sprawdzając godzinę. Tym razem tramwaj zrobił mi żarcik i nie przyjechał.

Czekam na następny. Dostaję cynk, że sprawdzają obecność. Już wiem, że wejdę 15 minut po rozpoczęciu. Cholerajasna. Szybko zasięgam informacji czy da się tam wśliznąć po kryjomu, nie robiąc za dużo hałasu. Noo, jasne, że się da. Może się da, ale nie jak jest się mną, ale wierzę, że się uda. ! końcu wiara czyni cuda!

Z jęzorem na brodzie podbiegam pod salę, łapię oddech otwieram drzwi. Wchodzę jak rasowy ninja. Na palcach, bo buty stukają. Bokiem, żeby od razu za sobą zamknąć wrota do sali. Odwracam głowę.  Wszyscy na mnie patrzą. Tak, dosłownie wszyscy. Łącznie z prowadzącą i Panem Ważnym Generałem. Cholera. Przerwałam im. Co robić, co robić. Wciskam na usta uśmiech numer 5 i bardzo głośno i wyraźnie mówię „Dzień dobry”.

Wstyd jak zawsze. Znajomi się uśmiechają. Ktoś kiwa z dezaprobatą głową.Pan Ważny Generał na mnie patrzy. Nie dość że siara, to jeszcze nie ma gdzie usiąść i stoję jak ten osioł. Pan Ważny Generał dalej patrzy, więc nurkuję w tłum.Na końcu, z braku laku, siadam na niewygodnych schodach przed jakimś bzdetem, który wbija mi się w plecy. Cholerajasna.

Po wykładzie czekam kolejne półtora godziny na następne zajęcia. Nie jest mi to na łapkę, ale jak już tu jestem, to poczekam. Nigdzie nie idę, bo znowu się spóźnię.

Półtora godziny później okazuje się, że ćwiczenia zostały odwołane.

Jak tak ma wyglądać cały mój grudzień, to o matko i córko, strach się bać.

A wy jak zaczęliście ten piękny, świąteczny miesiąc?