Blog Conference Poznań 2016 – mój pierwszy raz

W końcu zebrałam się i przygotowałam dla Was relację z Blog Conference Poznań. Gotowi? Bez zbędnego przedłużania, przejdźmy dalej. Coś czuję, że będzie to jeden z dłuższych tekstów, jakie zostały tu zamieszczone. Zanim zaczniecie czytać, usiądźcie wygodnie i przygotujcie coś do picia. Enjoy!

1.Podróż na Blog Conference Poznań

20160603_184716Jak już wcześniej wspominałam, wyjazd na to wydarzenie był dla mnie sporym wyzwaniem. Wysłałam zgłoszenie, mając przy tym niemal stuprocentową pewność, że nic z tego nie będzie. Bądźmy realistami, kto by chciał zapraszać na konferencję blogową takiego młodego „kota”. Spróbujcie wiec wyobrazić sobie moją minę, kiedy pewnego pięknego dnia, dostałam maila z zaproszeniem. Po przydługiej fali entuzjastycznych pisków i okrzyków, kiedy emocje ostatecznie opadły, zaczęłam się zastanawiać, co strzeliło mi do głowy, że jadę tam sama. Było za późno na wycofanie się, więc po mało entuzjastycznej fali paniki podwinęłam rękawy i nogawki spodni, (było gorąco), wsiadłam do pociągu i wyruszyłam na samotny podbój Poznania. Na konferencję dotarłam oczywiście spóźniona, ale biorąc pod uwagę to, że zaraz po tym, jak uciekł mi autobus, poszłam w przeciwną stronę i  wsiadłam w zły tramwaj, to niecałe 30 minut opóźnienia było wręcz fenomenalnym wynikiem.

2. Konferencja

20160606_183507
Dary losu

To zapewne część, na którą najbardziej czekacie. Konferencja odbywała się w Starym Browarze. Właściwie w jego niewielkiej części-Słodowni.To naprawdę kawał budowli da się tam zgubić, uwierzcie mi na słowo. Chciałabym dorzucić tu milion zdjęć, ale obawiam się, że w całym tym zamieszaniu nie zrobiłam ich zbyt dużo. Kurcze, nie mam jeszcze blogerskich foto nawyków. Musicie mi wybaczyć.

Nigdy wcześniej nie byłam na takiej imprezie i chociaż nie bardzo wiedziałam czego mam się spodziewać, to to, co zobaczyłam, przerosło moje oczekiwania. Na wejściu każdy uczestnik poza identyfikatorem, dostawał paczkę powitalną. Co w niej było? Miłe bzdety-gadżety. Materiały od sponsorów. Najciekawsze: otwieracz do piwa od marki Denley, czekoladki i lakiery od Semilac. Jestem lakiermaniaczką albo lakieroholiczką. Od zeszłego roku pozostaję w stanie zachwytu nad hybrydami Semilac. Zanim jednak zanim przeszłam na „hybrydy” w mojej kolekcji znajdowało się około 100 lakierów. Myślę, że to dużo wyjaśnia.

W dolnej części znajdowały się stragany sponsorów i stoisko z kawą, wodą i ciastkami. Pewnie teraz myślicie, ale nuda. No to wyobraźcie sobie, że nie. Nikt nie wciskał tam nudnych ulotek, chociaż takowe też się pojawiały. Zamiast tego były świeżo wyciskane soki, lody, kawa parzona przez cudowną Panią Baristkę, o takim kopnięciu, że trzymała mnie chyba z dwa dni, chociaż na ogół ma na mnie taki wpływ jak Prezydent na politykę.Cud, miód i orzeszki. Nie chciało się stamtąd wychodzić, a to był dopiero początek!

3. Prelekcje

Było ich tyle, że gdybym chciała powiedzieć coś o każdej z nich, czytalibyście ten wpis ponad 100 lat. Niektóre z nich możecie obejrzeć tutaj. O czym były? Obejmowały bardzo szeroki przekrój tematów, jednak w dużej mierze dotyczyły zarabiania na blogu, efektywnego przeprowadzania kampanii reklamowych i współpracy z markami. Pojawiały się głosy, że ciągle tylko te pieniądze i pieniądze, ale czy to nie o tym chcemy słuchać? Ciągle na nowo pojawiające się wpisy, a nawet książki na temat tego, jak zarobić na blogu to po prostu reakcja na generowany przez ludzi popyt. Żeby nie było wątpliwości, to nie był jedyny temat. Było o „trudnych sprawach”, akcjach charytatywnych, o tym, czy blog tylko w starej, pisanej formie to przeżytek. Myślę, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Która prelekcja podobała mi się najbardziej? Właściwie określiłabym to inaczej: wystąpienie, którego prelegenta dało mi najwięcej do myślenia? Andrzeja Tucholskiego. Żałuję, że nagranie z niej nie jest udostępnione, bo chętnie bym do niego wróciła. Słowa Andrzeja o motywie przewodnim były dla mnie naprawdę inspirujące, nie tylko pod kątem blogowym, ale też życiowym. Bardzo podobał mi się też panel o ‚blogowym przeżytku”, może dlatego, że brały w nim udział osoby, które czytam, może ze względu na gorącą dyskusję, jaka się między nimi wywiązała, a może chodziło o „kontrowersyjny” w blogosferze temat? Ciężko powiedzieć, w każdym razie, to moje podium. Trzeciego miejsca nie określę. Tak, taka będę awangardowa!

4. Warsztaty

Warsztaty
Tyle radości w jednym miejscu!

