punkt zwrotny - rozwój i myślenie

Kobieto, czy Ty też jesteś niekompetentna?

by lekkaprzesada-
kobieta_kompetentna

Przeczytałam na Fejsbuku u Zaparzę Ci Herbatę, że ona przeczytała debiutancki artykuł Anny Dziewit — Meller, o wymownym tytule „W pułapce kompetencji”. Takie debiuty to ja lubię.  Lubię też te momenty, kiedy okazuje się, że ktoś ma tak samo, jak ja. Podskakuję wtedy niczym mały króliczek z nadpobudliwością i pokrzykuję: piątka, piątka! Czuję się wtedy lepiej, dużo lepiej. Mogę wypuścić z płuc to przytłumione powietrze. Nie jestem sama. To trochę jak z nauką na testy zaliczeniowe. 

–  Nic nie umiem. Wcale się nie uczyłam, a Ty? – pyta podenerwowana Blondynka.
– Nie, co Ty. Całą noc oglądałam seriale. – odpowiadam z uśmiechem na ustach

To ma podobno jakąś swoją mądrą nazwę. Wspieranie się w niewiedzy albo poklepywanie po pleckach. Uwierzcie mi, nic nie jednoczy grupy tak mocno, jak świadomość, że tkwi się w czymś razem. Nawet jeżeli potem okazuje się, że tylko Ty nie zdałeś, bo wszyscy inni jednak coś tam pomiędzy pierwszym a drugim sezonem serialu przeczytali. Teraz jednak wcale nie jestem dumna, że mamy tak samo. Bo myślę, że nie tylko ja tak mam, ale Ty też. No i moje Blondynki oczywiście też.

Tak silne, a tak słabe 

Jesteśmy silne, a ciągle czujemy się słabe. Takie jesteśmy władcze, kiedy mówimy stanowcze nie gotowaniu kolejnych obiadów, kiedy facet po raz kolejny wykrzywia twarz, gdy je sałatkę z buraków i jarmużu, nad którą pociłaś się przez dwie godziny. „Schabowego byś wolał, tak? Sam sobie gotuj!”, grzmimy niczym Zeus z Olimpu, a jakie jesteśmy z tego dumne! Relacjonujemy to potem podekscytowane koleżankom — Postawiłam się! Zadowolone unosimy się dumą i obruszamy na każde podważanie naszych umiejętności. Nie pasuje? Sam sobie zrób, a jak Ci źle, to znajdź sobie inną, droga wolna. Ot co!

Problem w tym, że nasza odwaga kończy się w momencie, gdy przekraczamy próg mieszkania. Zupełnie jakby cały ten impet i zdecydowanie zostawało za zamkniętymi drzwiami w ciepłych kapciach. Co jest nie tak? Piękne, mądre, oczytane, inteligentne. Matki, żony i kochanki. Skończone pięć fakultetów, dziesięć kursów, doświadczenie, uznanie, pozytywne rekomendacje, a jak przychodzi co do czego, to zawsze wypowiadamy sakramentalne: „Nie czuję się wystarczająco kompetentna”. 

Nie ważna jest tu branża ani zawód. Pozycja na drabinie sukcesów też nie, bo nawet kobiety, które mają na swoim koncie całkiem spore osiągnięcia, obniżają ich wartość. Przecież to takie nic. Zapierdzielasz nad projektem kilka miesięcy, dniami i nocami. Zagryzasz zęby, przedzierasz się przez wszystkie przeciwności, z jęzorem na brodzie, w końcu docierasz do celu. Przecież to takie nic. „Udało się”, „Zrobiło się”, w ogóle samo się! Naprawdę nie masz czego mi gratulować, ja nic takiego nie zrobiłam! Kobieto kochana, co w takim razie jest czymś?

Rezygnujemy bez podjęcia jakiejkolwiek próby, bo jeszcze się nie sprawdzimy. Co się wtedy stanie? Świat się zawali, koty wyginą, a dinozaury powrócą, istna apokalipsa! A jak nie apokalipsa, to zabiją nas plotki. Może to o to chodzi? Mężczyźni, oczywiście też miewają takie rozterki, ale nie blokują ich one przed działaniem tak mocno, jak kobiet. Skoro ktoś im coś proponuje albo spełniają 90% stawianych wymagań, podciągają rękawy i próbują. Uda się, to się uda. Nie? No trudno. Zawsze to nowe doświadczenie.

