punkt zwrotny - rozwój i myślenie

Dlaczego narzekanie jest zaraźliwe?

by lekkaprzesada-

Nie (4)Słyszeliście kiedyś tezę, że jeśli coś u kogoś bardzo przeszkadza albo denerwuje z czasem zaczynamy robić to samo? Brzmi to głupio, ale niestety się sprawdza.

Moja Mama na przykład,odkąd pamiętam wścieka się na dziadka, że ten, zawsze jak weźmie łyka napoju wyciera kubkiem wąsy i wargę. Kiedy ostatnio siedziałyśmy i piłyśmy niskoprocentowy, ciepły napój, rozgrzewający serducho, czyli herbatę zobaczyłam, że robi to samo. Robiła to nieświadomie, a mimo wszystko cały czas zwracała na to uwagę dziadkowi.

 

  1. To zaraźliwe 

Zawsze wydawało mi się, że jestem odporna na przechwytywanie takich rzeczy, ale niestety. Jednym z takich przejętych przeze mnie zarazków była bakteria narzekalikus wirusix. Jak złapałam cholerstwo raz, to do dzisiaj mam nawroty i problemy z wyleczeniem.

  1. Każdy to robi

No fakt, ale wiecie kiedy dotarło do mnie, że to przesada? W momencie kiedy przy każdej rozmowie, nie ważne czy to na uczelni, czy na spotkaniu ze znajomymi wypływał temat narzekania. Nawet nie tylko wypływał, ale topił całą dyskusję. Od tego, że ktoś znowu się nie wyspał, przez to, że na uczelni są aż dwa kolokwia, że piwo na rynku takie drogie, a psy za głośno szczekają. Po takich mityngach zamiast wypoczęta wracałam jeszcze bardziej zmęczona i zdołowana, no bo z czego się tu cieszyć kiedy wszystko idzie nie tak.
Nie, to że każdy tak robi, nie jest argumentem. Jak to mówi moja Mama, gdyby ktoś powiedział, że idzie się utopić w studni, to Ty też byś poszła? Nie? No właśnie.
Argument obalony.

  1. Kto z nas ma gorzej?

Nienawidzę tej licytacji. Aczkolwiek zawsze lubiłam podbijać stawkę.
Wciągnęłam się w tę grę jak maniakalny pokerzysta. Wiecie co jest najśmieszniejsze? Naprawdę wierzyłam w to, że nie mam czasu. I nie miałam. O co byście mnie nie zapytali, to nie miałam czasu. Nie wiem kiedy znajdowałam czas na takie prozaiczne rzeczy jak sikanie na przykład. Pewnie myślicie, że robiłam nie wiadomo co. Otóż nie. Chodziłam
na uczelnię trzy dni w tygodniu. Koniec. Uczyłam się jakiś bzdetów, bo wydawało mi się, że trzeba, że do czegoś będzie mi to potrzebne i nie wiem właściwie co jeszcze robiłam ,
a dni mijały. Ponad pół roku temu podjęłam próbę zmiany.
Z jakim efektem? Chodzę na uczelnię pięć dni w tygodniu, pracuję dorywczo, zapisałam się na siłownię, więcej czytam, piszę bloga, spędzam więcej czasu z najbliższymi i mam jeszcze trochę zupełnie wolnego czasu, w którym mogę po prostu leżeć i bezkarnie patrzeć w sufit. Negatywnym aspektem całej zmiany jest to, że po prostu nachodzą mnie mdłości, kiedy słyszę ciągłe narzekania moich znajomych, którzy dalej poza uczelnią nie robią nic, a i tak nie mają nigdy na nic czasu i nie wiedzą jak się z czymkolwiek wyrobić.

  1. Nie mamy o czym rozmawiać

Próbowaliście komuś powiedzieć, żeby przestał narzekać? Ja próbowałam.
Wtedy temat się urywał, a rozmówca oburzał się, że łatwo mi mówić, bo przecież mam lepiej. No oczywiście, przecież moja doba ma 48 godzin, nie muszę spać, a pieniądze i wiedza spływają na mnie kiedy biorę prysznic. Kiedy spotkacie takich ludzi na swojej drodze, takich to znaczy tych, którzy poza narzekaniem na swoje życie nie mają nic innego do powiedzenia, uciekajcie. Jeśli zostaniecie, nie wyjdziecie na tym dobrze.

 

Tego, że pies szczeka za głośno albo, że piwo na rynku jest drogie niestety nie zmienimy, chyba, że naukowcy już nad tym pracują, ale za to możemy zmienić swoje podejście i zamiast narzekać, że za płotem trawa jest bardziej zielona, spróbować podsypać trochę nawozu pod swoją i wyhodować ładniejszą.

Czy Wy narzekacie? Wiadomo, nawet najlepszym się zdarza, ale czy przesadzacie?

Share: