in inspiracje, książki i filmy

Książki na wiosnę (i nie tylko na wiosnę)

ksiazki_na_wiosne

Zawsze trudno mi się zabrać do wpisu o książkach, chociaż wiem, że są osoby, które na takie teksty czekają. Przed publikacją tego wpisu miałam poważny dylemat (książki, czy podcasty) i zostawiłam decyzję do podjęcia Wam, w ankiecie na Instagramie (swoją drogą zapraszam Was do śledzenia tam mojego profilu) i niemal jednogłośnie zdecydowaliście, że wolicie książki, no to jedziemy z tymi lekturami!

Jeszcze jedno słówko: wpis o podcastach oczywiście będzie, bo mam wrażenie, że nadal są niedocenianym źródłem informacji. Poza tym sama uwielbiam ich słuchać i trochę liczę, że was tym zarażę 🙂 

Ostatni wpis książkowy był w listopadzie, ale moje opinie o lekturach się nie zdezaktualizowały, więc jeśli mało Wam książkowych poleceń, więcej możecie przeczytać tutaj
>> 6 książek, które ostatnio czytałam albo jeśli wolicie, obejrzeć film na YouTube. 

Było czytane, czyli książki na wiosnę

„Być szczęśliwym na Alasce”

Czytałam tę książkę razem z koleżanką i przy kolejnych spotkaniach wymieniałyśmy pełne podekscytowania uwagi na temat jej treści. Książka dotyka bardzo wielu sfer życia, a wiele rad autora uważam za sensowne i przydatne. Chociaż pojawiają się fragmenty w stylu „no weź się i bądź” (jakby to było takie proste) i momentami autor poddaje się nadmiernemu „pitu pitu”, to ogólnie jest w porządku. Skłania do zastanowienia się nad pewnymi kwestiami i rzuca świeży pogląd na niektóre sprawy Dla mnie najbardziej szokujące były fragmenty o wyrzekaniu się wszystkiego: stabilności finansowej, życiowej, szczęścia, spokoju i oswojenia się ze śmiercią. To, co mówi Rafael, ma sens, ale dla mnie, jakkolwiek groźnie to zabrzmi, lubiącej kontrolować sytuację taki stan rzeczy wydaje się przerażający! Uprzedzam, książka nie ma nic wspólnego z podróżami, niech Was nie zmyli tytuł i okładka z misiem w czapce. 

„Jak zostać Panią Swojego Czasu”

Spodziewałam się, że książka będzie dobra i konkretna, a było nawet lepiej niż się spodziewałam! Lubię podejście Oli do życia, luz do pewnych spraw, którego mi brakuje i sposób, w jaki podchodzi do planowania i realizacji zadań. Z książki wyniosłam wiele wskazówek co do samego planowania oraz rzeczy kręcących się wokół tego tematu, które mają ogromny wpływ na codzienność. Mój rytm dnia bardzo się rozmył, a dzięki tej lekturze dostałam kopa i narzędzia, żeby jakoś nad nim zapanować. Zaczęłam przykuwać większą uwagę do wprowadzania się w stan pracy i kiedy wrzuciłam się w nieznaczną rutynę, jest dużo, dużo lepiej. 

„Z nienawiści do kobiet”

O reportażach Justyny Kopińskiej pisałam już w poprzednim zestawieniu. Nie umiem ich odkładać w czasie, czytam jednym tchem, a później siedzę i myślę o tych wszystkich złych rzeczach, które dzieją się obok i stwarzają pozory zupełnie normalnych. Patologie, morderstwa, znieczulice, nadużycia na różnych szczeblach władzy, ignorowanie i wyciszanie pewnych spraw. Książka nie jest w całości poświęcona kobietom, tytułowa nienawiść do kobiet, to tytuł jednego z reportaży, który ma związek akurat z Wrocławiem, przez co uderzył mnie jeszcze bardziej. Swoją drogą, zastanawialiście się kiedyś, jak trudne jest życie osób ubierających takie historie w słowa? Kilka dni temu natknęłam się na dwa wywiady z autorką. Nigdy nie mówi zbyt wiele o sobie, nie opowiada też nad czym pracuje, nawet bliskim, przez wzgląd na bezpieczeństwo, a podczas zbierania materiałów zdarzały się groźby i niebezpieczne sytuacje. Pisze o mordercach, gwałcicielach i przestępcach, z którymi najpierw rozmawiała, często w cztery oczy. Zadziera z władzą na różnych szczeblach, to trochę igranie z ogniem. Jestem pełna podziwu dla jej odwagi.

„Behawiorysta”

Czasami mam wrażenie, że cała Polska czytała już Mroza, więc chciałam przeczytać i ja.  Zwłaszcza że polecaliście mi go jesienią, jako odskocznię od typowych książek, po które sięgam. Wciągnęłam się, ale to chyba nic dziwnego, bo taka w końcu jest rola kryminału – wciągnąć czytelnika do ostatniej strony. Lubię, kiedy książka przyciąga tak mocno, że człowiek sięga po nią w każdej wolnej chwili i chociaż na początku byłam do niej nastawiona bardzo sceptycznie, potem zmieniłam zdanie, chociaż przyznam, że gdy czytałam wieczorami krwawe opisy drastycznych scen, później śniłam o tym koszmary i bałam się wyjść po zmroku z mieszkania 😉 Miewam zbyt bujną wyobraźnię i później odtwarzam w głowie wszystkie dantejskie scenariusze, dlatego wiem, że takie książki nie do końca są dla mnie, chociaż czuję po powieści Pana Mroza prawdopodobnie jeszcze sięgnę, tak dla oderwania i wciągnięcia się w jakąś historię. Jedno jest pewne – bardzo chcę odwiedzić Opole!

„Alibi na szczęście”

Przyjemna książka, ale trochę za bardzo rozwlekła. Na tyle rozwlekła, że zabierałam się do czytania od jakiś czterech lat. Dostałam ją kiedyś w prezencie i tak sobie grzecznie czekała na półce na lepsze czasy. Historia miłosna, z trudną przeszłością głównej bohaterki, osadzona na polskim podwórku. Lekka, wciągająca, ale nie na prawie 700 stron. Mam jeszcze na półce kolejną część, już o połowę krótszą, i chętnie ją przeczytam. Pierwszą bym uszczupliła. Przez spore gabaryty, w formie papierowej trudnozabieralna w jakiekolwiek podróże. 

To tyle, jeśli chodzi o świeżutkie książkowe polecenia. Mam nadzieję i trzymam za siebie kciuki, żeby kolejny taki tekst pojawił się niedługo.

Podzielcie się w komentarzach, co Wy teraz czytacie. Zawsze chętnie zaglądam do Waszych poleceń i znajduję coś dla siebie 🙂