Czy jestem kompetentna? 

Żeby nie być gołosłowną — ja też jestem niekompetentna. O co mnie nie zapytasz, to jestem niekompetentna. Nie umiem napisać CV, o liście motywacyjnym nie wspomnę. Nie czuję się wystarczająco kompetentna, żeby coś tam wpisać. Próbowałam robić te wszystkie głupawe ćwiczenia w stylu, „Po lewej wypisz wady, po prawej zalety”. W tym też nie byłam wystarczająco dobra. Umiałam zapełnić tylko lewą kolumnę. Przy próbie zapisania prawej nabawiłam się silnego bólu głowy. Poczucie humoru? Niewystarczające. Organizacja? Ostatnio zabrakło papieru toaletowego i mleka. Jak ktoś, kto nie ma czym sobie podetrzeć tyłka przez własną nieodpowiedzialność, może organizować działania jakieś korporacji. WYKREŚL. Umiejętności interpersonalne? A ostatnia kłótnia z Blondynką? Matko bosko, wykreśl wszystko! Tak oto, prawa kolumna pozostaje wiecznie pusta, bo do każdej umiejętności, w której prawdopodobnie jestem dobra, mam dwa „ale”.

Idę ze swoimi rozterkami do Blondynki, a ona mi na to: „Ja też tak mam!”, a ja na to w krzyk. Kolejna ofiara braku kompetencji. Ona. Taka zdolna. Idealna w każdym calu i centymetrze. Tak umysłowo, jak i cieleśnie. Skoro ona nie wierzy, że ma wystarczające predyspozycje, to jak ja mam wierzyć?

Ta nasza niewiara w siebie to taka współczesna kobieca choroba, która po cichu urosła do rozmiarów epidemii, a może nawet pandemii. Czy jest na to jakieś lekarstwo?
Czy ktoś mi powie jak to dziadostwo wyleczyć? 

  • Marta

    Pamiętam jak na terapii powiedziałam coś w stylu „studia się skończyły”, a moja kochana pani psycholog krzyczy oburzona: jak to się skończyły!? Same? Same się skończyły??? Dziewczyno przecież to ty je ukonczylas! I choć bardzo mocno zapadło mi to w pamięć, to podpisuje się pod niekompetencja nogami i rękami. Jak to leczyć? Nie mam pojęcia. Może po prostu czasem sobie odpuścić? To się bierze chyba stąd, że chcemy być perfekcyjne we wszystkim, a te wszystkie „ale” nie są oznaką tego, że czegoś nie umiemy albo nie jesteśmy jakieś… Tylko, że jesteśmy albo nie umiemy wystarczająco dobrze do swoich wymagań wobec siebie. Może trzeba zrobić specjalna rubrykę na „ale” a później nakleić na nia jakąś ładną motywującą grafikę?
    Ps. Niewystarczające poczucie humoru ? Na głowę upadlas?!

    • Właśnie, nie doceniamy większości rzeczy, które robimy. To w końcu taka pestka. Napisałaś o studiach, a ja od razu pomyślałam o innych rzeczach: matura, prawo jazdy. Się robi. Z tymi motywujacymi grafikami, to świetny pomysł. Chyba pora stworzyć nową tablicę na Pinterest 🙂
      Ooo, czyli jednak z moim poczuciem humoru nie jest tak źle!

  • Oj tak..zdarza się, zdarzało. Zawsze lubiliśmy tkwić w czymś razem i są to prawdziwe historie, kiedy nikt się rzekomo nie nauczył, a jednak ludzie dostawali dobre oceny.. 😉
    Myślę, że czasem chcemy być za skromne. Nie walczymy o swoje, nie przypisujemy sobie zasług, nie doceniamy osiągnięć.. a to źle, bo spada nam pewność siebie takie koło się zapętla i później jest coraz gorzej..

    • To zapętlające się koło przynosi zdecydowanie za dużo szkód. To już nie jest normalna skromność, to chorobliwa skromność. Mam wrażenie, że boimy się czymś pochwalić, bo wyjdziemy na zadufanych w sobie buraki.

      • Właśnie.. A to źle! Podpięłabym to nawet pod tę polską mentalność o której ostatnio pisałam.. Chora skromność..lepiej jak ludzie znają swą wartość i są naturalni w tym co robią, bo taka fałszywa skromność też dobra nie jest:)