Kto czeka ten może się nie doczekać

chwila idealna

Jest styczeń, a Ty jesteś … na wakacjach. Od rana atakuje Cię gorące słońce. Jak przyjemnie wstaje się, kiedy widzisz tę żółciutką plamę za oknem! Radośnie wchodzisz do jasnej i przestronnej kuchni, otwierasz lodówkę, wyciągasz z niej soczyste owoce i zajadasz je ze smakiem na śniadanie, potem wychodzisz na balkon i nagle. Bip, bip. Z balkonu siłą ściąga Cię piskliwy głos budzika. Dzień dobry – nienawidzę swojego życia.

Jest styczeń

Czekasz jeszcze chwilę, myśląc o tym pięknym miejscu, w którym jeszcze minutę temu się znajdowałaś. Nadal jest styczeń. Zaczął się kolejny rok, a poranne wstawanie jest jeszcze cięższe niż zwykle, bo oprócz tego, że zegarek pokazuję tak cholernie wczesną godzinę z zerem na początku,
to jeszcze jest ciemno. Noga, za nogą zwlekasz się z ciepłego łóżka, stawiając kolejno obie stopy na zimnej podłodze, leniwie się przeciągasz, zerkając na zniszczoną piżamę, wkładasz na nogi ciepłe kapcie i ociężale idziesz do kuchni. Poniedziałek. Lodówki też nie otwierasz. Jest tak ciemno, że jej światło mogłoby doprowadzić do Twojego rychłego oślepnięcia. Witamy w życiu.

Na termometr też nie ma sensu patrzeć, od kilku dni udaje, że nie da rady podbić wyżej niż zero.
W takie dni nikt nie lubi życia. Tylko co Ty kochana możesz na to poradzić? Na ten styczeń, na to zimno i zero za oknem? Możesz poczekać do lutego, może marca. Będzie cieplej, jaśniej, a to zero przed resztą godziny nie będzie wcale takie straszne. Mówisz: jeszcze tylko trochę i będzie lepiej. Jeszcze tylko trochę.

Kto czeka ten może się nie doczekać

Nie wierzysz tym wszystkim, którzy mówią, że możesz żyć lepiej. Ja też nie. Morze to jest Bałtyckie,
a życie, jakie jest, każdy widzi. Jak ktoś mi mówi, że ja mogę spać w lepszej piżamie albo pić codziennie Liptona zamiast Szczynówki, to sobie myślę — wariat. Lipton jest, jak goście przyjdą,
a ładna piżama jest, jak w gości się jedzie. Może kiedyś będzie lepiej. Za kilka podwyżek albo dwa awanse. Poczekam.

Jest tylko jedna sprawa. To ciągłe czekania zabija. Sama to czujesz. Masz świadomość, że to nie wygląda po Twojemu. Chyba coś jest nie tak, jeśli ostatni raz satysfakcję z pracy, którą wykonujesz od 10 lat, poczułaś dziesięć lat temu, na widok pierwszego przelewu z wypłatą. Lubisz dobrą kawę, tylko zamiast niej codziennie towarzyszy Ci lura, którą zapijasz zatęchłe poranki. Ta dobra jest na specjalne okazje.

Chciałabyś jakoś inaczej, lepiej, żeby ta kawa pachniała wanilią i cynamonem i była w ładnej filiżance. W sumie to mogłabyś coś z tym zrobić, ale ciągle myślisz, że to jeszcze nie teraz. Pewnie masz gdzieś na dnie szafy  ładną piżamę, na wyjazdy w gości i ładną filiżankę oczywiście też dla gości. Goście są ważni, ale oni są przejazdem. Oczywiście, chcesz przyjąć ich jak najlepiej, wiadomo, ale chyba warto też docenić osobę, z którą spędzasz dwadzieścia cztery godziny na dobę i siedem dni w tygodniu.
Czy jest lepsza okazja niż dzień, który masz do przeżycia albo poranek, tak ten z zerem na początku?

Nie ma takiej chwili, która byłaby za mało ważna, żeby dobrze ją przeżyć*. Prawda jest taka, że jeszcze nikt nie wymyślił czegoś takiego jak „chwila idealna” przynajmniej nie w moim kalendarzu. Nie wiem jak Tobie, ale mi szkoda życia na tę bezpłciową Szczynówkę.

*Lekcje Madame Chic Jennifer L. Scott