Nie mogłam się zdecydować, czy wolę iść na prelekcję, czy warsztaty, tak długo, że w końcu terminy zapisów i wolne miejsca się skończyły, a mój problem sam się rozwiązał. Zupełnym przypadkiem trafiłam na warsztaty organizowane przez Semilac (sic!), zwolniło się miejsce, a uczestniczka była potrzebna na już. Warsztaty prowadziła cudowna Pani Agnieszka, o rękach, które potrafią czynić cuda na paznokciach. Jeżeli nie wiecie, o czym mowa, koniecznie obejrzyjcie małe dzieła, tworzone przez tę kobitkę. Ja zachwycam się za każdym razem, kiedy je widzę. Nie dość, że udało mi się poznać Panią Agnieszkę i zamienić z nią kilka słów na żywo, to za udział dostałam wspaniały prezent, którego zdjęcie widzicie poniżej. Same warsztaty przeprowadzone profesjonalnie w bardzo przyjemnej atmosferze. O pozostałych warsztatach słyszałam pochlebne opinie, także, gdybyście kiedykolwiek mieli wątpliwości, czy warto zapisywać się konferencyjne warsztaty, odpowiedź brzmi: tak!

5. Ludzie

LudzieSamotny wyjazd na takie imprezy jak Blog Conference Poznań  zdecydowanie ma swoje plusy. Jakie? Masz świadomość tego, że musisz się do kogoś odezwać. W przeciwnym razie będziesz sam jak palec. Minusy też oczywiście są. Większość ludzi przyjeżdża w parach albo małych grupkach, a nawet jeśli przyjeżdżają sami, to mają tam znajomych. Ja byłam w o tyle niekomfortowej sytuacji, że nie miałam tam „internetowych” znajomych. W mojej sytuacji przeważały więc minusy. Udało mi się nie skończyć, płacząc w toalecie (tak, uznawałam taki scenariusz za bardzo prawdopodobny. Widziałam sobie w scenie, rodem jak z amerykańskiego filmu, kiedy to siedzę zamknięta kabinie, wypłakując oczy nad swoją marną dolą, a towarzyszą mi tylko odgłosy spuszczanej wody). Całe szczęście taka sytuacja nie miała miejsca. Poznałam kilku interesujących ludzi, z którymi przegadałam te dwa konferencyjne dni. Jeśli chodzi o „znajome” z internetu twarze: zobaczyć na żywo, w jednym miejscu ludzi, których „się czyta” to całkiem ciekawe uczucie, dziwne, ale ciekawe. Zawsze jakoś ich sobie wyobrażamy, wysocy, niscy, mili, wredni i piękne jest to, że wszystkie te wyobrażenia kiedyś biorą w łeb i za tym wszystkim kryje się po prostu człowiek.

6. Poznań miasto doznań
Poznań nocą #zagubiona3

Ten slogan promocyjny miasta chyba najlepiej podsumowuje mój pobyt. Cały weekend towarzyszyły mi takie emocje, że kiedy wsiadłam w pociąg powrotny, czułam się jak balon, z którego ktoś wypuścił powietrze. Chociaż codziennie gubiłam się i za każdym razem lądowałam w innej części Poznania, panikując, że już nigdy nie odnajdę drogi do domu. Było warto. Myślę, że każdy, kto siedzi w tej branży, mniej lub bardziej poważnie powinien, przynajmniej raz wziąć udział w takim wydarzeniu. Poznać ludzi, którzy wiedzą, o czym mówisz, a nawet mówią o tym samym. Posłuchać co mają do powiedzenia Ci bardziej doświadczeni, zobaczyć jak to wszystko funkcjonuje od wewnątrz.

Czy żałuję, że pojechałam sama? Nie, ale polecam wybieranie się na takie imprezy z kimś, będziecie czuli się pewniej. Czy wybrałabym się na taką imprezę po raz kolejny? Oczywiście, że tak. Czy ktoś, kto jest zupełnie anonimowy w blogowym świecie, może odnaleźć się na takiej imprezie? Tak, ale tylko wtedy kiedy przestanie porównywać się do wszystkich i mierzyć swoje osiągnięcia czy statystyki z innymi. To trudne, kiedy każdy rzuca na prawo i lewo swoimi wizytówkami i liczbami UU, ale kiedy przestaniesz zwracać na to uwagę i zaczniesz po prostu rozmawiać z ludźmi, wszystko będzie ok.

Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca i że moja relacja przekonała Was chociaż trochę do brania udziału w imprezach jak Blog Conference Poznań. Naprawdę warto. Polecam!
  • Marta

    Czekałam długo i cierpliwie na ta relacje 🙂 jesteś naprawdę dzielna, bo ja serio chyba siedzialabym w toalecie gdybym pojechała tam sama :D. Wszystko brzmi bajecznie i naprawdę zachęcająco. Uwielbiam każda formę rozwoju, która dotyczy blogowania. Właśnie dziś odbieram książkę o pozycjonowaniu! #yay mimo wszystko takie zdobywanie wiedzy od doswiadczonych blogerów jest bardziej wymagające, szczególnie jeśli trochę się marzy żeby być na ich miejscu. Na następną imprezę blogerska jedziemy razem. Zabieramy swiatobserwatorki. Co trzy koty to nie jeden 😀

    • Dziękuję za wyrozumiałość 😀 Jasne, że na następną jedziemy wspólnie. W kupie raźniej 😀 Czytaj szybko, bo czekam na recenzję!