punkt zwrotny - rozwój i myślenie

Im więcej wiesz, tym trudniej zacząć działać

by lekkaprzesada-
im-wiecej-wiesz-tym-trudniej-zaczac-dzialac

W maju spędziłam wspaniały weekend w Poznaniu na Blog Conference. Wzięłam udział w wielu warsztatach, spotkałam niesamowitych ludzi i z zainteresowaniem słuchałam co mają do powiedzenia prelegenci. Żeby nie było wątpliwości – ten tekst nie jest relacją z wydarzenia, także nie zamykaj okienka małym iksem jeśli nie jesteś blogerem 😉

Szczególnie mocno popukały mnie w głowę (jakkolwiek głupio to brzmi) prelekcje Oli Budzyńskiej i Andrzeja Tucholskiego. Czuję, że powstaną z tego co najmniej dwa teksty, bo i tematy są zupełnie odrębne. Punktem wyjścia do dzisiejszego tekstu są słowa Andrzeja.

Najprostsza droga

Andrzej opowiadał o tym jak zaczął zgłębiać wiedzę na temat pisania książki. Wskazówki o tworzeniu fabuły, zwrotów akcji, kreowaniu postaci: pierwszoplanowych, drugoplanowych oraz wszystkie inne tricki, które pisarz powinien znać. Poświęcił na to rok. Rok nauki o tworzeniu historii, a kiedy w końcu usiadł do pisania i starał się zastosować wszystkie te zasady w praktyce nie mógł napisać NIC. Dopiero gdy zaczął wyrzucać wszystkie porady z głowy i po prostu tworzyć, coś zaczęło z tego wychodzić. 

Im więcej wiesz, tym trudniej zacząć działać 

Pomyślałam sobie – mam tak samo. Co prawda nie przygotowuję się do pisania książki, ale taki paraliż działania towarzyszy każdej innej życiowej aktywności. Z wielu stron atakuje nas masa informacji i wiedzy. Rozwijające grupy na Facebooku, darmowe webinary, podcasty, e-booki, mailowe wyzwania, kursy i szkolenia on-line. Mnóstwo treści, w dużej części darmowych. Do tego dochodzą poradniki, książki, które mówią jak pisać, czytać, jak się ubierać, jak się nie ubierać.  Niesamowicie łatwo jest zacząć pochłaniać te wszystkie treści i  przestać działać. To taka pułapka „więcej i więcej”. Wydaje się, że cały czas się rozwijamy, przecież pogłębiamy wiedzę, zmieniamy swoje wnętrze, uświadamiamy sobie wiele spraw. Dzięki temu wszystkiemu, jak już zabierzemy się do roboty będzie nam szło lepiej i szybciej, ominiemy etap samouka-amatora i od razu wskoczymy na wyższy level, ale mam wrażenie, że im więcej wiesz, tym trudniej zacząć działać. 

Tylko ten moment rozpoczęcia wcale nie chce nadejść! A  od samego czytania tekstów, czy oglądania obrazków nic się nie zadziało i nie zadzieje, no może wzrośnie rachunek za prąd albo ubędzie kilka złotych w portfelu. Poza tym, kiedy poświęcamy tak dużo czasu na naukę, nie zostaje zbyt wiele chwil w ciągu dnia kiedy można ją zastosować. 

Takie konsumowanie wielu treści może być trochę przykrywką dla strachu. Odwlekam podjęcie działania, ale tylko dlatego, że chcę się douczyć. U mnie zdarza się i jedno i drugie. Widzę u siebie przesyt wszystkim co mnie otacza. Do tego stopnia, że zdarza mi się usiąść przed czystą kartkę i nie umieć skleić sensownego zdania, bo w głowie mam te wszystkie „powinnaś” i „trzeba”. Jestem osobą, która lubi się dobrze przygotować zanim czegoś się podejmie, ale nadmierna chęć przygotowania wywołuje bierność. Wpadam na świetny pomysł, a potem odwlekam jego realizację w nieskończoność, a wiadomo, że bez faktycznego podjęcia działania nic się nie stanie. Nie wiem jak Wy, ale czasami łapię się na tym, że lepiej działam, gdy robię pewne rzeczy intuicyjnie, nie bombardując mózgownicy milionem wskazówek jak to zrobić. 

Pora na detoks? 

Terapia szokowa jest bolesna, ale skuteczna. Próbowaliście kiedyś przestać konsumować treści? Wyczyścić ulubione strony na Facebooku, zrezygnować z subskrypcji różnych newsletterów i na nowo dobrać interesujące treści, tak żeby równoważyć te rozrywkowe i rozwijające? Trudno zacząć słuchać jednego podcastu zamiast siedmiu, czy ustalić priorytety w zdobywaniu wiedzy – najpierw jedna rzecz, dopiero później kolejna. Nie wszystko na raz. Tak, żeby faktycznie mieć czas i możliwość na bieżąco wdrażania i testowania tego, czego się nauczyliśmy. 

Nadeszło lato, zrobiło się ciepło, zbliżają się wakacje. Zawsze zapychałam te letnie miesiące planami realizacją miliona rzeczy, z których zazwyczaj nic nie wychodziło, bo ogrom i różnorodność czynności, jakie sobie wymyśliłam, przegrywał na starcie z oglądaniem serialu albo czytaniem romansidła. Ostatnie lata upłynęły na wielogodzinnej pracy ponad  normę, a potem odpoczynku i regeneracji. W tym roku nie wyjeżdżam do pracy za granicę i bardzo ostrożnie snuję plany na kolejne miesiące. To będzie czas próbowania i otwierania się na nowości. Spokojnie, nie liczcie na to, że przybędę do Was wytatuowana i z nowymi kolczykami w różnych miejscach na ciele. Będę próbować głównie swoją wiedzę i testować w praktyce to, czego się nauczyłam. Przede wszystkim będę tu i teraz. 

Jestem ogromnie ciekawa, czy u Was też się dzieje coś takiego? Zdarza Wam się czuć przesyt wiedzą i paraliż przed podejmowaniem działania? No i jakie macie plany na lato? 
  • Coś w tym jest, że im więcej człowiek wie, tym większym idiotą się czuje ;). Duża dawka wiedzy potrafi przytłoczyć.

    • Może przytłoczyć i zablokować. To całkiem śmieszne, bo skoro wiesz dużo na temat tego co robisz, nie powinno być problemu z działaniem, a jednak nadmiar wiedzy może paraliżować 🙁

  • pia

    Ja kiedyś, kilka lat temu, zaakceptowałam fakt, że nigdy nie będę wiedzieć „dość dużo”. To jeżeli chodzi o pracę. Jestem całkowicie pogodzona ze swoim niedouczeniem, doczytuję coś po drodze, nie boję się prosić naprawdę mądrych ludzi o pomoc i potem nagle okazuje się, że całkiem nieźle ogarniam.
    Ale.
    To wymagało bardzo dużo tupetu. Bardzo dużo wsparcia innych. I naiwności trochę też. Ale hej, w końcu się udało.
    A teraz muszę tylko nauczyć się stosować to do sfery prywatnej (prywatniejszej).

    • To trudne zwłaszcza dla osób, które chcą się nieustannie rozwijać i poszerzać wiedzę w różnych dziedzinach, także dla perfekcjonistów. Chyba najtrudniejsze odważyć się przyznać do niewiedzy i prosić o pomoc czy radę innych. To wymaga przezwyciężenia poczucia, że wyjdę na głupią.

  • Pingback: Plany na wakacje? Mnie, ale lepiej. | lekka przesada()