Dzień bez przekleństw,hipokryzja i rozluźnienie

kartki17 grudnia.  Niby dzień jak każdy inny. Z tym, że ten konkretny został mianowany Światowym Dniem bez Przekleństw. Dlaczego akurat dzisiaj? Być może spowodowane jest to tym, że zbliżają się święta, a w święta wszystko ma być ładne, to mowa też. Brzydka mowa, to zła mowa, a zła mowa, to prawie jak zmowa, a zmowy nikt w święta nie chce.

Przeklinamy. Kurde mole dużo przeklinamy.

 

  1. Garść statystyk

Podobno, według mądrych statystyk, ośmiu na dziesięciu dorosłych używa wulgaryzmów. Większość pod wpływem emocji. Mniejszość część żeby coś mocniej i dosadniej zaakcentować.

Dziewięciu na dziesięciu z nas razi gdy ludzie z naszego otoczenia przeklinają. Połowę wkurza to zawsze, drugą okazjonalnie.

Przeklinamy. Dużo. To już ustalone i stwierdzone. To teraz pomyślmy.

2. Zabawa w skojarzenia

Z kim kojarzą nam się ludzie, których co drugie słowa zaczyna się na „k” i kończy na „urwa”? Pierwsza myśl. Bez politycznej poprawności. Niewychowany? Niedojrzały? Wulgarny? Patus jakiś. Niektórzy z nas pewnie do tej opinii dorzucą jeszcze w myślach, pod nosem albo otwarcie „dolę Piera” albo inny epitet. Bo w Twoich ustach to przecież tak nie brzmi.

Czasami słysząc przekleństwa czujemy niepokój, strach, lęk. Zależne od sytuacji. Prędzej wyczujesz potencjalne zagrożenie w kimś kto co chwila rzuca wulgaryzmami. Mózg odczytuje to w prostych schematach. Przeklinanie = agresja, nerwy. Uważaj, może zaatakować. Zastanawiałeś się kiedyś, ile razy ktoś pomyślał tak o Tobie?  O mnie nikt. Zapewniam.

3. Elaboraty i wizerunek

Na temat przekleństw powstały setki artykułów i innych elaboratów. Niektóre bardziej, inne mniej przekonujące. Jedne próbują nawet wzbudzić w nas poczucie winy, bo przecież robiąc taki niepoprawny użytek z mowy sprawiamy naszemu Stwórcy ogromną przykrość. Inne z kolei próbują nam wyperswadować wpływ używanego słownictwa na wizerunek.

A ten podobno najbardziej narażają kobiety. Ponoć te z naszych pięknych ust, zacne i mniej zacne niewiasty, budzą niesmak najbardziej.

Zgodzę się. Jestem dziewczyną. Przeklinam. Od niedawna za dużo. Ostatnio jakoś mniej. Się staram przynajmniej. Tak, razi mnie to. Szczególnie w ustach innych dziewczyn.

Taka oto ze mnie hipokrytka.

Zdarzało mi się przeklinać przy osobach starszych. Brak szacunku powiecie? Ot, wielkie mi co. Jakby nigdy nie słyszeli, ale ten ich wzrok.

Co z tego, że jestem babeczką? Dlatego nie powinnam? Równouprawnienie w końcu cholera jest. W dupie mam, że nie wypada. Wiecie co? Tu nie chodzi o to, że wypada czy wpada.

4. Rozluźnione damy

Dla starszego pokolenia przeklinanie w obecności kobiet było nie do pomyślenia. Oznaczało brak szacunku do nich. A same dziewczyny? One tak nie mówiły. Nawet te o „luźnych obyczajach”.

A my? Damy dwudziestego pierwszego wieku? Wolne  i równouprawnione. Chcące zachowywać się jak mężczyźni,ale jednak ciągle pragnące specjalnego traktowania. Często zwracamy mężczyznom uwagę, że przy kobietach pewnych słów nie powinni używać, ale jednocześnie same ich używamy. Także przy nich.Hipokryzja pełną gębą.

Tworzymy idealne, wyważone wnętrza, kreujemy się na Perfekcyjne Panie Domu, czytamy poradniki o francuskich szykach, niewymuszonej elegancji, a jak jedna czy druga otwory usta, to kopara opada i to nie z wrażenia.

Nie przestaniemy przeklinać, ani Wy ani ja. Bo czasami kurde trzeba, ale może jednak zostańmy przy tym czasami.

A jak to jest u was z tym przeklinaniem?  Dużo, mało a może wcale?

Dajcie znać w komentarzach 🙂

  • Ojej, klnę jak szewc, zwłaszcza w stresujących sytuacjach, ale czasami się nie da po prostu nie rzucić czymś z R po środku!

    • No ja niestety też. Zgadzam się, że w niektórych sytuacjach po prostu się nie da, ale bądźmy silne i walczymy o czystość naszej mowy! 😉

  • Nie jesteśmy równi. W przypadku kobiet wulgaryzmy są straszne. Nigdy nie byliśmy równi, bo nie trzeba pytać nikogo o płeć.

    • Niby walczymy o równość, ale bardzo często akcentujemy przy tym występujące między nami nierówności. Czyli sami stwierdzamy, że równi nie jesteśmy.

  • Pingback: „Moje córki krowy”, czyli obraz prawdziwy()