punkt zwrotny - rozwój i myślenie

Jesienne poranki – co zrobić, żeby były lepsze?

by lekkaprzesada-
jesienne-poranki

Jesienne i zimowe poranki potrafią być bardzo nieprzyjemne. Co tu dużo mówić, świat zdaje się usypiać, a aura bardziej wycisza, niż dodaje energii do działania, tak jest i już. Od narzekania lepiej nie będzie. Słońce nie zacznie wstawać wcześniej pod wpływem gróźb wysyłanych w przestrzeń. Więc zamiast złorzeczyć światu lepiej pójść za jego radą i tak jak cała przyroda zwyczajnie się uspokoić i wyciszyć. No i oczywiście zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby ten trudno czas jakoś sobie ułatwić.

Szaro, buro i ponuro

Ktoś zapyta, ale jak to? Takiej jesiennej pluchy nie da się lubić. Czy ja ją lubię? Nie, jakoś nie bardzo. Uwielbiam jesień, ale wrześniową i październikową. Tę listopadową oswajam powoli, jak dzikie zwierze, które mocno kąsa. Czasami żartuję, że tak bardzo upajam się pięknym październikiem, że listopad to pora na solidnego kaca 😉 Bądźmy szczerzy, wyjście spod kołdry graniczy z cudem, a utrzymanie wyprostowanej postawy to już zadanie dla prawdziwych twardzieli. Zdecydowanie lepiej byłoby pozostać w ciepłym łóżku i wiele osób (w tym ja) tak robi. Potem wyskakując w panice przy dziesiątej drzemce wygrywanej przez budzik. Cóż, to nie jest najlepszy sposób na rozpoczęcie dnia. Śniadanie w biegu, jednoczesne mycie zębów, wiązanie butów i wciąganie swetra przez głowę kończy się zazwyczaj małą dramą. Poza tym podniesiona przez odjazd ostatniego dającego szansę na uniknięcie spóźnienia autobusu adrenalina, to kiepskie zastępstwo dla porannej kawy, pozostawionej w pośpiechu na biurku.  Tak oto nie tolerujemy jesiennych ani zimowych poranków, bo nie. Bo kawa w biegu, bo sweter w paście do zębów, bo źle, kiedy stopy dotykają chłodnej podłogi i wiele innych. No, ale przecież można trochę inaczej.

jesienne poranki

Jesienne poranki

Też nie jestem szczególnie rannym ptaszkiem, a zwłaszcza teraz wstawałabym tylko po to, aby upewnić się,  czy mogę jeszcze poleżeć. Zresztą, od zawsze moje poranki były iście biegowe. Mama traciła ostatnie pokłady cierpliwości, kiedy musiała w piżamie biec za mną, gdy zapominałam stroju na wu-ef albo jakiegoś podręcznika. Za to byłam niekwestionowanym mistrzem sprintów na odcinku dość krótkim, czyli do przystanku. Kierowcy robili zakłady, czy przyjdzie taki dzień, że Magda będzie czekała na przystanku na autobus, a nie odwrotnie. 

Pomimo całego ogarnięcia, które nastąpiło i wszelkim zabiegom mającym zmienić poranki w coś pięknego (teraz to moja najukochańsza pora dnia) jedna rzecz pozostaje niezmienna – bardzo nie ukochałam momentu wstawania z łóżka. Zwłaszcza w drugiej połowie roku jest to problem, dlatego jesienią i zimą szczególnie staram się dostosować i ułatwić sobie ten trudny moment. 

Budzik, drzemka, godzina

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nigdy nie wcisnął na telefonie przycisku „drzemka.” Jaki jest wasz rekord? Mój to dziesięć drzemek. Podobno można nie wciskać, ale co zrobić, kiedy to silniejsze od nas? Pomysł jest taki – wliczyć drzemkę w czas wybudzania. Nastawić budzik o dziesięć minut wcześniej niż planowaliście i powoli z każdą kolejną drzemką wybudzać się do życia. W międzyczasie można trochę porozciągać zastane po nocy kończyny i zaliczyć ostatnie przytulasy z poduszką.  Co do samej godziny wstawania: wszystko zależy, o której musicie wyjść z domu. Ja lubię wstać tak, żeby mieć godzinę lub nawet półtora godziny do wyjścia. Jeśli muszę wyjść z domu wyjątkowo wcześnie, skracam ten czas , ale jednak lepiej mieć trochę zapasu.

Poranna odzież luksusowa

Ciepły szlafrok w zasięgu ręki, najlepiej taki ogrzany przez grzejnik (kolejna złota wskazówka!), przyjemne kapcie albo misioskarpetki, pozostawione w zasięgu stopy, żeby uniknąć kontaktu z zimną podłogą, lampka o łagodnym świetle, do zapalenia przed wyjściem z łóżka, zamiast rozbijania się po szafkach w desperackim poszukiwaniu włącznika. Małe rzeczy, a ile porannego spokoju zapewniają. To też istne zbawienia dla nerwów i współśpiących! 

jesienne poranki

Śniadanie

Jedni jedzą, inni nie jedzą. Niektórzy wolą owsianki, inni kanapki. Jedni na ciepło, inni na zimno. Na kwietniowej edycji konferencji Food&Health w Gdyni, Doktor Ania idealnie podsumowała tę kwestię: trzeba słuchać własnego organizmu. Jeśli owsianka Ci nie służy — nie jedz jej tylko dlatego, że to teraz modne i wszyscy jedzą. Jeśli czujesz, że rano nie możesz wmusić w siebie ani okruszka, zjedz śniadanie później. Do tego gorąca kawa, herbata, woda z miodem i cytryną — to co lubisz najbardziej. Przy odgłosach muzyki lub w ciszy, bez nerwowego sprawdzania wiadomości i ryczącego telewizora. Można zaplanować poranny posiłek wieczorem —szybka eliminacja kolejnego stresującego momentu. 

