inspiracje

Bal, podwiązka i polonez, czyli Studniówka

by lekkaprzesada-

magda twarzSkoro była pierwsza część to musi być i kontynuacja. Właściwie to czasami lepiej żeby jej nie było. Bo podobno kontynuacja często wszystko psuje. Przynajmniej w filmach.

A w życiu czasami bywa jak w filmach … . Nie. Co ze mnie za autor, który zaczyna od zniechęcenia czytelnika do swojego tekstu. Na końcu wstępu zacznę więc jeszcze raz. Zachęcam! Zapraszam! Przepraszam.

  1. Ale to już było…

Moja studniówka.Mój pierwszy bal. To było tak niedawno. Dwa lata temu. Chociaż,
jakby spojrzeć na to inaczej, to minęły 730 dni, czyli 17, 520 godzin, a ponad siedemnaście tysięcy godzin to już sporo. Czyli moja studniówka była dawno. Nie zmienia to jednak faktu, że pamiętam  ją bardzo dobrze. Skoro pamiętam, to opowiem.

  1. Złe miłego początki

Od rana biegałam jak kot, któremu ktoś soli na ogon nasypał. Wszędzie spóźniona.
Kiecę ubierałam w biegu i prawie zabiłam się o własne nogi. Nerwówka, stres, darcie się jak stare prześcieradło. Nie polecam. Gorsza część. Na salę jednak dojechałam w nietypowy dla siebie sposób, czyli całkowicie punktualnie. To znacznie  ułatwiło całą sprawę. Przywitania, zajmowanie stolików, ochy i achy a potem polonez.

  1. Do trzech wpadek sztuka

Polonez. Już wcześniej przekonywałam was,  że warto. Nie będę się więc powtarzać. Polonez przy pięknym polonezowym temacie muzycznym, macie link, posłuchajcie.
Mnie tam urzekł. Jak wyglądał mój polonez? Pięknie! A kto zaliczał wpadkę i akurat znajdował się wtedy na pierwszym planie przed kamerą? No ja! Bo kto inny.
Zrobiłam krok w złą stronę i wpakowałam się w mojego drogiego Sebka. Całe szczęście, że ,nauczony doświadczeniem, spodziewał się tego po mnie i nie spanikował,
tylko robił co trzeba. Swoje niedorajdztwo mam uwiecznione. Z 200 innych osób też.

Po polonezie przyszła pora na zdjęcia. Tu radziłam sobie całkiem nieźle. Jedno ze zdjęć typu „Laski zginamy kolanko i pokazujemy nóżkę” trafiło nawet do gazety.
Jako „reprezentacyjne” . Szkoda, że tylko ja z całego towarzystwa patrzyłam w
drugą stronę.

  1. Niezawodny sposób na niesforną podwiązkę

Potem były tańce wygi bańce i inne dzikie harce. Hitem wieczoru okazała się jednak nie parkietowa rozpusta, a pewna dziewczyna. Wystąpiła w mini kończącej się równo z linią pośladków. Aczkolwiek polemizowałabym czy sięgała tej magicznej granicy. Wyglądała
w niej całkiem, całkiem, ale …
Kupiła za małą podwiązkę. Mniemam iż nieświadomie. Może innych nie było?
No, ale brzydko by wyglądała gdyby wpijała jej się w nogę, prawda?  Dziewczyna okazała się niezwykle zaradna i znalazła na to dość oryginalny sposób. Jaki? Otóż uwaga.
To jest patent roku. Dziewoja ta rozcięła podwiązkę na pół i przykleiła ją do nogi, taśmą klejącą.  Niestety nie przewidziała, że mini jej nie dosięga, a miejsce sklejenia znalazło się od zewnętrznej strony uda. Przyznajcie, że tak kreatywnego rozwiązania problemu
nie widzieliście.

  1. Końcowe dywagacje

Cała impreza była bardzo udana. Chyba tylko jeden osobnik skończył bal około 22, ale tak to jest jak zabiera się ze sobą tak wymagającą partnerkę jak agentkę 0,7 .
Nauczyciele bawili się razem z nami. Niektórzy do samego końca. Pojawiały się nawet głosy, że za rok robimy powtórkę. Kurcze, nie udało się. Zdaliśmy maturę.

Podsumowując. Ponownie gorąco polecam wam udział w tego rodzaju imprezach.
Tak dobra zabawa zdarza się jeszcze na „wiejskich remizówkach”. O ile nikt nie daje sobie po mordzie.  Chciałabym powiedzieć tylko jeszcze jedną rzecz. Bawcie się od początku do końca z kim chcecie i jak chcecie. Oglądając ponownie studniówkowe video, z precyzją snajpera mogłabym wskazać kto źle czuł się w towarzystwie swojego partnera, komu źle się z kim tańczyło. Pozory nie zmylą!

A Wy jak wspominacie swoją studniówkę?