Ubranie

Nie mam się co ubrać + za pięć minut muszę wyjść z domu, to zdecydowanie najgorsze połączenie z możliwych. Tak jak w przypadku śniadania — ubrania można przygotować wieczorem. Ja mam z tym problem — czasami wieczorem myślę „Jutro mam ochotę pójść w spódnicy”, a rano marzę o otuleniu się ciepłą bluzą z kapturem. Dlatego, szykuję dwa warianty. Może to odrobinę bardziej czasochłonne, ale rano będziesz gotowa na dwie ewentualności. Eksperymenty odpuszczamy. W jedynych rajstopach idealnie pasujących do całości zawsze znajdzie się dziurka, a na sweterku znalezionym w ostatniej chwili plama po kawie. Sprawdzone rozwiązania, mają to do siebie, że są sprawdzone i tego rano warto się trzymać 😉 

Wolniej i ładniej

To ważne, żeby było wolniej i ładniej. Kawa z ładnego kubka, a nie tego dorzuconego do płatków kukurydzianych z wytartym obrazkiem i wyszczerbionym brzegiem. Wypita tak jak lubisz, a nie w biegu między łazienką a pokojem. Właściwie to nawet nie chodzi o tę kawę, ale o spokój. Spokojny poranek, to spokojny dzień. Spokojny niekoniecznie oznacza cichy. Jeśli towarzyszy Ci gromadka dzieci, pewnie jest głośno i wesoło. Chodzi o to, żeby było tak, jak lubisz. Żeby znaleźć chociaż chwilę na zatrzymanie i drobne przyjemności. Zacząć dzień tak, żeby chciało się go przeżyć, minuta po minucie, aż do wieczora, a nie tylko szybko skończyć. 

jesienne poranki

Wcale nie musisz kochać tych ciemnych jesiennych poranków skąpanych we mgle i deszczu. Ja też ich nie kocham i żyję! Możesz sprawić, żeby stały się znośniejsze przez sprawianie sobie przyjemności, a Ty wiesz najlepiej co nią jest. Może wcale nie ciepły croissant z dżemem serwowany przez gazety, tylko kilka minut obserwacji budzącego się do życia miasta z kubkiem aromatycznej herbaty w ręku. Co by to nie było warto zacząć od tego dzień.

To taki mini luksus. Dla mnie lepszy niż przejażdżka limuzyną, bo własny, ulubiony skrojony na miarę potrzeb. 

Jak zaczynacie dzień, lubicie umilać sobie poranki? Jakie macie na to sposoby? 

  • Marta

    Święta racja – przygotowanie wszystkiego wieczorem sprawia, że poranki można przeżyć na luzie.
    Ps. Chyba mogę rzucić kamień, bo nigdy nie włączyłam drzemki :D. Mój obecny budzik – czworonozny i bardzo niecierpliwy w ogóle nie ma takiej opcji :). Ale dzięki niemu mogę zaczynać dzień pietnastominutowym spacerem i zdecydowanie budzi to do życia lepiej niż kawa!

    • Jestem pod wrażeniem! Dla mnie poranki bez drzemki nie istnieją. Twój budzik jest najlepszy! Powiem Ci, że też miałam ambitny plan spacerowania o poranku, chociaż te piętnaście minut, ale jestem takim zmarźluchem, że nie mogę się zmusić do wyjścia 🙁

  • U mnie poranne budzenie zawsze zawiera 3 drzemki, nie wyobrażam sobie po 5 rano wstawać od razu z łóżka. Mąż trochę narzeka, bo ma jeszcze 2 godz spania, ale chyba już się z tym pogodził 🙂

    • Zupełnie tak samo jest u mnie. Czasami dostanę nawet klepnięta dzwoniącym telefonem, żebym go w końcu wyłączyła 😀

  • Rzadko zdarza mi się nie użycie drzemki w telefonie. A mój sposób na zimny i ponury poranek? Ciepłe śniadanie, w ostatnim czasie kasza bulgur z dodatkami.

    • Wstajesz od razu na dźwięk budzika? Wow. U mnie to zdarza się wyjątkowo rzadko. Ciepłe śniadania to też dla mnie obowiązkowy element. Z czym jadasz kaszę? Na słono, czy na słodko?

      • Właśnie na odwrót – dość często używam drzemki 😉 A do kaszy w ostatnio dodaję najczęściej siemię lniane, żurawinę liofilizowaną, migdały i maliny 🙂

        • Aaa, widzisz, przeoczyłam to małe „nie”. Brzmi pysznie. Muszę spróbować wersji z siemieniem 🙂 Ciekawe połączenie 😀

  • Pingback: YesWeekend#13 – wystawa o modzie i vlogmas | lekka przesada()